Hołd Pruski

Dwa i pół wieku zmagań Polski z państwem Zakonu Krzyżackiego zakończyło się na krakowskim rynku, gdy Albrecht Hohenzollern, ostatni mistrz zakonu, złożył królowi polskiemu Zygmuntowi I Staremu hołd lenny, zwany później hołdem pruskim. Fakt ten znany jest powszechnie w społeczeństwie głównie dzięki poruszającemu obrazowi Jana Matejki.

Hołd był krokiem milowym w stosunkach polsko-krzyżackich, a potem polsko-pruskich, choć należy zauważyć, że pewne podstawowe ustalenia pozostawały niezmienne. Państwo krzyżackie już od roku 1466, w którym zawarto II pokój toruński, było lennem polskim. Hołd pruski ten stan rzeczy jedynie potwierdzał. Każdy mistrz zakonu musiał złożyć hołd królowi polskiemu, choć często się opierał. To samo zrobił Hohenzollern.
 
Na czym więc polegała doniosłość tego wydarzenia? Istotne były tu zmiany w państwie zakonnym. Albrecht zdecydował się na jego sekularyzację, czyli zeświecczenie. Uciekając przed gniewem papieża, ostatni wielki mistrz przeszedł na luteranizm. W ten sposób powstało nowe państwo - Prusy książęce, którego dziedzicznym księciem został właśnie Albrecht. Należała mu się także godność senatora polskiego - by, uczestnicząc w decyzjach wagi państwowej, brał także za nie odpowiedzialność. Dziedziczni książęta pruscy z reguły lepiej wywiązywali się ze swych powinności względem królów polskich niż wielcy mistrzowie. Pozostawali lennikami Polski aż do roku 1657, kiedy to relacje między państwami zmienił potop szwedzki.

KM
 
 
Z dr. Igorem Kąkolewskim
rozmawia Ewa Zientara

Dlaczego za panowania Zygmunta I doszło do kryzysu w stosunkach polsko-krzyżackich?

Korzenie kryzysu sięgały jeszcze połowy XV wieku. Na mocy tak zwanego II pokoju toruńskiego, kończącego w sumie zwycięską dla Polski wojnę trzynastoletnią z lat 1454-1456, Zakon musiał przyjąć niezbyt korzystne dla siebie zobowiązania i zgodzić się na przyłączenie do Polski wschodniej części Prus Krzyżackich, zwanej odtąd Prusami Królewskimi. Oprócz tego kolejni wielcy mistrzowie mieli składać przysięgę na wierność i dotrzymanie postanowień pokojowych królowi polskiemu jako "panu pruskiemu i dziedzicowi". Historycy polscy skłonni są interpretować układ, jaki się wytworzył na podstawie postanowień z 1466 roku, jako dość typowy dla średniowiecza stosunek lenny między seniorem a wasalem. Odtąd wielcy mistrzowie, którym przyznano miejsce w senacie koronnym, zostali zobowiązani służyć królowi radą, a także udzielać pomocy militarnej Koronie Polskiej. Problem polegał jednak na tym, że papiestwo, wciąż formalnie pozostające najwyższym zwierzchnikiem Zakonu, oficjalnie nie zatwierdziło traktatu toruńskiego. To z kolei dało asumpt krzyżakom do podważania mocy prawnej postanowień pokojowych.

Sytuacja zaostrzyła się szczególnie na przełomie XV i XVI wieku, za rządów dwóch ostatnich wielkich mistrzów, Fryderyka Saskiego (1498-1510) i Albrechta Hohenzollerna (1511-1525), którzy konsekwentnie odmawiali złożenia przysięgi wierności polskiemu monarsze. Co gorsza, Albrecht - nota bene spokrewniony z Jagiellonami przez swą matkę, a siostrę Zygmunta I - rozpoczął szybko budowanie wrogich Polsce międzynarodowych sojuszy, między innymi z Habsburgami i Wielkim Księstwem Moskiewskim, w celu podważenia ustaleń pokoju toruńskiego i odzyskania ziem utraconych wtedy przez Zakon. Mimo że dzięki zręcznym pociągnięciom dyplomatycznym Zygmuntowi udało się zneutralizować Habsburgów, niepokojem napawała go wroga postawa prącego do konfrontacji Albrechta Hohenzollerna. W 1517 roku wielki mistrz zawarł przymierze zaczepno-odporne z władcą moskiewskim Wasylem III i czynił dalsze przygotowania do wojny z Polską. W tej sytuacji pod koniec 1519 roku strona polska, ubiegając rozwój wypadków, sama zdecydowała się na wypowiedzenie wojny.

