Marek Wierzbicki: agresja sowiecka na Polskę to cios, którego skutki odczuwamy do dziś

17 września 1939 roku Związek Sowiecki bez wypowiedzenia wojny i łamiąc postanowienia paktu o nieagresji wkroczył na wschodnie ziemie Rzeczpospolitej. W efekcie Polska stała się jedynym krajem, który w czasie II wojny światowej musiał stawić czoła dwóm najeźdźcom. Jakie były konsekwencje agresji sowieckiej? I czy można było jej zapobiec? Nad tym zastanawia się prof. Marek Wierzbicki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.


 

Muzeum Historii Polski, Natalia Pochroń: Czy 17 września 1939 roku nastąpił czwarty rozbiór Polski?

Marek Wierzbicki: Można tak powiedzieć. Pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany 23 września 1939 roku przez przedstawicieli III Rzeszy i Związku Sowieckiego zawierał tajny protokół mówiący o podziale Europy Wschodniej na strefy wpływów – niemiecką i sowiecką. Linia tego podziału biegła niemal przez środek państwa polskiego, wzdłuż rzek: Narew, Wisła i San. W taki sposób III Rzesza i Związek Sowiecki podzieliły między siebie terytorium Polski, a agresja Armii Czerwonej z 17 września 1939 roku przypieczętowała ustalenia zawarte w tym pakcie i wcielała je w życie. Więc tak, zdecydowanie można mówić o kolejnym rozbiorze Polski.

MHP: Tajny protokół dołączony do paktu Ribbentrop-Mołotow określał kształt postulowanych granic strefy wpływów. Czy była w nim mowa o agresji zbrojnej?

Marek Wierzbicki: Nie, pakt Ribbentrop-Mołotow i dołączony doń protokół utrzymane były w dyplomatycznym tonie. Sygnatariusze porozumienia zadeklarowali, że „w wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń” na terenach należących do państw bałtyckich i państwa polskiego, strefy interesów Niemiec i ZSRR będą przebiegały wzdłuż określonych granic. Tylko tyle. Nie było mowy o agresji i zbrojnym zajęciu tych ziem, choć oczywiste było, że do tego dojdzie. Porozumienie między Związkiem Sowieckim a III Rzeszą posiadało w sobie widmo wybuchu wojny w Europie, a podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow znacznie ją przyspieszyło. Ośmielony poparciem ZSRR Hitler zdecydował się 1 września 1939 roku uderzyć na Polskę. Wkrótce Stalin poszedł w jego ślady.

MHP: Dlaczego ZSRR zaatakował dopiero 17 września?

Marek Wierzbicki: Zgodnie z ustnymi ustaleniami poczynionymi między dwoma państwami totalitarnymi, Związek Sowiecki miał włączyć się do wojny znacznie wcześniej. Stalin był jednak bardzo ostrożny i uważnie obserwował obrót sytuacji. Chciał sprawdzić czy Niemcy będą w stanie pokonać Polaków oraz czy zachodni sojusznicy Polski – Francja i Wielka Brytania – opowiedzą się po jej stronie i zainterweniują zbrojnie. Dziś wiemy, że chociaż wypowiedziały Niemcom wojnę, nie podjęły żadnych konkretnych działań militarnych. To ośmieliło Stalina. Kiedy zorientował, się że Francja i Wielka Brytania nie zareagują zbrojnie w obronie Polski, a Niemcy zajmują sprawnie posuwają się na wschód, wtedy zdecydował się włączyć do wojny i wkroczyć na wschodnie ziemie Polski.

MHP: Kiedy w ZSRR narodził się pomysł agresji na Polskę? Czy to był wynik podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, czy może pomysł pojawił się już wcześniej?

Marek Wierzbicki: Zdecydowanie pojawił się wcześniej, to był dość długi i skomplikowany proces, mający swoje źródła już w wojnie polsko-bolszewickiej z lat 1919–1921. W swoich działaniach elita sowiecka kierowała się zasadami sformułowanymi jeszcze przez Lenina – rozszerzenia rewolucji proletariackiej na inne kraje Europy, a nawet świata. Kiedy w 1920 roku Polska zatrzymała pod Warszawą rewolucję bolszewicką, komuniści musieli odłożyć w czasie realizację imperialistycznych planów. Nigdy z nich jednak nie zrezygnował.

