Katyń: okno na historię Polski. Rozmowa z Allenem Paulem

Siedemdziesiąt lat temu, w kwietniu 1943, odkryto zbrodnię katyńską. Allen Paul, Amerykanin, bez żadnych wcześniejszych związków z Polską, napisał książkę o Katyniu. Autor opowiada – w rozmowie z Tomaszem Wiścickim – dlaczego zainteresował go mord katyński i dlaczego uważa, że nasza historia jest ważna dla Stanów Zjednoczonych.


Tomasz Wiścicki: Nie mogę zacząć tej rozmowy inaczej niż pytając, co Pana – Amerykanina bez polskich korzeni – skłoniło do zainteresowania historią Polski?

Allen Paul: Moje zainteresowanie Katyniem zaczęło się od fascynującego wykładu na ten temat, w 1986 roku, w Ośrodku Studiów Europejskich Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, we Włoszech, w Bolonii. Temat ten mnie zaintrygował mnie tak bardzo, bo – jak mi się wówczas wydawało, a sądzę, że wydawało mi się trafnie – zupełnie nie był on znany w Stanach Zjednoczonych. W ogóle na Zachodzie niewiele o tym słyszano. Tylko raz, na początku lat pięćdziesiątych, sprawa katyńska wzbudziła wielkie zainteresowanie.


Akurat wtedy, kiedy usłyszałem o Katyniu, szukałem tematu na książkę. Zacząłem czytać na ten temat i napisałem referat. Po powrocie do Stanów dokonałem odkrycia, które utwierdziło mnie w przeświadczeniu, że warto kontynuować moje zainteresowanie tą kwestią. Otóż okazało się, że źródła mam dosłownie na wyciągnięcie ręki – w Bibliotece Kongresu. Jak wiadomo, w latach 1951-1952 Kongres prowadził śledztwo w sprawie Katynia. Protokoły kongresowych przesłuchań wypełniły siedem tomów liczących łącznie 2362 strony, nie licząc mnóstwa dodatkowych dokumentów. W czasach, gdy zająłem się tym tematem, protokoły były wciąż tajne. Potem je odtajniono – a ja byłem pierwszą osobą, która uzyskała do nich dostęp.

Moje zainteresowanie Katyniem rosło. Pracowałem nad tym ponad dwa lata. Na początku onieśmielało mnie oczywiste pytanie: co ja – jak Pan zauważył, Amerykanin bez polskich korzeni – mogę właściwie mieć na ten temat do powiedzenia, co jeszcze powiedziane nie zostało? Książek na temat Katynia trochę już było. Znakomitą pracę napisał choćby Janusz Zawodny, w późnych latach pięćdziesiątych – zachowała zresztą wartość aż do dziś. Autor ten wykorzystał po raz pierwszy mnóstwo źródeł i napisał po prostu pracę historyczną o tym, co się wydarzyło.

Znalazłem w końcu całkiem prostą odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Otóż nikt przede mną nie próbował tego tematu „uczłowieczyć” – a więc tym właśnie muszę się zająć.

W jakim sensie „uczłowieczyć”?

W takim, by opowiedzieć tę historię widzianą oczami osób bezpośrednio przez nią dotkniętych. Wybrałem więc trzy rodziny i opowiedziałem ich historie.

Ale dlaczego akurat Katyń zainteresował Pana do tego stopnia, że to właśnie jemu postanowił Pan poświęcić planowaną książkę? Jest wiele nieznanych historii zasługujących na to, by wiedza o nich stała się powszechna...

Katyń można widzieć jako wydarzenie osobne, oddzielone od innych kwestii. Taki punkt widzenia nie wydawał mi się interesujący. Dla mnie Katyń był swego rodzaju oknem na historię Polski i dzieje stosunków polsko-rosyjskich. Niezwykłym doświadczeniem było dla mnie poznawanie w ten sposób polskiego charakteru narodowego. Im bardziej zagłębiałem się w temat Katynia, tym bardziej widziałem go jako niezwykle istotną historię, wyjaśniającą prawdziwą naturę stalinizmu. Jak wiemy, Katyń stał się symbolem wszystkich straszliwych stalinowskich represji wobec Polaków. W mojej książce ukazuję efekt tej polityki w jej najpełniejszym wyrazie. W tym celu pokazuję losy tych trzech rodzin katyńskich jako losy polskiej inteligencji. Antyinteligencka polityka stalinowska wywarła głęboki wpływ na dzieje Polaków, którzy aż do dziś na różne sposoby usiłują przezwyciężyć jej skutki.


Przez to okno, jakim jest dla mnie Katyń, zobaczyć można wiele pokojów, a to, co w nich widać, zebrane razem, opowiada o Polsce.

Problem w tym, że w Europie Zachodniej Stalin nie jest bynajmniej widziany tak, jak Pan to przedstawia. Dla wielu jest on bohaterem, który pokonał Hitlera. Obawiam się, że poza krajami dawnego bloku komunistycznego mało kto uświadamia sobie prawdziwą naturę stalinizmu.

Ma Pan całkowitą rację. Uważam za haniebne, że tak słabo znana jest historia tego, co działo się w tej części świata pod rządami Stalina. Pod wieloma względami były one równie okropne i katastrofalne, co władza Hitlera. Nikt nigdy na Zachodzie nie przejmował się koszmarnymi skutkami systemu stalinowskiego – tymi nieprzebranymi milionami anonimowych ofiar, których ciała gniły w masowych grobach. To prawdziwa hańba z punktu widzenia naszego instynktu moralnego. Naprawdę nie świadczy to dobrze o naszym rozumieniu historii. Bardzo mnie to niepokoi.

