Wołyń 1943 po siedemdziesięciu latach: ukraiński plan, polski odwet

Z prof. Włodzimierzem Mędrzeckim (Instytut Historii PAN) rozmawia Tomasz Wiścicki.


Zacznijmy od faktów. Co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 roku między Polakami a Ukraińcami?

Jeszcze przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej na Wołyniu działały zarówno polskie, jak ukraińskie organizacje polityczne i militarne. Pozostawały one ze sobą w ostrym konflikcie. Po czerwcu 1941 roku niemała część politycznych środowisk ukraińskich na Wołyniu decyduje się na współpracę z Niemcami – do tego stopnia, że Ukraińcy stanowią główną część pomocniczych sił policyjnych na tym terenie. Współuczestniczą w przeprowadzaniu Zagłady Żydów, biorą udział w pacyfikacjach wsi – zarówno zresztą polskich, jak i ukraińskich.

W miarę upływu kolejnych miesięcy wojny napięcie w relacjach polsko-ukraińskich systematycznie narasta. W 1942 roku mamy do czynienia z coraz częstszymi fizycznymi atakami na ludność polską – zarówno na inteligencję, jak i na ludność chłopską. Jesienią 1942 roku około sześciu tysięcy Ukraińców opuszcza niemieckie siły pomocnicze i przechodzi do konspiracji, co sprawia, że na Wołyniu pojawia się nowy, bardzo istotny czynnik militarno-polityczny. Formują się struktury Ukraińskiej Powstańczej Armii, która pozostaje w bardzo ścisłym sojuszu bądź jest po prostu podporządkowana politycznie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odłamu kierowanego przez Stepana Banderę. W miejsce opuszczone przez Ukraińców decydują się wejść Polacy. Dzieje się to w porozumieniu ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego i nie po to, aby pomagać Niemcom, ale po to, żeby stworzyć możliwość obrony przed atakami ze strony tych Ukraińców, którzy zeszli do podziemia. Ukraińskie ugrupowania polityczne, ale i część ludności ukraińskiej przejęcie przez Polaków funkcji wypełnianych dotąd przez Ukraińców oceniają skrajnie negatywnie.

 

Dmytro Klaczkiwski, ps. Kłym Sawur, dowódca UPA na Wołyniu i Polesiu, jeden z głównych odpowiedzialnych za rzeź Polaków na Wołyniu


W pierwszych miesiącach 1943 roku rozpoczęły się rajdy tych ukraińskich oddziałów partyzanckich. W czasie jednego z nich, 9 lutego 1943 roku, zamordowano 155 mieszkańców wsi Parośla w powiecie sarneńskim. Był to pierwszy masowy mord dokonany z premedytacją. Polakom zasugerowano, że ten oddział przygotowuje zasadzkę na Niemców, w związku z tym jeżeli dadzą się skrępować, będą usprawiedliwieni, że nie tylko nie pomagali partyzantom, ale wręcz stawiali im opór. Kiedy zostali związani, rozpoczęła się rzeź całkowicie bezbronnych, obezwładnionych osób. Moim zdaniem był to moment kluczowy dla dalszego rozwoju wydarzeń na Wołyniu. Informacja o tym akcie błyskawicznie dotarła do najwyższych struktur OUN (B) i UPA i nie wywołała żadnej reakcji negatywnej, co przez wołyńskie struktury OUN zostało uznane za przyzwolenie dla rozpoczęcia rzezi.

Dowódca formacji zbrojnych OUN-UPA na Wołyniu Kłym Sawur podejmuje decyzję o rozpoczęciu czegoś, co określane jest w historiografii jako „akcja antypolska”: wymuszenia opuszczenia Wołynia przez Polaków. Pierwszym aktem tej akcji, już masowej, była seria napadów na miejscowości polskie w okolicach Wielkanocy 1943 roku. Akcja ta uzyskała mniej lub bardziej entuzjastyczne poparcie struktur politycznych OUN (B). Zakładano, że kilkanaście czy kilkadziesiąt takich akcji wywoła oczekiwaną reakcję ze strony Polaków.

Tymczasem stało się odwrotnie. Strona polska – zarówno struktury państwowe, jak i ludność w działaniach oddolnych – nasiliła opór. Powstają tak zwane samoobrony, czyli ogniska oporu militarnego. W niektórych przypadkach uzyskują trochę broni ze strony Niemców. W efekcie w maju-czerwcu UPA-OUN (B) stają przed dylematem: zrezygnować z tej akcji czy też ją zaostrzyć, aby opór Polaków przełamać. Wynikiem przyjęcia tej drugiej drogi jest przeprowadzenie 11 lipca 1943 roku największej akcji zbrojnej przeciwko Polakom. Zaatakowano wówczas praktycznie jednocześnie 99 miejscowości. Liczba ofiar śmiertelnych szła tego dnia w tysiące.

