Ostatnie zwycięstwo Sarmatów – część I: Przed bitwą

Bitwa pod Wiedniem jest wymieniana pośród największych zwycięstw oręża polskiego. Przemawia za tym zarówno liczebność zaangażowanych sił (ok. 65 tys. żołnierzy po każdej ze stron, nie licząc załogi Wiednia i tych oddziałów tureckich, które wciąż prowadziły oblężenie), jak i stawka bitwy: los Wiednia, stolicy państwa Habsburgów. Starcie pod Wiedniem wywołuje również od lat spory. Jak duży był udział Polaków w tym zwycięstwie? Czy warto było ratować Habsburgów przed klęską? Swoistego dramatyzmu przyczynia tej bitwie też fakt, że było to ostatnie wielkie zwycięstwo Rzeczypospolitej szlacheckiej na polu bitwy. Niecałe dwadzieścia lat później nie jest w stanie obronić swojej niezależności podczas III wojny północnej.


Jak Sobieski znalazł się pod Wiedniem

Jan III Sobieski został obrany przez szlachtę na króla w 1674 r., w trakcie wojny z Turcją, w której zasłynął jako pogromca niewiernych. Sam nie był jednak zwolennikiem wojen z Imperium Osmańskim – pole do ekspansji widział raczej w Prusach Książęcych, jednak okoliczności nie pozwoliły Sobieskiemu wprowadzić w życie swoich nadbałtyckich planów. Do wojny z Prusami zabrakło poparcia wśród polskiej szlachty, a potencjalni sojusznicy (Francja i Szwecja) zdążyli zawrzeć pokój z pruskimi Hohenzollernami, zanim Sobieski był w stanie zmobilizować kraj do niepopularnej wojny.

Tymczasem od południa znów nadeszło zagrożenie. W roku 1682 dyplomaci i szpiedzy ze Stambułu donosili, że Imperium Osmanów wyrusza na wielką wojnę w Europie. Jej celem mogła być znów Rzeczpospolita, lecz równie prawdopodobne wydawało się uderzenie na posiadłości Habsburgów austriackich. W tej sytuacji cesarz Leopold Habsburg stał się nader skłonny do zawarcia sojuszu z Janem Sobieskim. Sojusz ten dawał nadzieję na odzyskanie Podola i Bracławszczyzny, straconych na rzecz Turcji w 1672 roku. Rzeczpospolita w poprzedniej wojnie z Turcją nie była w stanie tych ziem zająć, lecz w sojuszu z Austrią mogło to być znacznie łatwiejsze. Ostatecznie na początku 1683 r. udało się zawrzeć traktat zobowiązujący obydwa państwa do wspólnego prowadzenia wojny z Turcją i niezawierania separatystycznego pokoju. Cesarz miał wystawić 60 tys. żołnierzy, Rzeczpospolita 40 tys. W razie zagrożenia Wiednia lub Krakowa drugi sojusznik zobowiązany był przyjść z odsieczą.

Zagrożenie nastąpiło bardzo szybko: na początku lipca 1683 r. przednie straże wielkiej armii wielkiego wezyra Kara (Czarnego) Mustafy pojawiły się pod Wiedniem.

 

Polskie wojsko pod Wiedniem

Wojsko, które Jan III Sobieski przyprowadził pod Wiedeń, stanowiło ciekawy konglomerat starego z nowym. Wyrażało się to w podziale oddziałów na zaciąg narodowy i cudzoziemski. Pod koniec XVII w. w obydwu rodzajach wojsk służyli przede wszystkim mieszkańcy Rzeczypospolitej, lecz organizacja i sposób działania obydwu rodzajów wojsk znacznie się od siebie różniły.

