Arystokrata wszechstronny

Nieczęsto ludzie, którzy odnieśli wiele sukcesów w różnych sferach życia – zawodowego, naukowego, społecznego – którzy mieli istotny wpływ na przemiany polityczne i społeczne w najnowszej historii Polski, pozostają w swej skromności w cieniu – choć nie powinni zostać zapomniani. Taką wyjątkową postawę zachował Paweł Czartoryski – arystokrata z urodzenia i wychowania, który w skomplikowanych dziejach własnego rodu potrafił dokonać wyborów najtrudniejszych, zachowując arystokratyzm ducha w antyarystokratycznej, niekiedy brutalnej peerelowskiej rzeczywistości. Stąd skromność, systematyczność, odpowiedzialność, umiejętność rozważnego zabezpieczania interesów rodziny i budowania wsparcia dla innych, równowaga pomiędzy pracą intelektualną a sprawnością fizyczną.



Książka Nadejdzie dzień zawiera szkice wspomnieniowe czterdziestu autorów, z których żaden nie sili się na ogarnięcie całości dorobku i dokonań profesora Czartoryskiego, żaden nie jest bowiem tak wszechstronny pod względem doświadczeń i dokonań. Gdy jednak przeczytamy całość, zarysowuje się nam sylwetka postaci, która odegrała istotną rolę w nauce, edukacji, wychowaniu, religii, działalności opozycyjnej, sporcie, tworzeniu podstaw nowego, postkomunistycznego państwa, opartego na aktywności wszystkich obywateli. Książka prezentuje także istotną rolę polskiej arystokracji w drugiej połowie XX wieku, na której tle powojenny wybór Pawła Czartoryskiego – pozostania Polakiem w Polsce, a nie na emigracji – należał do najtrudniejszych. Żył w przekonaniu, że Ci, którym dużo dano, muszą dużo oddać, więc oddawał na wszystkich polach działania.

Dzieciństwo spędził w Pełkiniach, najpierw nauczany w domu, potem w gimnazjum w Jarosławiu i Wilnie. W domu lubił majsterkować, zajmował się modelarstwem, jazdą konną, na łyżwach i na nartach. Uwielbiał podróże.

Po wybuchu wojny rodzina wyruszyła najpierw na wschód, ale musiała rychło zawrócić z powodu agresji sowieckiej. Okazało się, że dom został już zajęty przez wojska niemieckie. W czasie okupacji niemiecko-sowieckiej rodzina organizowała w domu tajne nauczanie dla niego, innych członków rodu i dla obcych, na poziomie szkoły średniej i początków wyższej. On sam zmajstrował w domu najprostszą instalację elektryczną, z wiatrakiem zasilającym prądnicę i żarówkami samochodowymi, która stała się przedmiotem wielu towarzyskich dowcipów i anegdot. Uczestniczył też w pracach polowych, zajmował się końmi – był świetnym jeźdźcem. Nie tylko miał dobry kontakt z ludźmi zatrudnionymi, ale – zgodnie z tradycją rodzinną – umiał okazywać im szacunek i zrozumienie.

Współuczestniczył zawsze w rodzinnym życiu religijnym i to odnoszenie wiary do wszystkich sprawy i sposobu życia pozostało w nim przez całe życie. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, Poznańskim i doktorat na Warszawskim, do tego sporty: pływanie, narty, polowanie, później coraz większa pasja górska. Z Klubem Wysokogórskim nawiązał współpracę jeszcze w trakcie studiów na warszawskiej uczelni. Kiedy pracował na KUL, wśród studentów i asystentów zorganizował oddział Klubu Wysokogórskiego w Lublinie, potem kursy wspinaczkowe, wyprawy w Tatry i Bieszczady. W czasie zaostrzenia reżimu komunistycznego KW zostaje zamknięty przez władze i reaktywowany dopiero w grudniu 1956 r. Wówczas Paweł Czartoryski wszedł do zarządu klubu, miał już bowiem za sobą długą listę liczących się wspinaczek, a zarazem nazwisko znane i rozpoznawalne poza środowiskiem wysokogórskim w kraju i za granicą. Ta jego późniejsza działalność wspomoże później w istotny sposób rozwój polskiego himalaizmu, co barwnie opisują w książce przyjaciele. On sam coraz więcej czasu będzie poświęcał sprawom naukowym, rodzinnym, a także publicznym, przez dłuższy czas w formule konspiracyjnych bądź na wpół jawnych konwersatoriów.

 

 
Prof. Paweł Czartoryski


W rodzinnym domu, na uczelniach, wśród taterników podejmował śmiałe wyzwania, realizowane dzięki wiedzy, pracy i niezwykłej odpowiedzialności za siebie i otoczenie.

Naukowy dorobek i inne dokonania doprowadziły Pawła Czartoryskiego, już profesora, do pracy w PAN. Kierował Zakładem Badań Kopernikańskich w Instytucie Historii Nauki i Techniki i sprawdził się nie tylko jako naukowiec, ale i organizator. Dzięki przede wszystkim rzetelności i wiarygodności mógł poszerzać strefę swojego oddziaływania. Był człowiekiem zasad. Swych kontaktów i powiązań rodzinnych, naukowych, organizacyjnych, wysokogórskich i towarzyskich nigdy nie wykorzystywał inaczej niż dla służenia sprawom patriotycznym, naukowym, sportowym, społecznym – "pro publico bono". Ta wiarygodność i doświadczenia powodowały, że znakomicie sprawdzał się w sytuacjach trudnych dla życia zbiorowego, takich jak stan wojenny. Potrafił współtworzyć konspiracyjne struktury i działania w sposób bezpieczny, ale też przygotowywać propozycje rozwiązań przyszłościowych, choć dla niedającej się przewidzieć przyszłości. Ponieważ chętnie pomagał i wspierał słabszych, a w konspiracji organizował pomoc dla potrzebujących wsparcia na szerszą skalę, żartowano, że jest zsocjalizowanym arystokratą.

Miał uznanie i sentyment do górników, także ze względu na znajomość, zwłaszcza od strony ekonomicznej, sektora górniczego, toteż w czasach powstawania „Solidarności” i później górnicy znajdowali w nim najgłębsze oparcie.

W czasach przełomu odegrał znaczącą, choć mało eksponowaną rolę. Nie chciał poświęcić się wprost polityce, zajmować wysokich stanowisk. Ze względu na wiedzę, ale bardziej jeszcze doświadczenia i życzliwe kontakty z wieloma grupami społecznymi, dobre relacje także z oponentami, znajomość języków i szerokie (na warunki PRL) kontakty międzynarodowe mógł znakomicie doradzać, kreślić koncepcje, korygować, samemu koncentrując się na działaniach naukowych.

Książka warta przeczytania, bo prezentuje również dobrą polską szkołę wychowania do służby dobru wspólnemu.

dr Małgorzata Bartyzel

 


"Nadejdzie dzień. Wspomnienia o Pawle Czartoryskim", red. Irena Bylicka, Bogna J. Obidzińska, Maria Czartoryska, Semper, Warszawa 2012, s. 297.

2013-11-22