Wojna bez zwycięzców

Historia Polski dla wielu pokoleń Polaków stanowi pasmo klęsk i niepowodzeń, toteż chętniej dziś sięgalibyśmy po te wydarzenia, które przynosiły nam zwycięstwa. Pisana na nowo, bez dyrektyw ideologicznych, pokazuje jednak lepiej, czasem z nowej perspektywy, momenty zwrotne. Zjawiska to ważne, tym bardziej że o okresach, gdy nasza ojczyzna była wielka i zamożna, właściwie zapomnieliśmy w naszej zbiorowej świadomości, nie licząc kilku wyrwanych z historycznego kontekstu bitew. Polska jak kraj zamożny jawi się częściej jako mit, a nie jak rzeczywistość, która była realnym udziałem Polaków.


W 1999 r. ukazała się „Kozaczyzna” Romualda Romańskiego, ukazująca, w jaki sposób potężne państwo, żądne podbojów i poszerzania wpływów, uległo niezorganizowanej zbuntowanej grupie kozackich wojowników. Druga praca tego samego autora to „Wojny kozackie”, której drugie wydanie ukazało się niedawno. Obie nie należą do analiz przyczynkarskich i warto poświęcić im uwagę. Zwłaszcza „Wojny kozackie” wpisują się w nurt analiz i symulacji. Bez ich dostrzegania i przewartościowywania trudno bowiem zrozumieć tę nowszą, bliższą nam historię Polski i relacji międzynarodowych, z perspektywą na przyszłość. Współczesna Ukraina, nasz partner wschodni, do dziś nie uporała się z zawiłościami własnych dziejów. Także Polacy, choć w nieco mniejszym stopniu, nie radzą sobie ze zrozumieniem i znaczeniem historii wschodnich rubieży Rzeczypospolitej i wpływu tych odległych w czasie konfliktów na późniejsze losy narodów i państw, co rzutuje na stosunki i nieufności współczesne.


Romuald Romański upatruje zasadniczego przełomu w dziejach Rzeczypospolitej w roku 1648. Nie jest to data silnie utrwalona w pamięci narodowej. Tę cezurę wyznacza czas prosperity polityczno-gospodarczej. Niejako przy okazji dobrych lat do połowy wieku XVII urosła także siła militarna, która zawsze, gdy czuje się prężna, domaga się sprawdzenia swej wartości.

Początkiem drogi prowadzącej do klęski były, jak określa autor, „fantasmagorie Władysława IV na temat wojny z Turkami”. To za ich sprawą „uzbroił ukraińską minę w lont. A kto go podpalił? Zaszczyt ten bez wątpienia należy przypisać Bohdanowi Chmielnickiemu”.

Romański, prócz chłodnych analiz potencjalnych strat i zysków właściwych ocenom historyków, znacznie większą wagę przypisuje czynnikom osobistym, czysto ludzkim, które miały wpływ na podejmowane decyzje, a które często są pomijane lub lekceważone przez historyków. Na losach Chmielnickiego i jego ostatecznych wyborach zaważyła właśnie kobieta, która czas dłuższy była jego żoną, urodziła mu dzieci, by potem ulec rywalowi. Osobisty konflikt z Czaplińskim, zasadzki i zdrady zdeterminowały działania Chmielnickiego. I tu piękna Helena była ogniwem wojny, która okazała się później bratobójczą.


Bohdan Chmielnicki - ze zb. Biblioteki Narodowej


Chmielnicki prawdopodobnie nie brał wcześniej udziału w kozackich buntach, pozostawał lojalny wobec Jego Królewskiej Mości. Kiedy jednak skutkiem intrygi został uwięziony i miał zostać niesprawiedliwie oskarżony o zdradę stanu, wezbrało w nim poczucie niesprawiedliwości. W poczuciu krzywdy narodził się ten największy ukraiński mąż stanu.

Bunt na Ukrainie prawdopodobnie wybuchłby także i bez Chmielnickiego, ale jego przebieg nie musiał tak dotkliwie osłabić Rzeczypospolitej. Kozacy, którzy mogli wyprawić się na Turcję, oczekiwali zestawu przywilejów. Chmielnicki pośredniczył w tych staraniach. Kiedy jednak poczuł się wielokrotnie oszukany, sam postanowił oszukiwać, intrygować i mylić tropy. Ostatecznie jego ucieczka na Zaporoże zakończyła złoty wiek dobrobytu i spokoju. Pierwsza wzmianka o potyczce z wojskami Rzeczypospolitej pochodzi z maja 1648 roku i dotyczy starcia pod Żółtymi Wodami. Lekceważeni wciąż przez wojska koronne buntownicy sami jeszcze nie zdawali sobie sprawy z tego, jaką lawinę zdarzeń wywołają. Chmielnicki umiał nie tylko walczyć – okazał się niezwykle przekonującym agitatorem, wciągającym do powstania coraz to nowe grupy, a także organizatorem, miejącym opanować rozrastającą się szybko armię zwolenników.

Ani jedna, ani druga strona nie wyobrażała sobie, co może wyniknąć z jej zwycięstwa. W rezultacie Polacy i Ukraińcy nie mogli w dalszej perspektywie odnieść żadnego trwałego zwycięstwa ani trwale umocnić swoich pozycji. Klęska Rzeczpospolitej spowodowała przede wszystkim upadek prestiżu państwa, uznawanego dotychczas za stabilne gospodarczo oraz silne militarnie. System decyzyjno-ustrojowy okazał się niesprawny. Wszystkie słabości ujawnione w tej wojnie wykorzystali przeciwnicy Polski w wojnach moskiewskich, szwedzkich, tureckich, siedmiogrodzkich i innych. Ukraina także nie odniosła perspektywicznych korzyści, zaś skutkiem powstania była wrogość Polaków.

W Polsce nie było jednak woli ani wystarczających umiejętności perswazyjnych, by przeorganizować państwo w sposób umożliwiający rządzenie i w razie potrzeby skuteczną obronę. Pozostała słabość.


Romuald Romański, "Wojny kozackie", wyd. 2, Bellona, Warszawa 2012, s. 247.

dr Małgorzata Bartyzel

2013-07-12