Václav Havel – polityk apolityczny recenzja

Václav Havel (1936-2011), prezydent Czechosłowacji z czasów przełomu antykomunistycznego i odzyskiwania suwerenności, w Letnich rozmyślaniach, wydanych w Polsce w 2012 r., w sposób niepolityczny i pozaideologiczny opisuje i analizuje swój udział i rolę w wielkiej polityce własnego kraju. Tak jak Zbigniew Herbert, deklaruje, że kwestia przejścia od komunizmu do kształtowania nowego państwa była sprawą smaku – dla Havla do nowej, pięknej formy.


Václav Havel, Letnie rozmyślania, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jego myślenie nie jest jednak po Herbertowsku uporządkowane. Deklaracje wolnościowe przeplatają się z rozproszonymi tradycyjnymi i nowoczesnymi tendencjami ideowymi. Havel dostrzega zagrożenia dla nowego, jeszcze nie zorganizowanego porządku. Jest ostrożny w ferowaniu wyroków i prostych rozstrzygnięć, mając na uwadze doświadczenie historyczne własne i swojego narodu. Obawia się zarówno zatoczenia historycznego koła i powrotu w totalitarne więzy, jak i rozproszenia się w świecie wielkich interesów, bez zaplecza ekonomicznego i silnie ukształtowanej tożsamości wspólnoty.
W swoich rozmyślaniach unika sformułowań i słów, które mogłyby zrodzić w czytelniku pokusę przypisania go do określonego nurtu, partii czy grupy politycznej bądź ideowej. Stara się raczej opisywać zjawiska i oczekiwane rezultaty aniżeli nazwać je wprost. Jest przekonany, że właśnie jego apolityczność w polityce wyniosła go na fotel prezydenta.


Rzeczywiście, koncyliacyjność w warunkach przełomu, a zarazem odważna postawa w końcowej fazie komunizmu w Czechosłowacji, nabyty jeszcze w komunistycznym więzieniu spokój i dystans wobec najbardziej bieżących emocji manifestowanych zbiorowo, jak i trudności w poszukiwaniu rozwiązań, były wyrazistymi atutami torującymi mu drogę do władzy. Sam zresztą o zaszczyty ani najwyższe urzędy w państwie nie zabiegał. Jeszcze w komunizmie nazwany socjalistą, nie umiał się pomieścić w tak skrojonej formule ideowej.
Cieszyło go formowanie się nowych partii, a jeszcze bardziej organizacji społecznych, obywatelskich. Był jednak zawsze przeciwnikiem ciasnego partyjniactwa i systemu opartego wyłącznie na poszerzaniu się wpływów i partykularnych interesów jakiejś partii czy grupy. Te refleksje wraz z niechęcią do koniunkturalizmu doprowadziły go do myśli o stworzeniu nowego systemu wyborczego. Sam nie czuł ideowej przynależności ani do prawicy, ani do lewicy, ani nawet do centrum. Gdy prześledzimy fundamenty wartości, na których chciał budować nowe państwo, można w nich w istocie odnaleźć elementy różnych nurtów. Nic więc dziwnego, że szukał rozwiązań pośrednich. Mówił i pisał o państwie demokratycznym i obywatelskim, mającym być czymś więcej aniżeli prostą arytmetyką wyborczą zwalczających się i konkurujących partii, które mimo podstaw ideowych zawsze – w jego ocenie – wyradzały się w grupy interesów i wpływów, podczas gdy deklarowane wartości pozostawały jedynie na sztandarach i hasłach komitetów wyborczych.


W praktyce najbardziej wartościowe osoby w ogóle nie znajdowały miejsca na listach kandydatów, a w najlepszym wypadku pojawiały się w miejscach z niewielkimi szansami na mandat. Partyjni oligarchowie faktycznie rozdawali mandaty i wpływowe posady. System wyborów proporcjonalnych nie sprzyjał więc wyłonieniu rzetelnej reprezentacji, a w konsekwencji – trosce o państwo. Nie spełniał go w pełni także system większościowy, w mniejszych okręgach łatwiej byłoby bowiem przekupić wyborców kandydatowi bogatemu albo o mocnym wsparciu partyjnym, niż wygrać odwołując się do autentycznych preferencji. Pokładał więc nadzieję w mieszanym systemie, który nie wzorował się bezpośrednio na żadnym już istniejącym. Proponował m.in. mieszane dwu-trzymandatowe okręgi, gdzie połowa miejsc byłaby przeznaczona dla list partyjnych, a połowa dla wybieranych większościowo przedstawicieli organizacji i grup społecznych oraz kandydatów niezależnych. W takim pomieszaniu upatrywał szansy na ukształtowanie się nowych elit.


Nie używając terminu „dobro wspólne”, w sposób opisowy określał cele swoich prezydenckich dążeń.


Letnie rozmyślania, pisane w 1991 r., nie w pełni brały pod uwagę ostateczne rozejście się Czech i Słowacji. Havel poświęca w nich wiele uwagi sprawom wzmocnienia wspólnego państwa, wydobywając z historii wszystkie pozytywne wątki wspólnotowe. Jego nadzieje na zachowanie jednego organizmu państwowego są podszyte obawami, że nadmierne rozdrobnienie rozmyje równocześnie wartość i wagę obydwu stron w Europie, a tym samym krucha będzie podstawa ich obecności w Unii Europejskiej. Będąc zarazem dobrym obserwatorem zmieniającej się rzeczywistości, dostrzega przeorganizowywanie się sił starego reżimu i ich ekonomiczne wzmocnienie. Dlatego, będąc orędownikiem prywatyzacji, szuka możliwości jak najszerszej partycypacji obywateli w nabywaniu praw własności.


W ostatnim rozdziale jego myśli kierują się w stronę duchowych, w tym także religijnych, podstaw organizacji narodów. Sam nie będąc człowiekiem religijnym, dostrzega konieczność odwoływania się do wszystkich wartości, które konstytuowały naród, scalały go w państwo, w tym także wartości religijnych lub choćby tylko z tych religijnych podstaw wypływających. Można by powiedzieć, że chciałby odnaleźć czeskiego ducha praw, że zbiera wartości wspólnotowe, scalające je począwszy od małych środowisk, poprzez prowincje, aż po całe Czechy i Słowację.
Gdyby oceniać książkę z politycznego jedynie punktu widzenia, można w niej znaleźć wiele sprzeczności i naiwności. Jako pisarz, wielobarwnie namalował cele, do których zmierzał, choć w części okazały się one marzeniami niemożliwymi do spełnienia.
Zanim Havel został prezydentem, był już znany w swoim kraju i na arenie międzynarodowej jako pisarz, dramaturg, działacz antykomunistyczny. Już w czasie praskiej wiosny zaangażował się w tworzenie demokratycznego społeczeństwa, za co po jej stłumieniu otrzymał zakaz publikacji. Działał w obronie więźniów politycznych, współtworzył „Kartę 77”. W listopadzie 1989 r. w „aksamitnej rewolucji” został jednym z założycieli antykomunistycznego Forum Obywatelskiego, które desygnowało go na prezydenta Czechosłowacji (1989-1992). Wówczas powstała omawiana książka. Mimo niespełnionych nadziei na zachowanie wspólnoty Czech i Słowacji, został pierwszym prezydentem Czech, wprowadził je do NATO i przygotował do wstąpienia do UE.

dr Małgorzata Bartyzel

 



                                   

 

 

 

 

Modyfikacja: 05/27/2013 20:12:19 przez MK
2013-05-16