Co powiedziawszy, muszę dodać, że dostrzegam jednak pewne oznaki pozytywne. Stalin nie jest już na Zachodzie gloryfikowany. Nie znaczy to, by stalinizm był rozumiany właściwie. Są jednak takie przykłady jak wybitna książka Timothy'ego Snydera „Skrwawione ziemie”, zajmująca się kwestią milionów anonimowych ofiar.

Pańska książka o Katyniu jest znakomicie udokumentowana. Nieraz gdy czytamy książkę o naszym kraju napisaną przez cudzoziemca, trudno powstrzymać się przed uwagą: „No tak, autor ma niewątpliwie dobrą wolę, ale co on wypisuje! On nic nie rozumie!”. Pana to zupełnie nie dotyczy.

Dziękuję. Rozumiem, co Pan ma na myśli, bo sam jestem zdruzgotany, gdy czytam już nie wiem ile razy w „New York Timesie”, że w Katyniu zamordowano 15 albo 21 tysięcy polskich oficerów. Oni nie rozróżniają liczny ofiar samego Katynia i wszystkich zbrodni, które symbolicznie tak nazywamy. A przecież to tak łatwo sprawdzić, a „New York Times” to starannie redagowana gazeta.


Doły katyńskie - pierwsza ekshumacja, podczas niemieckiej okupacji, 1943



A czy to, co działo się w naszej części Europy, ma znaczenie dla Zachodu, w tym dla Stanów Zjednoczonych?

Zdecydowanie tak. Przede wszystkim ma to zasadnicze znaczenie dla naszych stosunków z Polską. Stany Zjednoczone powinny utrzymywać dobre stosunki z Polską, największym krajem Europy Wschodniej, krajem największego w tym regionie sukcesu gospodarczego.

Poza tym moim zdaniem Polska ma kluczowe znaczenie dla długofalowych stosunków z Rosją. Nie jest jedynym takim krajem, ale istotnym. Skutkiem tych relacji z Rosją powinna być – nazwijmy to – modernizacja Rosji. Jest to wciąż kraj zacofany. Sądzę, że ważną rolę w jego modernizacji może odegrać właśnie Polska – polski kapitał, polska technika, polskie kompetencje kulturowe i kulturowe pokrewieństwo. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to wszystko jest powszechnie rozumiane w Stanach Zjednoczonych – ale być powinno. Właśnie to jest jednym z powodów, dla których historia Polski jest dla mnie tak ciekawa.

Historia Polski jest tragiczna, pełna okrutnych rozczarowań i ucisku – ale ma wymiar epicki. Dzieje się na szeroką skalę. Polacy są pod ogromnym ciśnieniem z przyczyn geograficznych – samego położenia ich kraju. Jak to się stało, że Polacy w ogóle przetrwali? Według mej opinii, pierwszorzędne znaczenie miał tu polski charakter narodowy. Polski nie da się zredukować do położenia geograficznego. Straciła Kresy Wschodnie ze Lwowem w wyniku jednego pociągnięcia ołówka Stalina, który nie przywiązywał wagi do szczegółów. Zachód zachowywał się apatycznie, nie tylko nie był gotów walczyć, ale nawet spierać się ze Stalinem. I tak Polska została zredukowana geograficznie, ale ona istnieje w umysłach. Przetrwała prawie dwieście lat, bo Polacy chcieli być Polakami. Pragnęli zachować coś, co dla nich było istotne, a co było w ich dziedzictwie, w ich naturze, w ich genach. Aby to osiągnąć, musieli dokonywać czynów heroicznych. Myślę, że Polacy są być może najlepszymi w świecie konspiratorami. Mówię to z wielkim podziwem. Wypracowywali sztukę konspiracji, i to przecież nie od 1939 roku, ale dużo wcześniej, już od czasu zaborów.

Czy zamierza Pan kontynuować swoje zainteresowanie historią Polski?

Piszę teraz moja pierwszą powieść. Opiera się ona na prawdziwej historii. Dzieje się ona w końcu wojny, od lipca 1944 do maja 1945. Polskie podziemie usiłowało wtedy zdobyć dowody zbrodni katyńskiej przechowywane przez Niemców. Dokumenty spłonęły ostatecznie na małej stacyjce Radebeul, niedaleko Drezna, w ostatnich dniach wojny. Sprawa jest niezbyt dobrze udokumentowana – co sprawia, że świetnie nadaje się na powieść. Pracuję nad nią od kilku lat. Spędziłem pół roku w Krakowie na zbieraniu materiałów, wynająłem tam nawet dom. Mój kolejny pobyt w Polsce trwał dziesięć miesięcy – dzięki stypendium Fulbrighta. Pracowałem wówczas zarówno nad powieścią, jak i nad kolejną książką, o „Solidarności”.

Przez całe życie zajmuję się pisaniem, choć aby przeżyć, robiłem różne inne rzeczy, jak większość piszących. Teraz mam ten niezwykły luksus, że mogę tylko pisać. Zainwestowałem dwadzieścia lat w uczenie się Polski. Mimo to nie uważam się za eksperta. Nie jestem historykiem – zajmuję się pisaniem. Chcę być kimś, kto ożywia historię i czyni ją interesującą dla zwykłego czytelnika, niebędącego znawcą ani naukowcem, tylko po prostu lubiącego czytać dobre książki, ciekawe historie. Do takiej publiczności się zwracam i myślę, że trafiłem do niej z moją pierwszą książką o Katyniu. Ufam, że moja powieść też będzie dla nich interesująca, ponieważ zajmuje się polskim charakterem narodowym, który podziwiam, choć dostrzegam w nim także pewne słabości, ale któż ich nie ma.

                                                   Rozmawiał Tomasz Wiścicki/MHP

 

2013-04-26