Wojna polsko-krzyżacka z lat 1519-1521 toczyła się ze zmiennym szczęściem i de facto pozostała nierozstrzygnięta. Mimo potencjalnej przewagi polskiej, Albrecht okazał się utalentowanym dowódcą, potrafiącym w trakcie szybkich kampanii zadać przeciwnikowi dotkliwe straty, a nawet uzyskać pewne zdobycze w Prusach Królewskich. Jednak krzyżacy szybko zaczęli odczuwać brak środków finansowych do kontynuowania działań militarnych. Podobnie z tarapatami finansowymi borykał się Zygmunt, a szlachta polska była coraz bardziej niezadowolona zarówno z polityki wewnętrznej króla, jak i braku jasnej koncepcji strategicznej w kampaniach przeciw Zakonowi. W tej sytuacji polski monarcha zgodził się przyjąć pośrednictwo cesarza Karola V Habsburga i króla Węgier Ludwika Jagiellończyka w rozwiązaniu sporu o przysięgę wielkich mistrzów. Pod wpływem rozjemców 5 kwietnia 1521 roku zawarto tak zwany kompromis toruński " czteroletni rozejm, na którego mocy obie strony miały tymczasowo zatrzymać swe zdobycze terytorialne i oczekiwać wyniku habsbursko-węgierskiego rozjemstwa.

Dlaczego Albrecht Hohenzollern w 1525 roku zdecydował się na sekularyzację Prus i przyjęcie luteranizmu oraz złożenie hołdu Zygmuntowi I?

To bardzo ciekawe pytania, a odpowiedź na nie jest wielowątkowa. Na początku XVI wieku okrojonemu terytorialnie po 1466 roku Państwu Zakonnemu ze stolicą w Królewcu brakowało podstawowej funkcji, dla której zostało utworzone w wieku XIII " walki z poganami i wrogami chrześcijaństwa, skoro takowych oficjalnie od chrztu Litwy w 1386 roku w sąsiedztwie nie było. Stąd brały się postulaty wysuwane przez polską dyplomację pod adresem Zakonu. Tak na przykład w 1511 roku prymas Jan Łaski zaproponował, aby król polski sam został wielkim mistrzem Zakonu - jego następcy mieli nie wstępować w związki małżeńskie - i wcielił jego terytorium do Korony Polskiej, Albrechtowi zaś wypłacił odpowiednie odszkodowanie. Projekt ten odrzucił jednak nie tylko sam Hohenzollern, ale też Zygmunt I - w obawie, że rozwiązanie takie mogłoby doprowadzić do wygaśnięcia dynastii. Z kolei w 1512 roku strona polska zaproponowała, aby Zakon przyjął na siebie obowiązek dostarczania wsparcia militarnego w walce z muzułmańskimi Tatarami i Turkami, zagrażającymi południowo-wschodnim kresom Polski. W zamian proponowano nadanie krzyżakom dodatkowego uposażenia na Rusi Czerwonej i w Małopolsce. W podobnym kierunku zmierzała jeszcze bardziej radykalna propozycja polska: rezygnacji przez Zakon z władztwa w Prusach i przejęcia w zamian Podola, nękanego ciągłymi najazdami tatarskimi. Albrecht i jego doradcy odrzucili także i te propozycje. Nie zgodzili się nawet na sugerowane przez papiestwo tymczasowe przejęcie Podola jako lenna z rąk polskich pod warunkiem obrony tej ziemi przed Tatarami. Jak widać, rycerze w białych habitach z czarnymi krzyżami, zwłaszcza z pruskiej gałęzi Zakonu - gałąź niemiecka i inflancka były wobec polskich propozycji nastawione bardziej kompromisowo - bynajmniej nie kwapili się do podjęcia "statutowych" celów, dla jakich ich Zakon został powołany.

