Zawiązanie konfederacji targowickiej

Z dr. Piotrem Ugniewskim
rozmawia Wojciech Kozłowski

Targowica jest postrzegana jako synonim zdrady narodowej. Czy w świetle najnowszych badań tak zdecydowany osąd pozostaje w mocy?

Targowica jak najbardziej powinna kojarzyć się ze zdradą narodową. Trzeba tylko zrobić zastrzeżenie, że pod tym pojęciem kryje się konfederacja zawiązana przez garstkę osób pod protektoratem rosyjskim. Gdyby nie bardzo konkretne wsparcie i interwencja wojskowa Rosji w roku 1792, zapewne w ogóle do niej by nie doszło. Pamiętajmy, że tworzyło ją zaledwie trzech polityków, choć ważnych: Stanisław Szczęsny Potocki, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski. Dwaj ostatni byli hetmanami, czyli jakby staropolskimi ministrami obrony, Potocki natomiast reprezentował największy ród magnacki w Polsce. Mimo to mieli niewielkie zaplecze. Kiedy Targowica się zawiązywała - oficjalna data 14 maja 1792 jest fikcyjna, w rzeczywistości powstała prawie trzy tygodnie wcześniej w Petersburgu - sygnowało ją, oprócz tych trzech magnatów, zaledwie dziewięciu konsyliarzy, czyli radców Konfederacji, oraz sekretarz. Było to zatem bardzo wąskie grono, dysponujące jednak potężnym wsparciem stutysięcznej armii rosyjskiej, która już 18 maja 1792 roku wkroczyła na terytorium Rzeczypospolitej. Bez tego zbrojnego ramienia to przedsięwzięcie polityczne nie miało szans realizacji.

Oto więc garstka ważnych osób decyduje się na przywracanie starego porządku przy wsparciu armii rosyjskiej. Skąd w ogóle wzięła się ta słabość magnaterii do Rosji? Gdy rozpoczyna się wielka wojna polsko-rosyjska, mówi się o wojnie w obronie Konstytucji. Widać jednak, że szlachta jest mało zdeterminowana do walki z Rosją - przeważa niepewność i wahanie, które nie pomagają Kościuszce ani pozostałym dowódcom. Jak można to wyjaśnić?

Wpływ Rosji na sprawy wewnętrzne Polski był bardzo zadawniony, bo sięgał na pewno czasów panowania Augusta II Sasa i Piotra Wielkiego, a za datę symboliczną ustanowienia rosyjskiego protektoratu nad Rzecząpospolitą przyjmuje się rok 1717. Potem ta zależność przyjmowała różne formy, ale nie wolno zapomnieć, że dla elity politycznej i mas szlacheckich ingerencja Rosjan w sprawy Rzeczypospolitej na rozmaite sposoby oraz obecność ich wojsk były pewnym "stanem normalnym". Dotyczyło to zwłaszcza czasów Stanisława Augusta, który przecież został wybrany na króla z towarzyszeniem armii carskiej, "wolna elekcja" nie była zatem całkiem wolna. Później, od roku 1764, Rosjanie niemal stale w Polsce stacjonowali. Trudno się zatem dziwić, że Polacy byli do protektoratu rosyjskiego w jakimś sensie przyzwyczajeni.

Z drugiej jednak strony Sejm Wielki i jego moment kulminacyjny w postaci uchwalenia Konstytucji 3 maja to była wielka próba zerwania tej zależności, wybicia się na niepodległość, i to próba do pewnego momentu udana.

Czy mamy tu do czynienia z kryzysem postaw propaństwowych,  patriotycznych ze strony szlachty, czy raczej po prostu z gigantyczną przewagą militarną Rosji?

Na ten temat dyskutuje się już od dwustu lat i wciąż nie brak rozbieżności. Uważam, że nie można mówić o jakimś kryzysie postaw patriotycznych w społeczeństwie. Pamiętajmy, że w Polsce pod koniec XVIII wieku świadome społeczeństwo stanowiła szlachta i część mieszczaństwa. Ono jednak chętnie wzięło udział w tej próbie emancypacji spod wpływów rosyjskich. Po uchwaleniu Konstytucji 3 maja w lutym 1792 roku, a więc na trzy miesiące przed rosyjską interwencją zbrojną, odbyły się sejmiki relacyjne, na których oficjalnie zakomunikowano społeczeństwu szlacheckiemu uchwalenie Konstytucji. Została ona niemal wszędzie poparta, mniej lub bardziej wyraźnie. Na tle tego sukcesu sejmików relacyjnych tym bardziej widać, jak znikomą garstką byli targowiczanie, zwłaszcza na początku, gdy wkraczali z wojskami rosyjskimi w granice Rzeczypospolitej.

W sensie masowym nie można więc mówić o kryzysie postaw patriotycznych. Zresztą Sejm Wielki odbywał się w stanie - nazwijmy to - patriotycznej gorączki. Świadczą o tym tysiące pism publicystycznych, żywe debaty oraz pewna marginalizacja konserwatystów malkontentów. Niewielkie poparcie dla nich zmusiło ich do szukania oparcia w Rosji.