Polska jazda narodowego zaciągu, czyli husaria, pancerni i jazda lekka, służyła wedle starego, wywodzącego się jeszcze ze średniowiecza systemu pocztów towarzyskich. Najwyższą jednostką organizacyjną była chorągiew. W jej szeregi zaciągani byli „towarzysze”, a każdy z nich zatrudniał kilku „pocztowych” – często chłopów z własnego majątku lub uboższych krewnych. Towarzysz był zobowiązany uzbroić siebie i swoich pocztowych wedle ogólnych wytycznych dla chorągwi. Taki poczet dysponował zwykle jednym wozem z obsługą. Żołd otrzymywali jedynie towarzysze, za to mieli oni obowiązek utrzymania swoich pocztowych. W chorągwi zwyczajowo w pierwszym szeregu ustawiali się towarzysze, a za nimi ich pocztowi. Formacja zwykle liczyła od 50 do 200 konnych. Oprócz rotmistrza (odpowiedzialnego za wystawienie chorągwi) i porucznika (dowodzącego nią w polu), chorągiew nie miała żadnej kadry oficerskiej, sztabu ani wyspecjalizowanych etatów. Chorągwie łączono doraźnie w pułki – dowodził nim wtedy zwykle dowódca jednej z chorągwi.

 

 
Józef Brandt - "Husarz", zb. Muzeum Polskiego w Rapperswilu


System ten był przede wszystkim tani (z całej chorągwi jedynie rotmistrz i pułkownik otrzymywali wyższy żołd) i elastyczny. Jednak mało rozbudowana kadra oficerska i dość demokratyczne stosunki w ramach chorągwi (szlacheccy towarzysze byli uważani za równych rangą z rotmistrzami i porucznikami) skutkowały często niską dyscypliną. W polskich chorągwiach jazdy brakowało też bardziej wyspecjalizowanych służb – kowali, lekarzy, saperów, kwatermistrzów itp. Ich nieobecność ograniczała sprawność chorągwi poza polem bitwy i w mniej standardowych dla jazdy zadaniach. Szczególnie tabory chorągwi husarskich potrafiły być bardzo rozbudowane – przeciętna chorągiew wiodła między 30 a 50 wozów.

Poszczególne rodzaje jazdy różniły się głównie wartością uzbrojenia i jakością koni. Najlepszych dosiadała husaria. Nosiła ona kirysy lub karaceny, a główną bronią zaczepną były długie na ok. 5 m kopie (acz nie zawsze dostępne i używane). Pocztowi od 1676 r. zamiast kopii mieli długą broń palną, a wszyscy – różnorodną broń białą i pistolety. Druga w hierarchii jazda pancerna nosiła kolczugi, a jej uzbrojeniem były włócznie (również od 1676 roku), szable i broń palna lub łuki. Jazda lekka była uzbrojona zasadniczo tak samo jak pancerni, lecz nie nosiła zbroi i miała zwykle gorsze konie. O ile wewnętrzna organizacja chorągwi była dość anachroniczna, to podział na trzy rodzaje jazdy wynikał już z nowożytnej myśli wojskowej i znakomicie ułatwiał podział zadań.

Podobnie do jazdy narodowego zaciągu była zorganizowana piechota „polsko-węgierska”, z tym że nie było w niej podziału na towarzyszy i pocztowych. Tworzyła ona również niewielkie chorągwie po 100-200 ludzi. Była wyposażona w długą broń palną, choć zwykle o mniejszym kalibrze niż używana na Zachodzie lub w Turcji (rusznice). Niewielkie chorągwie tej piechoty bardzo słabo radziły sobie z większymi i lepiej zorganizowanymi oddziałami stworzonymi na modłę zachodnioeuropejską (grupującymi się zwykle w bataliony po 500-600 żołnierzy). Nadawały się jednak do zadań pomocniczych.

Jednostki zaciągu cudzoziemskiego to piechota „cudzoziemska”, dragonia i arkebuzeria. W wyniku reform Sobieskiego piechota taka składała się niemal w całości z muszkieterów wyposażonych dodatkowo w berdysze – topory na długim trzonku. Stanowiły one podpórkę dla muszkietu podczas strzelania i groźną broń do walki wręcz. Dragoni tym różnili się od piechoty, że posiadali konie – wykorzystywane głównie do przemarszu. Arkebuzerzy byli jazdą noszącą ciężkie kirysy, zbrojną w pistolety i czasem krótkie muszkiety oraz broń białą.