Równolegle postępował proces laicyzacji Zakonu, zwłaszcza od przełomu XV i XVI wieku " odkąd na urząd wielkiego mistrza zaczęto powoływać członków rodów książęcych z Rzeszy Niemieckiej. Zarówno Fryderyk Saski, jak i Albrecht Hohenzollern starali się wprowadzić nowe, bardziej świeckie sposoby administracji państwem zakonnym w Prusach, w sprawach polityki dopuszczając do głosu zarówno zagranicznych świeckich doradców, jak i przedstawicieli rodzimej świeckiej szlachty ze znaczniejszych rodów. Również tryb życia wielkich mistrzów oraz ich zakonnych współbraci coraz bardziej się laicyzował i odchodził od dawnych surowych reguł życia monastycznego. Z kolei do Prus Krzyżackich trafiały nowe idee humanistyczne, wyrażające krytycyzm wobec tkwiącego w głębokim kryzysie ówczesnego Kościoła. Docierały do państwa zakonnego zarówno za pośrednictwem świeckich poddanych Zakonu, odbywających studia zagranicą, głównie w Krakowie i na uniwersytetach niemieckich, jak i świeckich doradców wielkich mistrzów, przybyłych do Prus z krajów niemieckich.

Największą rolę w rozwoju wypadków odegrał jednak wybuch i szybkie rozprzestrzenianie się reformacji, zapoczątkowane słynnym wystąpieniem Marcina Lutra w 1517 roku. Poglądom ojca reformacji sprzyjali już na początku lat dwudziestych dwaj ściśle współpracujący z Albrechtem biskupi pruscy " sambijski Jerzy Polentz oraz pomezański Erhard Queiss. Idee reformacyjne docierały do państwa zakonnego między innymi za pośrednictwem powracających tu z Niemiec studentów. Trafiały one na podatny grunt zwłaszcza wśród świeckich poddanych Zakonu. Decydujący wpływ na decyzję Albrechta Hohenzollerna o sekularyzacji wywarło jego osobiste spotkanie z Marcinem Lutrem w Wittenberdze pod koniec 1523 roku. Reformator doradził mu wstąpienie w związek małżeński, rozwiązanie Zakonu oraz przekształcenie Prus w świeckie księstwo.

W tym samym czasie umiarkowane kręgi polskiej dyplomacji zaczęły wysuwać propozycje złożenia przez wielkiego mistrza jego godności na ręce króla polskiego. Polski monarcha w zamian nadałby mu dotychczasowe władztwo w Prusach jako świeckie lenno. Ostatecznie na początku 1525 roku Zygmunt I wraz z senatem oficjalnie zdecydował się na takie właśnie rozwiązanie. Po rokowaniach w marcu tego roku zarówno Albrecht, jak i przedstawiciele stanów pruskich wyrazili zgodę na ten krok. Rezultatem był podpisany w 8 kwietnia w Krakowie traktat pokojowy, nie tylko kładący kres wybuchłej w 1519 roku wojnie - a właśnie upływał termin wygaśnięcia czteroletniego rozejmu toruńskiego z roku 1521 - lecz także regulujący stosunki pomiędzy nowo powstałym świeckim księstwem w Prusach a Koroną Polską.

Korzyści z takiego załatwienia sprawy były obopólne. Obydwie strony unikały prowadzenia dalszej kosztownej wojny, strona polska zaś nie była odtąd zdana na pośrednictwo niezbyt jej przychylnych w tamtym czasie Habsburgów. Natomiast Albrecht i jego zwolennicy nie musieli już dłużej drżeć przed planami snutymi przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jana Łaskiego i jego zwolenników, domagających się wcielenia całości ziem pruskich bezpośrednio do Królestwa Polskiego. Uroczystym przypieczętowaniem traktatu krakowskiego stała się ceremonia, jaką wasal Albrecht Hohenzollern złożył swemu seniorowi Zygmuntowi I Staremu na rynku krakowskim 10 kwietnia 1525 roku.
 