Od samego początku objęcia władzy Józef Stalin dążył do rozszerzenia rewolucji, między innymi przez doprowadzenie do wojny między państwami kapitalistycznymi i obalenie ładu wersalskiego ustanowionego po I wojnie światowej. To też było na rękę Niemcom, które czuły się pokrzywdzone niesprawiedliwym w ich mniemaniu potraktowaniem przez zwycięskie państwa. Te wspólne dążenia sprawiły, że już w latach dwudziestych XX wieku ZSRR i III Rzesza Niemiecka nawiązały tajną współpracę wojskową.

MHP: Chyba nie na długo? Na dłuższą metę interesy obu państw snujących imperialistyczne plany były przecież nie do pogodzenia.

Marek Wierzbicki: Tak, sytuacja zmieniła się już w latach trzydziestych, gdy władzę w Niemczech objął Hitler. Względy ideologiczne, w tym głównie wrogie nastawienie Führera do komunistów i całego ZSRR spowodowały, że współpraca między państwami na kilka lat została zawieszona. Powrócono do niej w pierwszej połowie 1939 roku. Hitler i Stalin uznali, że mimo dzielących ich kraje różnic ideologicznych, sojusz może posłużyć ich interesom.

Współpraca niemiecko-sowiecka była ogromnym zaskoczeniem zarówno w Europie, jak i na innych kontynentach. Mało tego – był to niemały szok również dla samych komunistów. Dotąd uznawali hitlerowskie Niemcy za swojego głównego wroga, aż tu nagle Stalin kazał im podjąć z nimi współpracę. Oczywiście początkowo. W dłuższej perspektywie interesy obu państw były rzeczywiście sprzeczne i nie do pogodzenia. Stalin podszedł jednak do tego racjonalnie. Jak już wspomniałem, cały czas miał z tyłu głowy plan rozszerzenia rewolucji komunistycznej. Współpraca z Niemcami stwarzała ku temu idealną okazję. Liczył, że uda się ich rękami obalić ład wersalski oraz doprowadzić do wykrwawienia państw kapitalistycznych – wtedy on włączy się do wojny i zrealizuje swój cel.

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Dość szybko okazało się jednak, że na przeszkodzie w jego realizacji stoją Niemcy, które zaczynają coraz bardziej zagrażać imperialistycznym planom Stalina. Prawdopodobnie zaczął więc przygotowywać się do wojny. Hitler okazał się jednak szybszy.

MHP: Czy agresję ZSRR na Polskę można było przewidzieć? Czy pojawiały się jakieś sygnały wskazujące na imperialistyczne zakusy Sowietów?

Marek Wierzbicki: Związek Sowiecki robił wszystko, by uspokoić opinię międzynarodową i przekonać elity zachodnioeuropejskie, że nie ma żadnych imperialnych planów, a głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w Europie jest III Rzesza. Aby uwiarygodnić tę narrację inicjował różne umowy międzynarodowe, traktaty bezpieczeństwa, dbał o członkostwo w organizacjach międzynarodowych. To wszystko miało ukryć jego prawdziwe zamiary i trzeba przyznać, że w dużej mierze mu się to udało. Nawet w Polsce, która z racji trudnych doświadczeń zaboru rosyjskiego czy wojny z 1920 roku miała pewne uprzedzenie do Rosjan, elity polityczne dały się w pewien sposób uśpić propagandzie sowieckiej.

MHP: Czy mogły zrobić coś więcej, żeby zapobiec temu zagrożeniu? Inaczej ukierunkować swoją politykę wschodnią?

Marek Wierzbicki: Trudno powiedzieć. Dziś łatwo nam mówić o tym, co można było zrobić, a czego nie, bo wiemy, jak to się wszystko potoczyło, a czego przedstawiciele ówczesnych elit politycznych wiedzieć nie mogli. Polskie władze widziały agresywną politykę III Rzeszy, która wysuwała coraz odważniejsze roszczenia do kolejnych terytoriów. Wkrótce zażądała również Wolnego Miasta Gdańska i stworzenia na polskich ziemiach eksterytorialnej autostrady. To było wówczas dla Polski największym zagrożeniem. Nikt nie spodziewał się, że Związek Sowiecki przygotowuje w tym czasie plany agresji na Polskę.

MHP: Piłsudski się spodziewał – wielokrotnie przestrzegał przed zagrożeniem ze strony ZSRR. Uważał, że mimo większego prawdopodobieństwa zbrojnego ataku ze strony III Rzeszy, Polska bardziej powinna obawiać się Związku Sowieckiego, bo agresja z jego strony nie wywoła żadnej reakcji państw zachodnich.