Akcja na Wołyniu trwała do późnej jesieni 1943 roku. Wygasła w październiku-listopadzie, kiedy zabito i wygnano tych, których się dało, a ci, którzy zostali, byli na tyle zdolni do oporu, że nie można go było przełamać.

Czy mordy na Wołyniu były działaniem zaplanowanym, czy też stanowiły eksplozję spontanicznej nienawiści?

To jest jeden z zasadniczych tematów, wokół których toczy się dyskusja. Do tej pory w części historiografii ukraińskiej funkcjonuje idea sprawiedliwej odpłaty za bezmiar krzywd, jakich doznawali Ukraińcy ze strony Polaków. Akcja przeciw Polakom miała być wynikiem długo tłumionego poczucia krzywdy, efektem niesprawiedliwości, jakich dopuszczali się Polacy, w tym zawłaszczania ukraińskiej ziemi przez polskich osadników, zwłaszcza wojskowych, i innych upokorzeń ludności ukraińskiej w II Rzeczypospolitej.

Zgodnie z drugą interpretacją, która wydaje się zdecydowanie bliższa historycznych faktów, przez cały czas inicjatywa była w rękach kierowniczego aparatu OUN (B) i kadry dowódczej UPA. Fundamentem tej akcji było założenie, że dopóki Polacy mieszkają na spornym terytorium Wołynia i Galicji Wschodniej, dopóty będą czynnikiem na tyle silnym, że uniemożliwią realizację ukraińskiego programu niepodległościowego. Dlatego od końca roku 1942 do ostatnich miesięcy 1944 realizowano plan wymuszenia na Polakach opuszczenia tych ziem nawet przy użyciu siły. W apogeum tej akcji, czyli od marca 1943 na Wołyniu do ostatnich miesięcy 1944 w Galicji, przyjmowano za dopuszczalne, że jeżeli Polacy nie chcą dobrowolnie tych ziem opuścić, należy ich wyeliminować fizycznie. Oznaczało to pełne przyzwolenie dla działań militarnych przeciwko wszystkim mieszkańcom. Co do tego nie ma sporu przynajmniej wśród polskich badaczy, niezależnie od tego, do jakiego nurtu badawczego należą. Istnieją dokumenty mówiące o tej strategii i wskazujące na odgórną akceptację tych form działania.

W ramach tej akcji mamy do czynienia z elementami czegoś, co historycy nazywają wojną chłopską czy ludową, charakteryzującą się brakiem profesjonalnej broni i uczestnictwem ludności cywilnej, chłopskiej, przyzwyczajonej do zabijania, choćby zwierząt, i do wykorzystywania siły fizycznej do rozwiązywania konfliktów, także między sobą.

Nie sposób nie zadać pytania, dlaczego właśnie wtedy postanowiono pozbyć się Polaków tak krwawo.

To, co się wydarzyło na Wołyniu i w Galicji, nie byłoby możliwe w tak zwanej sytuacji normalnej. Absolutnie fundamentalny jest wpływ dotychczasowych doświadczeń drugiej wojny światowej. Na Wołyniu mamy do czynienia z falą zbrodni w roku 1941 oraz fizycznym unicestwieniem ludności żydowskiej w 1942 i na początku 1943. Wszyscy na Wołyniu są przynajmniej tego świadkami. W 1939 roku na tym terenie jest prawie ćwierć miliona Żydów. Do początków roku 1943 wszystkich wymordowano, w dużej mierze na miejscu. Tych, których nie wywieziono do  Bełżca, wyprowadzano za miasto i tam zabijano, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Po takim doświadczeniu każde istnienie ludzkie widziane jest z innej perspektywy. Także dlatego różne zadawnione spory rozstrzygane były wedle sposobów wtedy uznawanych za dopuszczalne. W związku z tym tego, co się działo na Wołyniu, absolutnie nie można opisywać w kategoriach ukraińskiego charakteru narodowego czy tradycji w stosunkach polsko-ukraińskich. Oczywiście, to nie jest usprawiedliwienie dla zbrodni, a zwłaszcza dla okrucieństwa, czasami także przez Polaków w akcjach odwetowych, chociaż tylko czasami.