Jak rozwiązano kwestię sukcesji w Prusach Książęcych? Czy było to korzystne dla Polski?

Na mocy postanowień traktatu krakowskiego z 1525 roku Prusy Książęce stawały się księstwem dziedzicznym. Kwestię następstwa tronu regulowały szczegółowo punkty 10 i 11. Do sukcesji zostali dopuszczeni wedle starszeństwa męscy potomkowie samego Albrechta, w razie zaś ich braku lub śmierci - potomstwo w linii męskiej jego trzech braci z frankońskiej gałęzi Hohenzollernów: Jerzego, Kazimierza i Jana. Z kolei w przypadku wymarcia wszystkich uprawnionych do sukcesji Hohenzollernów z linii frankońskiej terytorium księstwa miało zostać wcielone do Korony Polskiej, podobnie jak stało się z Prusami Królewskimi w 1466 roku.

Trzeba podkreślić z mocą, że traktat krakowski nie dopuszczał do sukcesji w Prusach Książęcych przedstawicieli najbardziej wpływowej linii Hohenzollernów, władającej w Elektoracie Brandenburgii. W sumie przyjęte w traktacie krakowskim rozwiązanie kwestii sukcesji pruskiej w niedalekiej przyszłości miało okazać się dla Polski dość korzystne, o czym jednak architekci traktatu nie mogli jeszcze wiedzieć. Sprawę wyjaśnia rzut oka na tablicę genealogiczną frankońskiej gałęzi Hohenzollernów. Otóż dopuszczeni do przejęcia tronu w Księstwie Pruskim bracia Albrechta zmarli dość szybko, wydając na świat nieliczne potomstwo męskie. Ostatni męski potomek domu frankońskiego zmarł bezpotomnie na początku XVII wieku. Z kolei sam Albrecht, choć długowieczny - 1490-1568 - doczekał się tylko jednego syna, któremu udało się przeżyć okres niemowlęctwa " Albrechta Fryderyka, urodzonego w 1553. Ten ostatni wszakże już na początku lat siedemdziesiątych zapadł na chorobę psychiczną, najprawdopodobniej rodzaj schizofrenii, na którą cierpiał nieustannie aż do śmierci w roku 1618. Niezdolny do wykonywania osobistych rządów, doczekał się tylko żeńskiego potomstwa.

Tak oto Prusy Książęce w świetle postanowień krakowskich z 1525 roku powinny teoretycznie zostać wcielone do Polski w roku 1618. Niestety, na drodze stanęły decyzje poczynione za panowania Zygmunta III Wazy. W 1611 roku zgodził się on dopuścić do sukcesji w Prusach elektorską, brandenburską linię Hohenzollernów. Z niej to wywodził się znany później ze swej przebiegłej polityki w czasie szwedzkiego potopu Fryderyk Wilhelm, zwany Wielkim Elektorem, któremu udało się ostatecznie w 1660 roku zrzucić polską zwierzchność lenną nad Księstwem Pruskim. Z kolei jego prawnuk, król Prus Fryderyk II Wielki, stał się głównym architektem I rozbioru Polski. Ale przecież o tym wszystkim nie mogli wiedzieć ani Zygmunt I Stary, ani jego doradcy.

Wydaje mi się, że błędem jest postrzeganie rozstrzygnięć z 1525 roku z perspektywy rozbiorów Polski, jak czynili to polscy historycy szkoły krakowskiej w drugiej połowie XIX wieku, choćby Michał Bobrzyński, który z kolei wywarł duży wpływ na malarską interpretację hołdu pruskiego przez Jana Matejkę. Zarówno Zygmuntowi I Jagiellończykowi, jak prawie sto lat później Zygmuntowi III Wazie w rozwiązywaniu kwestii sukcesji w Prusach towarzyszyły cele bardziej pragmatyczne, choć bynajmniej nie krótkowzroczne. Chodziło im między innymi o rozwiązania pokojowe, umożliwiające koncentrację polityki zagranicznej na innych frontach, z ich punktu widzenia ważniejszych niż peryferyjnie położone Prusy Książęce. Jednak najistotniejszy moim zdaniem sukces dyplomacji polskiej zarówno w roku 1525, jak i 1611, polegał na pozyskaniu sprzymierzeńców wśród prominentnych rodów książęcych w Rzeszy Niemieckiej, którzy - powiązani węzłem lennym - mieliby reprezentować interesy Polski na arenie międzynarodowej.

