Ostatnie zwycięstwo Sarmatów – część II: Bitwa

Bitwa pod Wiedniem jest wymieniana pośród największych zwycięstw oręża polskiego. Przemawia za tym zarówno liczebność zaangażowanych sił (ok. 65 tys. żołnierzy po każdej ze stron, nie licząc załogi Wiednia i tych oddziałów tureckich, które wciąż prowadziły oblężenie), jak i stawka bitwy: los Wiednia, stolicy państwa Habsburgów. Starcie pod Wiedniem wywołuje również od lat spory. Jak duży był udział Polaków w tym zwycięstwie? Czy warto było ratować Habsburgów przed klęską? Swoistego dramatyzmu przyczynia tej bitwie też fakt, że było to ostatnie wielkie zwycięstwo Rzeczypospolitej szlacheckiej na polu bitwy. Niecałe dwadzieścia lat później nie jest w stanie obronić swojej niezależności podczas III wojny północnej.



11 września 1683 roku siły koalicji chrześcijańskiej skoncentrowały się pod miejscowością Tulln, na północny zachód od obleganego przez Turków Wiednia. Liczyły w sumie koło 68 tys. żołnierzy.

Istotnym problemem stał się wybór głównodowodzącego. Jan III Sobieski mocno nalegał, by ten zaszczyt przypadł jemu, argumentując to wielkim (trzydziestoletnim!) doświadczeniem w walce z Turkami i Tatarami. Habsburgowie woleliby widzieć na tym miejscu księcia Karola Lotaryńskiego, zdolnego feldmarszałka Austrii i – co dodawało tej kwestii pikanterii – rywala Sobieskiego z elekcji w 1674 roku.

Wreszcie ze względów prestiżowych do dowodzenia armią sprzymierzonych przymierzał się sam cesarz Leopold Habsburg – władca kraju, w którym miała się stoczyć bitwa. Ostatecznie jednak cesarz (niemający zamiłowania do spraw wojskowych) zrezygnował z przybycia do Tulln, a książę Karol uznał wyższość tytułu króla polskiego i podporządkował się jego rozkazom.

 

 
Marsz sprzymierzonych przez Las Wiedeński (9-11 września 1683 r.)

 

Siły koalicji chrześcijańskiej oddzielało od Turków pasmo wysokich wzgórz i lasów znane jako Las Wiedeński. Sobieski zdecydował, że od strony wschodniej, wzdłuż Dunaju, posuwać się będzie wojsko habsburskie wraz z kontyngentem saskim. Dowodzić nim miał ks. Karol Lotaryński. Zachodnie skrzydło stanowiła armia polska pod komendą hetmana wielkiego Stanisława Jabłonowskiego. W środku ugrupowania nacierać mieli Bawarowie oraz pozostałe wojska z krajów Rzeszy niemieckiej pod ogólnym dowództwem marszałka Jerzego Fryderyka von Waldecka. Sobieski spodziewał się, że walka z Turkami na wzgórzach Lasu Wiedeńskiego zajmie pierwszy dzień bitwy, zaś dnia następnego będzie można przystąpić do odblokowania Wiednia i zadania ostatecznego ciosu armii osmańskiej.

Tymczasem Kara Mustafa, wódz armii osmańskiej, zdecydowanie nie docenił zagrożenia. Wiedząc o skoncentrowaniu się chrześcijan pod Tulln, odwołał tylko część swojej piechoty z okopów pod Wiedniem. W sumie do odparcia armii chrześcijańskiej przeznaczył głównie konnicę. Kawaleria osmańska była istotnie nieprzydatna do zdobywania Wiednia, ale okazała się równie nieprzydatna do obrony wzgórz Lasu Wiedeńskiego. Nieliczną piechotę Kara Mustafa wysłał do obsadzenia linii wzgórz, zwłaszcza tych blisko Dunaju.

Przejście przez Las Wiedeński okazało się bardzo trudne, zwłaszcza dla artylerii. Zajęło ono w sumie dwa dni. Główne trudności sprawiał teren. Co ciekawe, jedynie Polacy zdołali przetransportować 28 wszystkich swoich dział.

Piechota i dragonia koalicjantów wypierały stopniowo stosunkowo nieliczną piechotę wezyra z kolejnych pozycji na szczytach wzgórz i we wsiach. Jazda turecka nie mogła zbyt wiele zdziałać w zalesionym i mocno pofałdowanym terenie. Jak wyglądały walki w Lesie Wiedeńskim, przybliża nam relacja Marcina Kątskiego, generała polskiej artylerii:

Opanowaliśmy tę pierwszą górę z niewielką pracą i lokowaliśmy się na niej. Był tedy między nami a Turkami rów albo dolina bardzo głęboka, w którą się spuszczali Turcy i Tatarowie z prawego skrzydła, my zaś na nich z działek strzelaliśmy i forpoczty nasze w pół góry spuszczone. (…) Około trzeciej zaczęła się mocna igraszka na naszym lewym skrzydle gdzie i sam był Król Jegomość. Tam się strzelali janczarowie z generała Szulca regimentem, opanowawszy dolinę, w której wioska spalona i kościółek. Zginęło niemało Niemców, i oficyjerów i żołdatów. Król Jegomość posłał do naszych regimentów, żebyśmy szli prosto na Turków. Tak tedy Pan Bóg pomógł, że dwie brygady, które poszły w lewo, zaraz ich wypędziły z tej doliny i jednymże zawodem poszły w górę, z której Turcy ustąpili, a myśmy na samym wierzchu góry, przy rowie jednym albo przymurku wzięli pozycję.