 


Rodzina Karpiaków z Latacza, powiat Zaleszczyki, na której UPA dokonała mordu 14 grudnia 1943 r.: Maria Karpiak - lat 42, matka; Józef - lat 23, syn; Genowefa - lat 20, córka; Władysław - lat 18, syn; Zofia - lat 8, córka; Zygmunt - lat 6, syn (fot. NN, Karta, za stroną internetową IPN http://www.zbrodniawolynska.pl)


Jaka była reakcja Polaków wobec tego, co im zgotowano – poza samoobroną, o której Pan już mówił?

Polacy zachowują się w sposób typowy dla kogoś, kto został zaatakowany i komu czyni się wielką krzywdę. Przyjęli założenie, że naczelnym celem jest obrona. W tej sytuacji inaczej spojrzano na ograniczoną współpracę z Niemcami. Gdy to oni są głównym dysponentem broni na tamtym terenie, a broń jest niezbędna dla ratowania własnych dzieci, to się od nich w miarę możności tę broń wydobywa. Podjęto też ograniczoną współpracę z partyzantką radziecką, która także traktowała ukraiński nacjonalizm jako wroga.

Jeżeli Polacy po wejściu do spalonej wsi znajdowali dziecko z rozpiętymi jelitami i podpisem „Litak Sikorskoho”, czyli „Samolot Sikorskiego”, można zrozumieć, że dopuszczali się potem okrucieństw we wsiach ukraińskich. Odwet był też formą działań militarnych w wojnie, której zasady narzucił przeciwnik. Przekonanie na przykład mieszkańców ukraińskich wiosek, że nie warto atakować Polaków, bo można samemu odnieść poważne straty, jest jak najbardziej racjonalnym działaniem militarnym. Tak czy inaczej, polski odwet był formą reakcji, a nie działaniem podjętym z własnej inicjatywy.

Jaka była liczba ofiar po stronie polskiej, a jaka po ukraińskiej?

Uważam, że wszelkie podawane liczby stanowią próbę opisania własnego obrazu tamtej sytuacji w taki sposób, żeby utwierdzić własną teorię. Ci, którzy opisują ten konflikt jako mimo wszystko skanalizowany, kontrolowany, będą liczbę ofiar raczej ograniczać. Według nich, Polaków zginęło łącznie około 50 tysięcy – na Wołyniu 30 tysięcy, w Galicji 20 tysięcy. Jeśli ktoś widzi w tym apokalipsę i spontaniczny ludowy odruch, będzie liczbę polskich ofiar szacował na przynajmniej 100 tysięcy. Lista zabitych dających się wyliczyć z imienia i nazwiska obejmuje około 35 tysięcy osób, a to, co powyżej tej liczby, wynika moim zdaniem z wizji wydarzeń, a nie z jakichkolwiek uzasadnionych szacunków.

 


Ks. Bolesław Szawłowski, ostatni proboszcz w Porycku, zamordowany 11 lipca 1943 r. podczas odprawiania mszy (zb. Piotra Filipowicza, za stroną internetową IPN http://www.zbrodniawolynska.pl)


Ustalenie liczby ofiar po stronie ukraińskiej jest jeszcze trudniejsze, ponieważ w gruncie rzeczy wiemy tyle, że odwet ze strony polskiej nastąpił, znamy jego pojedyncze przypadki, mamy informacje o odwecie także pochodzące z wewnętrznej korespondencji struktur państwa polskiego, ale to wszystko absolutnie nie wystarczy do określenia skali. Zakres odwetu jest nie do ustalenia. Ukraińcy szacują stosunek liczbę ofiar po stronie ukraińskiej i polskiej jak 1:5, ale myślę, że te szacunki są przesadzone. Nie mamy jednak wiarygodnych podstaw, żeby powiedzieć, że ten stosunek wynosił na przykład 1:8, 1:10 czy 1:20.

Po stronie ukraińskiej możemy się spotkać z tezą, że to po prostu była wojna toczona przez dwie równorzędne strony.

Najwyżej w tym sensie, że i jedni, i drudzy do siebie nawzajem strzelali... Natomiast o jakiej równowadze możemy mówić, skoro na Wołyniu Ukraińców było wówczas 1,8 miliona, a Polaków na terenach wiejskich maksimum 250 tysięcy? Wsie polskie stanowią tam odrębne enklawy – to nie jest Galicja, gdzie proporcje są zupełnie inne.

Czy podejmowano próby rozmów? I czy można sobie wyobrazić rozwiązanie konfliktu na Wołyniu w trybie negocjacji?