Oddziały te imitowały organizację wojsk zachodnioeuropejskich. Największą jednostką organizacyjną był regiment dowodzony przez pułkownika. Pod koniec XVII wieku liczył on zwykle od 300 do 600 żołnierzy. Miał swój sztab z jednym-dwoma zastępcami, kwatermistrzem, sędzią, oddziałkiem żandarmerii, dowódcą taboru, lekarzem i zespołem muzycznym, a w kawalerii także kowalem. W ramach regimentu istniało kilka kompanii, a w każdej z nich też był niewielki sztab. Kompanie dzieliły się na kapralstwa, a te na roty. Żołnierzy do oddziałów zaciągu cudzoziemskiego powoływano indywidualnie, uzbrojenie (oraz konie dla dragonów i arkebuzerów) otrzymywali oni od dowódcy regimentu lub kompanii.

Regimenty „cudzoziemskie” były zwykle bardziej zdyscyplinowane, sprawniejsze w marszu (mniejsze tabory z jasno określonym dowódcą), potrafiły same naprawiać swój sprzęt (wozy i broń) i ogólnie lepiej znosiły długie kampanie. Na polu walki były dość wszechstronne, szybko zmieniały szyk, łatwo mogły się dzielić na mniejsze części. Jednak żołnierze „cudzoziemskiego” zaciągu, głównie plebejskiego pochodzenia, nie dorównywali zwykle brawurą, umiejętnościami walki i woltyżerki towarzyszom z chorągwi jazdy i byli dla nich często przedmiotem pogardy.
O wartości polskiego wojska w XVII wieku decydowało połączenie dość odmiennych członów – szlacheckiej (przynajmniej duchem) kawalerii, o której sukcesie decydowały wciąż indywidualne umiejętności, wysokie morale i poczucie własnej wartości, oraz „nowoczesnej” piechoty i dragonii, które opierały się na ścisłym współdziałaniu pododdziałów i żelaznej dyscyplinie. Nieliczne oddziały piechoty polsko-węgierskiej i konnej arkebuzerii nie zmieniały zasadniczo tej specyfiki.

Pod Wiedeń Jan III Sobieski przyprowadził ok. 10,5 tys. jazdy, w tym ok. 2670 husarii, 530 arkebuzerów, 5100 pancernych i 1900 jazdy lekkiej. Do tego 2800 dragonów, 7150 żołnierzy piechoty „cudzoziemskiej” i 500 polsko-węgierskiej oraz 28 dział z obsługą 150 artylerzystów – razem ok. 21 tys. żołnierzy, mniej więcej 1/3 sił koalicji chrześcijańskiej. Na bitwę nie zdążyła natomiast armia litewska pod wodzą niechętnego Sobieskiemu hetmana wielkiego Kazimierza Jana Sapiehy.


Wojsko Habsburgów i państw niemieckich

Wojska cesarza Leopolda i jego niemieckich sojuszników (Bawarii, Saksonii, okręgów Frankonii i Szwabii oraz innych mniejszych księstw) były bardziej jednolite. Zarówno piechota, jak i kawaleria były zorganizowane wedle tych samych wzorów, co polskie oddziały zaciągu cudzoziemskiego. Piesze regimenty były jednak zazwyczaj dużo większe od polskich (1000-2000 żołnierzy) i uzbrojone w trochę nowocześniejszą broń palną. Nie używały berdyszów, za to wciąż miały w swych szeregach pewną liczbę pikinierów, co powoli stawało się anachronizmem – piki i broń biała wychodziły ówcześnie z użycia na rzecz muszkietu z bagnetem. O ile wewnętrzna organizacja regimentów poszczególnych państw niemieckich była różna, to na polu walki wszędzie formowano z piechoty bataliony w sile ok. 500-600 żołnierzy, złożone z różnej wielkości kompanii.