Marek Wierzbicki: Tak, ale kiedy Piłsudski żył, polityka III Rzeszy wyglądała nieco inaczej. Okres najbardziej agresywnej polityki niemieckiej nastąpił w zasadzie dopiero po jego śmierci w 1935 roku – wtedy to Niemcy przystąpili otwarcie do budowy potęgi militarnej i łamania postanowień traktatu wersalskiego. Te poczynania zwróciły uwagę większości krajów europejskich, nie tylko Polska dostrzegała rosnące zagrożenie ze strony Niemiec. Związek Sowiecki pozostawał na dalszym planie. Pewnie podwyższoną czujność powinien zwrócić fakt zbliżenia obu państw, tym bardziej, że o ile był on zaskakujący, to wcale nie utajniony.

Już na drugi dzień po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow o nim, jak i o tajnym protokole zawierającym plany podziału Europy Wschodniej, dowiedziała się dyplomacja i wywiad brytyjski, potem amerykański, francuski i włoski, a nawet rządy Estonii, Łotwy i Japonii. Nic jednak z tym nie zrobiono.

MHP: Czyli Piłsudski miał rację.

Marek Wierzbicki: W pewnym sensie tak. Postawa Francji i Wielkiej Brytanii wobec Związku Sowieckiego w początkowym okresie wojny była dość niejednoznaczna, w zasadzie w żaden sposób nie zareagowały one na fakt agresji na Polskę z 17 września.

MHP: Agresja na Finlandię w listopadzie 1939 roku spotkała się za to ze znacznie bardziej zdecydowaną reakcją Zachodu. Skąd ta zmiana?

Marek Wierzbicki: Nie wiadomo do końca, dlaczego państwa zachodnie zareagowały akurat wtedy, ale faktem jest, że odpowiedziały z dużo większą stanowczością. Dopiero wówczas uznały ZSRR za agresora i wyrzuciły go z Ligi Narodów. W pewnym momencie rozważały nawet wysłanie do Finlandii korpusu ekspedycyjnego złożonego z sił brytyjskich, francuskich i polskich. Ostatecznie jednak plany nie doszły do skutku, a po kapitulacji Francji w walkach z III Rzeszą temat jakichkolwiek działań ofensywnych wobec Związku Sowieckiego całkowicie zaniknął. Nie ma się jednak co dziwić zachowawczej postawie zachodnich sojuszników wobec agresji ZSRR na Polskę – sam rząd polski zachował się niejednoznacznie.

MHP: Dlaczego?

Marek Wierzbicki: Władze polskie były zaskoczone atakiem sowieckim, zupełnie się go nie spodziewały. Przy tym zdawały sobie sprawę, że niezależnie od tego, jak rozwinie się sytuacja na wschodnich terytoriach i jakie intencje ma Związek Sowiecki, nie są w stanie walczyć na dwa fronty. Trzeba pamiętać, że to jedyny taki przypadek w historii II wojny światowej, że jedno państwo zostało zaatakowane przez dwie armie, a dla ścisłości w zasadzie przez trzy - od południa uderzyła również Słowacja. Polska znalazła się niejako w potrzasku.

Dodatkowo władze polskie nie wiedziały co myśleć o wkroczeniu Armii Czerwonej – tym bardziej, że sowiecka propaganda głosiła, że Sowieci przychodzą z pomocą, bronić ludność cywilną – niektórzy wykrzykiwali nawet, że wkraczają do Polski „bić Germańca”. To powodowało ogromną dezorientację. W efekcie rząd nie zdecydował się na wypowiedzenie wojny, ani nawet otwarte stwierdzenie zaistnienia stanu wojny między Polską a ZSRR.

MHP: W 1932 roku Polska i ZSRR podpisały pakt o nieagresji, przedłużony finalnie do 1945 roku. Jak w świetle tego faktu Rosjanie uzasadnili agresję na Polskę?

Marek Wierzbicki: O godzinie 3:00 na ranem ambasador Polski w Moskwie Wacław Grzybowski otrzymał notę od Wiaczesława Mołotowa, komisarza spraw zagranicznych ZSRR, z której wynikało, że państwo polskie przestało istnieć, wobec czego wojska sowieckie zmuszone są wkroczyć na terytorium Polski by wziąć w obronę bliską Rosjanom kulturowo mniejszość białoruską i ukraińską. To było oczywiście kłamstwo – wojska polskie stawiały jeszcze opór Niemcom, a rząd polski przebywał w Warszawie na terytorium swojego kraju. Nie było mowy o żadnym rozpadzie państwa polskiego. Grzybowski nie przyjął więc noty, ale nic to nie dało. Związek Sowiecki stosował politykę faktów dokonanych – kilka godzin później Armia Czerwona wkroczyła na ziemie polskie.