Opracowania sugerują, że wielki entuzjazm po uchwaleniu Konstytucji 3 maja trwał krótko. Gdy doszło do wojny, miała ona dość dziwny przebieg. Nie udało się powołać stu tysięcy żołnierzy, a jedynie około sześćdziesięciu, szlachta niespecjalnie chciała łożyć na zaciąg, przez dłuższy czas podchodząc do walki z pewną rezerwą. Nie widać tutaj takiej zdecydowanej postawy jak chociażby we wrześniu 1939.

Porównywanie wydarzeń tak odległych w czasie wydaje się raczej ryzykowne, ale rozumiem, do czego Pan zmierza - chodzi o postawę wobec obcej agresji. Jeszcze raz należy podkreślić dysproporcję sił. Rosjan weszło sto tysięcy, a przecież nie była to cała armia rosyjska. W razie potrzeby mogli ściągnąć drugie tyle z granic swojego imperium. My z kolei mieliśmy nawet mniej niż sześćdziesiąt tysięcy, a wzdłuż granic było poniżej pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, czyli Rosjanie przewyższali nas dwukrotnie liczebnością. Ponadto dysponowali doświadczeniem kilkuletniej wojny z Turcją, a polska armia nie była nawet ostrzelana. Zatem faktyczna przewaga rosyjska była naprawdę bardzo duża i według mnie nie było militarnych szans sukcesu. Można się oczywiście spierać, czy ten opór mógł być twardszy i trwać dłużej, ale ostateczne zwycięstwo musiało należeć do Rosjan.

Istotną rolę odgrywały jednak także inne czynniki. Elita sejmowa, która uprzednio doprowadziła do uchwalenia Konstytucji 3 maja, jak również król, trwali w przekonaniu, że wojna ma mieć właściwie charakter zbrojnej demonstracji. Słynne są słowa króla, często cytowane w podręcznikach, że chce raczej walczyć piórem niż orężem. Po zamanifestowaniu sprzeciwu zamierzano później porozumieć się z imperatorową Katarzyną II, co w efekcie doprowadziłoby do ocalenia znacznej części dorobku Sejmu Wielkiego.

Ale świadczyłoby to o tym, że sukcesu zabrakło?

Muszę przyznać, że ta sprawa jest niezwykle skomplikowana. Nie ma tu prostej odpowiedzi. Sprawa polska była z kolei uwikłana w sytuację europejską. To był moment szczególny, jako że równolegle trwała rewolucja francuska. W kwietniu 1792 roku Francja wypowiedziała wojnę Austrii. W odpowiedzi powstała pierwsza koalicja antyrewolucyjna, do której należeli wszyscy trzej nasi zaborcy. Zdecydowano, że Polska może wynagrodzić wysiłek militarny Austrii, Prus i Rosji skierowany przeciwko Francji. Okazało się bowiem, że ta stawiła silny opór, a Polska była przeciwnikiem łatwiejszym i lepiej usytuowanym geopolitycznie.

Trudno, żeby Rosjanom zależało na jakichś ziemiach we Francji.

Właśnie. Tam można było mówić o potencjalnych zyskach terytorialnych, ale tylko dla Prus i Austrii. Rosjanie musieli dostać coś innego, coś bliżej. A bliżej była Polska, stąd kalkulacja króla oraz twórców Konstytucji 3 maja się nie powiodła. Nie można mieć do nich nadmiernych pretensji, bo bez względu na to, co by zrobili, Rosja i Prusy szukały rekompensat terytorialnych naszym kosztem.

Czy Pańskim zdaniem Rosjanie potrzebowali targowiczan do interwencji? Czy też była to idea Polaków, którą Katarzyna II wykorzystała po swojemu?

Takie były tradycje polityki rosyjskiej wobec Polski. Podobne sposoby stosowano już wcześniej, a Rosjanie zwykle chcieli mieć polskich partnerów politycznych. Tak było w różnych konfiguracjach od czasów Augusta II.

Poza tym Katarzyna, jako władczyni oświecona, lubiła uchodzić za legalistkę. Nie chciała zatem, żeby ta operacja wyglądała na napaść zbrojną, tylko aby miała pozory interwencji na rzecz strony rzekomo skrzywdzonej. Targowiczanie wmawiali opinii szlacheckiej w Polsce, jak również i Katarzynie - czego ona oczywiście chętnie słuchała - że Konstytucja 3 maja obaliła wolność w Polsce. Tym sposobem caryca znalazła uzasadnienie swej zbrojnej agresji, ponieważ Rosjanie dwukrotnie w czasach stanisławowskich - w roku 1768 i potem w latach 1773-1775 na Sejmie pierwszego rozbioru - gwarantowali formę ustroju Rzeczypospolitej i jej nienaruszalność. Taki był tytuł prawny interwencji, a z kolei zręczniej było ją przeprowadzić na prośbę tych rzekomo skrzywdzonych.


Prof. Piotr Ugniewski - pracownik Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historia nowożytną. Autor m.in.: Między absolutyzmem a jakobinizmem. "Gazeta Lejdejska" o Francji i Polsce 1788-1794 (1998).

 

Fotografia: akces Stanisława Augusta Poniatowskiego do Targowicy, Wikimedia Commons, domena publiczna.