Kawaleria habsburska i niemiecka znacznie natomiast różniła się od polskiej jazdy zaciągu narodowego. Niemal w ogóle nie używała broni drzewcowej: kopii, włóczni, ale głównie pistoletów i pałaszy. Jazdy na Zachodzie nie dzielono przy tym na lekką, ciężką itp. – ewentualnie w charakterze lekkiej jazdy używano dragonii. Ten brak zróżnicowania sprawiał, że kawaleria zachodnia nie była szczególnie skuteczna w konkretnych zadaniach (szarża, ubezpieczenia itp.), lecz też nie miała wyraźnych słabości.

Pod Wiedniem znalazło się 8 tys. piechoty i 10,5 tys. kawalerii habsburskiej oraz 21 tys. piechoty i 6,5 tys. kawalerii z państw niemieckich.

Siły tureckie

Wojska Imperium Osmańskiego cechowały się wielką różnorodnością. Ogólnie można je podzielić na oddziały dworskie, pospolite ruszenie lenników oraz wojska prowincjonalne. Wśród oddziałów dworskich największe znaczenie mieli janczarzy. Byli oni niewolnikami sułtana, pobierającymi stały żołd i żyjącymi w państwowych koszarach. Uzbrojeni w muszkiety i jatagany, stanowili trzon armii tureckiej (korpus janczarów liczył wedle etatu ok. 90 tys., faktycznie jednak znacznie mniej). W ramach wojsk dworskich występowała też kawaleria podzielona na odmiany lżejsze i bardziej pancerne – podobnie jak jazda polska – oraz obsługa artylerii, korpus inżynierów i korpus woźniców. Pospolite ruszenie tureckie obejmowało posiadaczy dożywotnich dóbr – timarów. Nie otrzymywali oni żołdu i wyposażali się na własny koszt. Na wyprawę stawali zwykle jako kawaleria. Wreszcie wojska prowincjonalne były oddziałami wystawianymi przez tureckich wielmożów na swoim terenie. W ich ramach występowały wszystkie rodzaje wojsk.

 

 
Janczar - turecka miniatura z "Księgi strojów Ralamba", szwedzkiego ambasadora w Turcji, zb. Szwedzkiej Biblioteki Królewskiej


Oddziały, poza janczarami, były dość różnorodnie uzbrojone, dowolność była tu znacznie większa niż w polskiej jeździe. Największą grupę, obok janczarów, stanowiła kawaleria pospolitego ruszenia, nazywana w Polsce sipahami. Byli oni zwykle uzbrojeni w długie lance (lecz krótsze od husarskich kopii) i zbroje kombinowane lub kolczugi. W przeciwieństwie do pospolitego ruszenia z Europy, regularnie uczestniczyli w wojnach i byli całkiem sprawną kawalerią.

W armii tureckiej nie stosowano skomplikowanych szyków, musztry ani rozbudowanej hierarchii na modłę zachodnioeuropejską. Silną jej stroną były natomiast służby logistyczne, inżynieryjne i artyleria. Turcy umieli bardzo sprawnie zdobywać wszelkie fortece. Ich zaopatrzenie w polu działało też bardzo dobrze, pozwalając sułtanowi wystawiać większe armie, niż te, którymi operowali jego europejscy przeciwnicy.

W pierwszych dniach lipca, gdy rozpoczynało się oblężenie Wiednia, armia osmańska liczyła około 90 tys. ludzi. Przez dwa miesiące oblężenia ich siły jednak stopniały. Oblicza się współcześnie, że podczas bitwy pod Wiedniem Kara Mustafa dysponował ok. 60 tys. żołnierzy w polu, zaś dodatkowo 10 tys. siedziało w okopach wokół Wiednia.
                                      

Łukasz Wojtach

2013-09-11
Podobne materiały, które mogą Cię zainteresować: