Topografia komunistycznego terroru

Miejsca związane z martyrologią Polaków z rąk Niemców w okresie drugiej wojny światowej funkcjonują w naszej pamięci zbiorowej. Pamięć o zbrodniach wyrządzanych przez hitlerowskie Niemcy istnieje od samego początku. Inaczej było z pamięcią o zbrodniach komunistycznych, popełnianych przez funkcjonariuszy sowieckich i rodzimych. Ta, z oczywistych względów, była starannie zacierana, a upominających się o nią zastraszano i represjonowano.


Choć od ponad dwudziestu lat nie ma przeszkód w upominaniu się o ofiary komunistycznych zbrodni i innych represji, pamięć o nich wciąż nie zajęła właściwego miejsca w zbiorowej świadomości. 

Związane ze śmiercią i cierpieniami miejsca – niezbędny, materialny element tej pamięci, bez którego wisi ona w próżni – także nie funkcjonują powszechnie. Owszem, kilka nazw przebiło się do powszechnej świadomości, ale to wciąż mało, by niejako zakotwiczyć materialnie pamięć o ofiarach komunistycznych zbrodni.

Dlatego monumentalna księga wydana przez Instytut Pamięci Narodowej uzupełnia tę lukę. „Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956” pod redakcją naukową Tomasza Łabuszewskiego, badacza historii żołnierzy wyklętych, dokumentuje wybrane miejsca, w których więzieni, zmuszani do pracy, torturowani, mordowani i chowani byli antykomunistyczni partyzanci i inni przeciwnicy „ludowej” władzy – prawdziwi i potencjalni.

W toku kilkuletnich badań pracownicy IPN udokumentowali niemal 550 takich miejsc. Skrótowe informacje o 512 spośród nich zawarto w indeksie. Do obszerniejszej prezentacji wybrano 210 miejsc. Podstawowym informacjom towarzyszą biogramy katów i ofiar oraz źródła z epoki – relacje ofiar, reprodukcje dokumentów z epoki, wreszcie może najbardziej przejmujące – ocalałe do dziś ślady: wydrapane na ścianach cel napisy, będące nieraz ostatnimi słowami, jakie kierowali do świata mordowani ludzie.


Napis, który na ścianie aresztu PUBP w Jarosławiu pozostawił Tadeusz Wojdałowicz, działacz PPS, współpracujący z WiN


Opisane są najróżniejsze więzienne obiekty. Są budowle „profesjonalne” – więzienia, budynki wojskowe, komendy policji, służące kolejnym władzom, demokratycznym i despotycznym. Są takie miejsca jak byłe obozy koncentracyjne (Majdanek czy Jaworzno i Świętochłowice-Zgoda – filie Auschwitz), które nowe władze – nie przejmując się oczywistymi skojarzeniami – natychmiast po uwolnieniu dotychczasowych więźniów zapełnili nowymi. Są wreszcie chyba najliczniejsze – zwykłe, „pokojowe” budynki, które obejmowali w posiadanie oprawcy.


Miejski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Mińsku Mazowieckim przy ul. Warszawskiej - dziś budynek prywatny

Wystarczyło, by gmach dawał się łatwo zaadaptować do nowych celów – zwłaszcza by miał odpowiednie piwnice. Gdy minęła najbardziej krwawa faza komunizmu i potrzeby aparatu represji zmalały, budynki wracały do dawnego przeznaczenia. Ich przeszłość jest w większości zupełnie dziś zapomniana – sojusznikiem komunistów okazał się czas. Dziś z kolei zapomnieniu sprzyja także zobojętnienie dla męczącej historii, charakterystyczne zwłaszcza dla początków nowej niepodległości. Remonty, zacierające ślady dawnych katowni, odbywają się teraz, gdy nowi właściciele chcą przysposobić gmachy do nowych zadań, zmodernizować je... Stąd niektórych upamiętnionych w albumie śladów dziś już nie ma.


Główny budynek obozu Informacji Wojskowej w Skrobowie, dawny internat szkolny - dziś budynek prywatny


Niektóre obiekty szczególnie trudno udokumentować. Te zapomniane miejsca represji to obozy przejściowe, organizowane przez NKWD i Smiersz (wojskowy kontrwywiad) natychmiast po wkroczeniu „wyzwolicielskich” wojsk. Na wsiach domy zwykle nie mają piwnic – gdy trafił się wyjątek, wyrzucano z niego właścicieli i zajmowano na taki obóz. Nie gardzono wolno stojącymi piwnicami na kartofle. Gdy i tego brakowało – kopano ziemianki albo zwykłe doły w ziemi, przykrywano je drutem kolczastym i najprostszy obóz przejściowy był gotowy. Po wywiezieniu więźniów do bardziej trwałych miejsc albo wprost do GUŁagu obozy likwidowano. Do dziś zachowało się po nich bardzo niewiele – w terenie i w ludzkiej pamięci, a jeśli pozostało coś w dokumentach, to w starannie strzeżonych przed niepowołanym okiem rosyjskich archiwach.

Pracom dokumentacyjnym, które doprowadziły do powstania omawianego dzieł, towarzyszył program edukacyjny. W jego ramach uczniowie mogli poznawać zapomnianą historię komunistycznego terroru i jej bohaterów. Młodym ludziom udało się odnaleźć tych, którzy przeżyli represje, i po latach składali, zwykle po raz pierwszy, wstrząsające relacje. To chyba najlepszy sposób, by zachować i przekazać dalej pamięć o tej części naszej historii. A czas jest wielki – to ostatnia chwila, by takie relacje uzyskać.

Podtytuł omawianej pracy może być mylący – to nie jest przewodnik, który można wziąć ze sobą na wycieczkę. To monumentalne dzieło, które można postawić na półce i (oburącz) z niej zdejmować. Przynosi mnóstwo znakomicie udokumentowanej i efektownie podanej wiedzy. Dzięki niej może wreszcie mapa komunistycznego terroru stanie się lepiej znana i trafi do powszechnej świadomości.

                                                                                              Tomasz Wiścicki

„Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956”, redakcja naukowa Tomasz Łabuszewski, Warszawa 2012, s. 632

2013-02-28