Jak w Polsce i w Europie przyjęto hołd, jaki protestancki książę złożył katolickiemu monarsze?

Tutaj znowu nie możemy patrzeć na wydarzenia, jakie nastąpiły kilka lat po wystąpieniu Marcina Lutra, wyłącznie z perspektywy późniejszej o dziesiątki i setki lat, gdy podziały wyznaniowe w Europie utrwaliły się na dobre. Z pewnością z takiego punktu widzenia hołd pruski jawi się jako ewenement. W jego wyniku doszło przecież do powstania pierwszego państwa protestanckiego w Europie, i to pięć lat wcześniej niż ostatecznie zostało sformułowane luterańskie wyznanie wiary, tak zwane augsburskie. Natomiast patrząc z perspektywy bliższej Lutrowi rzeczy przedstawiały się nieco inaczej. Mimo że jego nauki dość szybko zostały potępione przez papiestwo i uznane za herezję przez katolicką większość, to przecież jeszcze przez następnych przynajmniej trzydzieści lat po obu stronach, ewangelickiej i katolickiej, pojawiały się nadzieje i plany przywrócenia jedności w łonie zachodniego chrześcijaństwa. Dlatego też przyjęcie hołdu ewangelickiego władcy przez katolickiego monarchę - oficjalnie zwalczającego zresztą postępy reformacji, na przykład w sąsiednich Prusach Królewskich - mógł być postrzegany w pewnych pacyfistycznie i tolerancyjnie nastawionych kręgach humanistów przede wszystkim jako rezygnacja z polityki wojny na rzecz zaprowadzenia pokoju. Dlatego właśnie w swej korespondencji jeden z największych autorytetów tamtych czasów, Erazm z Rotterdamu, wychwalał pokojową politykę króla Polski w kwestii pruskiej.

Podobną argumentację przyjął zresztą sam Zygmunt I w liście do papieża Klemensa VII, w którym starał się usprawiedliwić swoje postępowanie troską o zabezpieczenie kraju i "całego chrześcijaństwa" przed konsekwencjami niszczącej wojny w Prusach. Ówczesną propagandową linię obrony strony polskiej przed oskarżeniami wspierania luterańskiej "zarazy" dobrze przedstawia list biskupa przemyskiego Andrzeja Krzyckiego do legata papieskiego na Węgrzech. Spisany pierwotnie po łacinie, stanowi prototyp dzisiejszych doniesień prasowych. Jego autor zwracał uwagę między innymi na to, że król Polski po hołdzie Albrechta Hohenzollerna będzie mógł lepiej skoncentrować się na istotniejszych dla całego chrześcijaństwa sprawach, jak choćby walka z turecką ekspansją. Poza tym " stwierdzał Krzycki " zawsze można żywić nadzieję na rychłe przywrócenie na łono Kościoła Prus Książęcych jako lenna podległego katolickiemu monarsze. Wychodząc z założenia, ze najlepszą obroną jest atak, biskup przemyski z goryczą wypominał też poparcie udzielane przez katolickich Habsburgów i papiestwo krzyżakom w ich walce przeciwko Polsce. Jak widać, strona polska potrafiła całkiem umiejętnie odpierać głosy krytyki tych, którzy zarzucali królowi Polski jawne poparcie luterańskiej "herezji".

 

Prof. Igor Kąkolewski - historyk, zajmuje się historią nowożytną ze szczególnym uwzględnieniem Prus.  Pracuje w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Opublikował m.in.: Nadużycia władzy i korupcja w Prusach Książęcych w połowie XVI wieku. Narodziny państwa wczesnonowożytnego (2000).

Ilustracja: obraz Jana Matejki Hołd pruski z 1882 r., Wikimedia Commons, domena publiczna.