Przez cały czas – zarówno przed akcją, jak i nawet w czasie jej trwania – podejmowano próby porozumienia, podjęcia negocjacji, doprowadzenia do zamknięcia konfliktu. Problem polegał na tym, że nikt z polskiej strony nie uważał, że może sobie pozwolić na wyrażenie zgody na rezygnację z części terytorium Rzeczypospolitej. Tymczasem przyjęcie założenia integralności terytorialnej Rzeczypospolitej uniemożliwiało jakiekolwiek próby porozumienia z Ukraińcami, ponieważ dla nich z kolei fundamentalnym założeniem było uwolnienie tego obszaru od jakichkolwiek wpływów polskich, a wręcz wyeliminowanie stamtąd Polaków. Do porozumienia mogło dojść dopiero wtedy, kiedy jedynym realnym zagrożeniem dla obu stron stali się Rosjanie i idący razem z nimi komuniści. To, co będzie się działo potem, stawało się wówczas mniej ważne niż bieżąca walka przeciwko nadchodzącej okupacji. To także pokazuje, że przyczyną zbrodni nie była natura ludzka ani charakter narodowy. Kiedy kończy się etap sporu, w końcu 1944 i na początku 1945 roku, dochodzi do coraz większej liczby porozumień polskich i ukraińskich formacji. W latach 1945-1946 prowadzą one nawet czasami wspólne działania zbrojne.

 


Oddział samoobrony, Wołyń, 1943 r. (fot. NAC, za stroną internetową IPN http://www.zbrodniawolynska.pl)


Czy istnieje zgoda strony polskiej i ukraińskiej co do faktów? Czy spór dotyczy wyłącznie interpretacji, czy także ustalenia, co się wtedy wydarzyło?

Spór dotyczy wszystkich płaszczyzn, nie jesteśmy zgodni co do natury tego zjawiska. Ukraińcy działają według zasady, żeby nie kalać własnego gniazda. Można ich zrozumieć, co nie znaczy: zaakceptować. Nie chcą przyjąć, że OUN (B) i UPA mogły świadomie i celowo podejmować decyzje, których bezpośrednią konsekwencją była masowa czystka etniczna. Z kolei dla wielu Polaków odrzucenie tego sprawia, że właściwie nie ma o czym mówić. Kto zabił Polaków – Marsjanie? Najlepiej, gdyby się okazało, że to komuniści z Moskwy sprawili, że na Wołyniu doszło do rzezi...

Jest i taka hipoteza.

Aby stwierdzić, że Moskwa miała bezpośredni wpływ na rozwój sytuacji na Wołyniu w 1943 roku w tym sensie, że sprowokowała masakrę – trzeba mieć na to jakieś dowody. Teoria, że winni są temu komuniści albo Niemcy, jest bardzo wygodna dla wielu, bo zdejmuje z nich odpowiedzialność. W mojej praktyce badawczej nie znalazłem niczego, co by taką wersję potwierdzało. Jeżeli mamy prosty sposób wyjaśnienia tego, co się stało, to po co szukać innego, bardziej skomplikowanego. Do pierwszych miesięcy 1943 narasta wrogość między Polakami i Ukraińcami na Wołyniu. Dochodzi do zamordowania z zimną krwią kilkudziesięciu osób w Parośli, co zostaje autoryzowane przez ukraińskie czynniki polityczne i lokalne struktury militarne, co z kolei jest odczytane jako zgoda na taką formę prowadzenia akcji antypolskiej, mającej na celu usunięcie z Wołynia Polaków. W tle jest zasada radykalnego nacjonalizmu, mówiąca o budowie państwa ukraińskiego za wszelką cenę, a także założenie, że Polaków nie da się ani asymilować, ani uczynić obywatelami państwa ukraińskiego. A obłąkanie wojną prowadzi do niewyobrażalnych zbrodni. Nie potrzeba żadnej dodatkowej filozofii, żeby to wyjaśnić.

Historiografia polska, mimo potępieńczych swarów, jakie w jej ramach trwają, pozostaje w gruncie rzeczy zgodna co do zasadniczej interpretacji tego, co wydarzyło się na Wołyniu i w Galicji. Panuje zgoda co do tego, że mieliśmy do czynienia z masową zbrodnią, dokonaną z nie dających się usprawiedliwić pobudek politycznych, w dodatku dokonaną z premedytacją i niewyobrażalnym okrucieństwem. Niezależnie od złożonego kontekstu i uwarunkowań, odpowiedzialność za tę zbrodnię ponosi strona ukraińska. Polska reakcja i odwet były obroną strony słabszej i zagrożonej całkowitym unicestwieniem. Wewnątrzpolskie spory rozpoczynają się dopiero od tego momentu i dotyczą głownie tego, jakim językiem opisywać to co się wydarzyło, jak na ten temat rozmawiać z Ukraińcami i czego domagać się od strony ukraińskiej.

2013-07-10