Zmarł Ludwik Wielki, król Węgier i Polski

Z dr. hab. Stanisławem A. Sroką
rozmawia Wojciech Kozłowski
 
 
 
Czy panowanie Ludwika Andegaweńczyka można nazwać okresem pomyślnym dla Polski?
 
To trudne pytanie. W historiografii sprzed kilkudziesięciu lat istniał między historykami gwałtowny spór o ocenę panowania Ludwika. W sporze tym uczestniczyli przede wszystkim Jan Dąbrowski i Oskar Halecki. Jan Dąbrowski był historykiem zawodowo zajmującym się Węgrami, znającym język węgierski, piszącym książki na temat Ludwika i Elżbiety. Oceniał on panowanie Ludwika raczej pozytywnie, natomiast Oskar Halecki wyrażał się o panowaniu Andegawenów dość negatywnie, zwracając uwagę na nieobecność władcy w kraju. Oczywiście, trudno w krótkim opisie rozstrzygnąć, czy panowanie Andegawenów - w tym także okres panowania Jadwigi Andegaweńskiej - było okresem dla Polski pomyślnym, czy też nie. Na pewno można powiedzieć, że nie był to okres niepomyślny. Gdyby król był w kraju, można by więcej osiągnąć, natomiast nie ulega wątpliwości, że za panowania Ludwika nie wydarzyła się żadna tragedia ani nic, co moglibyśmy ocenić szczególnie negatywnie.

Spójrzmy w takim razie na ten system władzy na odległość - to, co Oskar Halecki w jakimś stopniu potępiał. Czy taka władza może być skuteczna?

Wiadomo, że Ludwik Andegaweński, czy - jak go nazywają Węgrzy - Ludwik Wielki, po koronacji na króla Polski wyjechał na Węgry, a w Polsce przez pewien czas sprawowała władzę namiestniczą Elżbieta Łokietkówna. System władzy na odległość niewątpliwie nie był dobry. Najlepszym tego dowodem może być to, co wydarzyło się zaraz po odjeździe Ludwika. Rozpoczęły się mianowicie targi z udziałem Wielkopolan w celu obalenie Ludwika i wysunięcia nowej kandydatury do tronu - księcia Władysława Białego, wówczas mnicha w klasztorze benedyktyńskim w Dijon w Burgundii. Doszło nawet do wojny domowej, w którą zaangażowały się znaczące siły polityczne. Obecność króla na miejscu na pewno by temu zapobiegła.
 
Patrząc z szerszej perspektywy - czy możemy wskazać na znaczenie Korony Polskiej w całości panowania Andegawenów, którzy w tym czasie byli najpoważniejszymi władcami europejskimi?
 
Historycy węgierscy XIX wieku zwykli w swoich opracowaniach pisać, że Węgry w średniowieczu sięgały od morza do morza. Mieli tu na myśli unię z Polską i dostęp do Bałtyku na północy, a na południu dostęp do morza w Chorwacji i na wybrzeżu dalmatyńskim - to wszystko należało wówczas do Węgier, które były wtedy wielką potęgą. Dziś - jak wiadomo - Węgrzy w ogóle nie mają dostępu do morza.
 
W systemie państw, którym zarządzał Ludwik Andegaweński, Polska nie stanowiła oczywiście elementu najważniejszego. Były nim Węgry. Widać to na każdym kroku - choćby w realizacji polityki neapolitańskiej. To wskazywało, że polityka była prowadzona w kierunku południowym. Na początku panowania Ludwika Andegaweńskiego nastąpiło niewielkie przewartościowanie w tej mierze. Wojny włoskie, prowadzone na początku przez Karola Roberta, ojca Ludwika, kontynuowane przez niego - skończyły się pokojem w 1381 roku. Nie ulega wątpliwości, że początek panowania Ludwika to okres głębszego zainteresowania krajami Europy Środkowej, w tym Polską, jak również państwami Luksemburgów. Jednak w całym okresie panowania Ludwika Andegaweńskiego Węgry były bezsprzecznie na pierwszym planie.
 
Dlaczego potężny ród Andegawenów zwrócił uwagę na to, by układać się najpierw z Łokietkiem, a później z Kazimierzem Wielkim w sprawie sukcesji w Polsce?
 