 

 
Józef Brandt - "Bitwa pod Wiedniem", zb. Muzeum Wojska Polskiego


Jedynie na wschodnim, habsburskim skrzydle Turcy stawiali silny opór. Ks. Karol Lotaryński jako pierwszy wyszedł z obszaru Lasu Wiedeńskiego, więc też na niego uderzyły pierwsze poważne szarże kawalerii osmańskiej. Wszystkie zostały jednak odparte. Do godziny 16.00 12 września armia pod dowództwem Jana III Sobieskiego osiągnęła cele, które założono na ten dzień.

Gdy na skraju Lasu Wiedeńskiego zaczęli pokazywać się Bawarzy z centrum oraz Polacy na zachodzie, Kara Mustafa zorientował się, że jego armii grozi niebezpieczeństwo. Wzmocnił wtedy znacznie swoje zachodnie skrzydło, przerzucając oddziały z okopów pod Wiedniem oraz ze swego wschodniego skrzydła. Wtedy ks. Karol Lotaryński na wschodnim skrzydle koalicjantów, widząc rzednące szeregi Turków między sobą a Wiedniem, postanowił wznowić powolne natarcie wojsk habsburskich. Jednocześnie Sobieski, chcąc rozpoznać, czy teren na równinie wiedeńskiej nadaje się do szarży kawaleryjskiej, wysłał naprzód dwie chorągwie husarskie, by wypróbowały obronę turecką na skrzydle zachodnim. Te działania sprowokowały Turków do gwałtownej szarży na polskie pozycje. Na stokach wzgórz piechota polska, bawarska i frankońska zatrzymały jednak Turków.

Po odparciu kawalerii tureckiej Sobieski, widząc natarcie Karola Lotaryńskiego wzdłuż Dunaju, zdecydował, że przyszedł czas na rozstrzygnięcie bitwy. Wydał rozkaz szarży całej kawalerii prawego skrzydła i centrum. Było to blisko 20 tys. jeźdźców polskich i niemieckich. Tego uderzenia wojsko Kara Mustafy już nie wytrzymało i rzuciło się do ucieczki. Jazda polska, ścigając Turków, dotarła jako pierwsza do obozów armii osmańskiej, w tym do namiotów wielkiego wezyra. Tam Polacy na czele z Janem III Sobieskim zdobyli wiele cennych łupów. Stało się to potem przyczyną zawiści ze strony Niemców i Austriaków.

Ocena bitwy

Można wymienić trzy najważniejsze przyczyny tego zwycięstwa:
1.    Zlekceważenie przez Kara Mustafę armii odsieczowej i brak dbałości o ubezpieczenie własnych pozycji pod Wiedniem.
2.    Skuteczne natarcie piechoty, zwłaszcza wschodniego, habsbursko-saskiego skrzydła poprzez wzgórza Lasu Wiedeńskiego.
3.    Szarża jazdy, głównie polskiej, która złamała wolę walki armii wielkiego wezyra.

Widać więc, że Polacy byli współtwórcami tego zwycięstwa. Będąc pod wrażeniem szarży pod koniec bitwy, nie można zapominać o skutecznych działaniach piechoty, również polskiej, która w ogóle umożliwiła armii koalicyjnej znalezienie się na południowych stokach Lasu Wiedeńskiego. W każdym razie, odpowiedzialność za losy tej bitwy wziął na siebie Jan III Sobieski i niewątpliwie należy mu się chwała zwycięzcy.

 

 
Jan III Sobieski - miedzioryt Izaaka Saala, 1679 r., zb. Biblioteki Narodowej


Czy było warto ratować Wiedeń przed Turkami? Jan III Sobieski zgodził się na sojusz z Habsburgami dlatego, iż sądził, że Rzeczpospolita sama nie zdoła odzyskać Podola, zajętego przez Turcję w 1672 r. Te przypuszczenia sprawdziły się podwójnie. Przez okres całej wojny 1683-1699 Rzeczpospolita istotnie nie była w stanie odzyskać całego Podola i Bracławszczyzny, a przede wszystkim zdobyć twierdzy w Kamieńcu. Natomiast udało się to w ramach wspólnego traktatu pokojowego, który Rzeczpospolita wraz Austrią, Rosją, Wenecją i Państwem Papieskim podpisały z Turcją w 1699 r.

Dlaczego natomiast zwycięstwo pod Wiedniem stało się ostatnim wielkim sukcesem wojskowym I Rzeczypospolitej? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Faktem jest, że organizacja wojska polskiego była już wówczas dość anachroniczna w porównaniu choćby z habsburską. Nie było żadnego ministerstwa wojny, ignorowano potrzeby stworzenia zorganizowanego systemu zaopatrzenia wojska w żywność i broń, a około połowy składu armii – zaciąg narodowy – funkcjonował wedle zasad zrodzonych w XV wieku. Co więcej, zwycięstwo pod Wiedniem raczej dodało argumentów tym, którzy uważali, że w Rzeczypospolitej wszystko jest w porządku i nie należy nic zmieniać. System ten funkcjonował jeszcze w miarę sprawnie za panowania króla cieszącego się poparciem społeczeństwa i znającego Rzeczpospolitą na wylot. Następca Jana III Sobieskiego, August II, nie miał już jednak tych atutów.

Łukasz Wojtach

2013-09-11
Podobne materiały, które mogą Cię zainteresować: