Jaćwingowie zabijają św. Brunona z Kwerfurtu

Wczesną wiosną 1009 roku, przez lesisty kraj na pograniczu Litwy, Rusi i Prus podąża pieszo niewielki kilkunastoosobowy orszak. Wędrują z południowego wschodu, od strony Rusi, lecz nie są ani to ruscy kupcy, przybywający czasami w te strony, ani wojowie kniazia Włodzimierza. Przyglądają im się miejscowi Prusowie. Ich obco brzmiąco mowa wskazuje na ludzi z Zachodu, a niepraktyczny strój, długie szaty przepasane sznurem, wskazują na kapłanów chrześcijańskiego Boga. Wyróżnia się wśród nich ich naczelnik. Mówi o sobie, że jest biskupem, a zwie się Bruno Bonifacy. Kim są ci obcy i czego szukają w kraju walecznych Jaćwingów?

Czyż nie są podobni do tychże kapłanów, którzy, jak  powiadają ich pobratymcy Pomezanie, przed dwunastu laty przyszli wraz z niejakim Wojciechem zza Wisły od przeklętego kniazia Polan Bolesława, by nawracać, chrzcić i obrażać dobrych pruskich bogów? Jeśli tak, to biada im, lecz wpierw niech o ich losie postanowi wódz Netimer.

Tak mógł wyglądać początek misji św. Brunona z Kwerfurtu do kraju Prusów, przedstawionej tu na motywach krótkiej relacji Wiberta, jedynego ocalałego uczestnika wyprawy. Kim był św. Bruno? Postać to nietuzinkowa. Pochodzący z grafowskiej rodziny z Kwerfurtu spowinowaconej z rodziną cesarską, został kapelanem młodego Ottona III, lecz jego eremickie i misjonarskie zacięcie skierowało go wpierw do eremu św. Romualda w Pereum koło Rawenny, a następnie na misje na Węgry, do kraju Pieczyngów, na Ruś i do Polski. Był także organizatorem niezrealizowanej misji do Wieletów (Pięciu Braci Męczenników) oraz przeprowadzonej misji do Szwedów (kapelana Rodberta). Pozostawił też po sobie pisma: Drugi żywot św. Wojciecha, pisany w Polsce Żywot Pięciu Braci, wreszcie List do Henryka II, ułożony na krótko przed misją pruską.

Misja Brunona zakończyła się męczeństwem. Bruno wraz z towarzyszami stanął przed wodzem Netimerem. Choć podobno wyszedł zwycięsko z  próby ognia, co zaowocowało chrztem wspomnianego wodza oraz z jego 300-osobowej drużyny, to naczelnik plemienny, którego imienia historia już nie zanotowała, natychmiast kazał zgładzić wszystkich członków misji. Dnia 9 marca 1009 roku Bruno został ścięty, a prawie wszyscy pozostali uczestnicy misji powieszeni. Ocalał tylko, choć z wydartymi oczami Wipert, by świadczył o ostatnich chwilach misji św. Brunona. Tak też uczynił.

A w Giżycku nad jeziorem Niegocin postawiono krzyż, upamiętniający tradycyjne miejsce jego męczeństwa.

Ilustracja: Św. Brunon z Kwerfurtu, domena publiczna.