Początek strajku w Stoczni Gdańskiej

1980 r. był kolejnym rokiem problemów ekonomicznych i społecznych, czego najpoważniejszym przejawem był brak podstawowych produktów spożywczych - przy nieustającym eksporcie do ZSRR. Pierwsze strajki zaczęły się już w lipcu - w Świdniku i Lublinie. Protesty szybko rozprzestrzeniły się na całą Polskę. 7 sierpnia w Stoczni Gdańskiej im. Lenina dyscyplinarnie zwolniono z pracy suwnicową Annę Walentynowicz, działaczkę Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża (WZZ), której do emerytury brakowało tylko pięć miesięcy. Kilka dni później, 14 sierpnia, stocznia została zasypana tysiącami ulotek wzywających do strajku w jej obronie. Organizatorami byli Bogdan Borusewicz, Jerzy Borowczyk, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński. Do strajkujących przyłączył się Lech Wałęsa, znany już wówczas od dawna ze swojej działalności opozycyjnej i kilka lat wcześniej wyrzucony za to ze stoczni. Załoga wymogła na dyrekcji wysłanie samochodu po Walentynowicz, który przywiózł ją do zakładu. W tym czasie utworzył się już komitet strajkowy, na jego przewodniczącego wybrano Wałęsę. Wystosowano pierwsze postulaty, takie jak wzniesienie pomnika poległych stoczniowców z 1970 r., podwyżki, wyższe zasiłki rodzinne (takie jak wojskowych i milicjantów) oraz powrót Wałęsy i Walentynowicz do pracy. Dzień później do strajku przyłączyła się Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni, a Henryka Krzywonos zatrzymała swój tramwaj linii 15, rozpoczynając tym samym strajk komunikacji miejskiej. Kolejne zakłady przemysłowe przestawały pracować. O 12.00 została przerwana łączność telefoniczna Polski z Trójmiastem. Niespodziewanie dyrekcja zgodziła się zrealizować postulaty stoczniowców - komitet strajkowy ogłosił koniec strajku, lecz część robotników wolała kontynuować strajk w geście solidarności z innymi protestującymi zakładami Trójmiasta, dzięki czemu strajk udało się utrzymać.

M. G.-K.  

Ilustracja: wykonana przez stoczniowców z Gdańska tablica z częścią potulatów MKS , Wolna Licencja.