Istotną rolę odegrały tu sprawy polskie, ale przede wszystkim kwestia Rusi. Te dwie sprawy były ze sobą związane. Polska i Węgry - zazwyczaj dobrze ze sobą koegzystujące - rywalizowały na obszarze Rusi. Był to obszar olbrzymi. Układy sukcesyjne zawierane za panowania Kazimierza Wielkiego zawsze uwzględniały Ruś. Rozważano nawet możliwość kupienia Rusi przez Ludwika Andegaweńskiego. Karol Robert w latach dwudziestych XIV wieku, u schyłku panowania Władysława Łokietka, dopiero dochodził do politycznej potęgi. Na Węgrzech rozprawił się z możnowładcami w 1323 roku, rozpoczął intensywną politykę dalmatyńską, następnie neapolitańską, stąd sojusz z Polską był mu bardzo potrzebny. Wzmocnienie polityczne nastąpiło później, natomiast pod koniec lat dwudziestych idea połączenia się z Polską była bardzo ciekawa, zwłaszcza że wtedy ani wybrzeże dalmatyńskie, ani Neapol nie były w rękach Karola Roberta.
 
Nieobecność Ludwika wywoływała pewne niepokoje w kraju. Czy podobne skutki przyniosła jego śmierć, osierocenie tronu polskiego?
 
Raczej nie. Owszem, mamy wtedy w Polsce okres bezkrólewia. Ludwik został "ukarany" tym samym, co wcześniej Kazimierz Wielki - śmiercią bez doczekania się potomka płci męskiej. Ludwik rozwiązał tę sprawę bardzo skutecznie - postanowił zmienić zasadę sukcesji, dopuszczając do dziedziczenia tronu kobiety. Było to bardzo dobre rozwiązanie, z pożytkiem także dla skarbu. Jak pokazały niedawne badania nad przywilejem koszyckim, skarb skorzystał na wprowadzeniu niedużego, ale jednak stałego podatku. Zawirowanie polityczne w latach 1382-1384 nie było aż tak silne, aby móc podważyć fundamenty państwa. Polskie państwo średniowieczne było już na tyle mocne i opierało się na dobrze ugruntowanych zasadach, że bez trudu potrafiło sobie z tym poradzić. Przez dwa lata trwały tarcia między Polakami a Węgrami, które miały doprowadzić do tego, żeby wreszcie któraś z córek - później już konkretnie Jadwiga - przyjechała do Polski. Istniało niebezpieczeństwo ze strony książąt mazowieckich - wiemy o różnych egzotycznych pomysłach Ziemowita, księcia mazowieckiego, łącznie z pomysłem porwania Jadwigi jadącej do Polski. To krótkie bezkrólewie nie osłabiło państwa na tyle, aby nie mogło ono funkcjonować. Przybycie Jadwigi do Polski w październiku 1384 uspokoiło sytuację, a później nastąpił rozwój wraz z pojawieniem się idei unii z Litwą.
 
Czy można mówić o epoce andegaweńskiej w Polsce? Czy wolno w nią włączyć czasy Jadwigi?
 
Myślę, że tak. Wszędzie potrzebne są ramy chronologiczne i daty. Czasami Andegawenów określa się lata 1370-1399 - do śmierci Jadwigi. Oczywiście te czasy to nie tylko dobra polityka Ludwika Andegaweńskiego wobec miast. Jadwiga Andegaweńska przez krótki czas była samodzielnym królem Polski, a później odgrywała dużą rolę u boku Jagiełły. Kiedy analizujemy dokumenty królewskie, wynika z nich, że wszystkie ważniejsze decyzje podejmowali wspólnie król i królowa. Jadwiga - jak pokazują choćby jej kontakty z Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego - wpływała na kierunki polityki zagranicznej. Nie była zatem tylko żoną króla.
 
Najnowsze badania dowodzą też, że królowa nie przypadkiem otaczała się ludźmi wykształconymi. Im więcej wiemy na temat aktywności Jadwigi na różnych polach, tym ważniejszą osobą się dla nas staje. Myślę, że to nie jest jeszcze ostatnie zdanie historiografii w sprawie tej młodej - bo przecież zmarłej w wieku zaledwie 25 lat - królowej. Odgrywała ona doniosłą rolę nie tylko w polityce wewnętrznej, ale także zagranicznej.
 
Prof. Stanisław Sroka - historyk, pracownik Instytutu Historii UJ, znawca stosunków polsko-węgierskich w średniowieczu.

Ilustracja: herb króla Ludwika Węgierskiego, Wikimedia Commons, CC BY-SA.