MHP: W opublikowanym w 2020 roku na łamach „The National Interest” artykule Putin stwierdził, że gdyby ZSRR nie zajął połowy Polski, „miliony ludzi różnych narodowości zostałoby rzuconych na pożarcie nazistom i ich lokalnym poplecznikom – antysemitom i radykalnym nacjonalistom”.

Marek Wierzbicki: Propaganda sowiecka przekonywała, że Armia Czerwona wkracza na wschodnie ziemie polskie, by chronić tamtejszą ludność białoruską i ukraińską tak przez Niemcami, jak i polskimi panami, zagrażającymi jej istnieniu. Jak widać, taką narracją Rosjanie posługują się do dziś – zresztą nie tylko w stosunku do wydarzeń z września 1939 roku. Dokładnie tak samo działają obecnie. Wystarczy spojrzeć na to, w jaki sposób Rosja uzasadniła atak na Ukrainę – Putin przekonywał, że musi przyjść z pomocą ludności cywilnej, chronić ją przed jej własnym faszystowskim rządem, który zagraża jej istnieniu. Brzmi znajomo, prawda? Dalszy schemat działania też jest uderzająco podobny – masowy terror, rabunki, grabieże…

MHP: Propaganda sowiecka mówiła też o entuzjastycznym powitaniu wojsk sowieckich przez ludność mieszkającą na terenach dzisiejszej zachodniej Białorusi i Ukrainy. Jak było naprawdę? Jak ludność zareagowała na wkroczenie Armii Czerwonej?

Marek Wierzbicki: Reakcje były zróżnicowane. Duża część mniejszości narodowych reagowała życzliwie lub co najmniej neutralnie na agresję sowiecką. Wynikało to w dużej mierze z niewłaściwej polityki narodowościowej państwa polskiego przed wojną, skutkującej dyskryminacją mniejszości narodowych. Ale także z warunków gospodarczych panujących na tych ziemiach. Pamiętajmy, że wschodnie połacie II Rzeczpospolitej były w większości bardzo ubogie, zamieszkiwane przez ludność biedną, a do tego żyjącą w poczuciu dyskryminacji i wyzysku przez polskie elity. Wojska sowieckie wkraczając na te ziemie mówiły o obronie biednych i obaleniu polskich panów, o stworzeniu państwa robotników i chłopów, przyznaniu im podmiotowości politycznej, wprowadzeniu zasad równości i sprawiedliwości społecznej. Takie hasła padały na podatny grunt.

MHP: Chyba jednak nie u wszystkich – wystarczy spojrzeć na bohaterską obronę Grodna…

Marek Wierzbicki: Tak, ludność polska w większości zajęła negatywną postawę wobec nowej władzy, wyrażając czynny lub bierny sprzeciw. Najbardziej wymownym przykładem jest tu rzeczywiście Grodno. Przez trzy dni ludność cywilna razem z wojskiem bohatersko broniła miasta przed atakami sowieckich wojsk pancernych. Niestety nie udało się ich powstrzymać. Konsekwencje walk były tragiczne. Po zdobyciu miasta sowiecka policja polityczna rozstrzelała trzystu obrońców miasta – zarówno żołnierzy, jak i cywilów. Podobnie postępowano zresztą z każdym, kto stawiał opór Sowietom. Jakiekolwiek przejawy oporu wobec Armii Czerwonej były uznawane za działalność kontrrewolucyjną i karane śmiercią. Nie dotyczyło to zresztą tylko Polaków.

Chociaż początkowo władze sowieckie poczyniły pewne ustępstwa na rzecz narodu białoruskiego i ukraińskiego, nie potrwało to długo. Okres pewnego upodmiotowienia ich kultury skończył się bezwzględną sowietyzacją tych terenów, a zmianom tym towarzyszyły brutalne represje, aresztowania, deportacje, masowe mordy. To powodowało że większość ludności, która początkowo popierała agresję sowiecką, szybko zmieniła swoje nastawienie.

MHP: Mimo tego na Białorusi pozytywnie postrzega się dziś tę agresję, 17 września obchodzony jest tam jako Dzień Jedności Narodowej.

Marek Wierzbicki: To w dużej mierze efekt obecnych rządów na Białorusi, które pełnymi garściami czerpią z tradycji i wzorców państwa sowieckiego. Dla Białorusinów agresja Związku Sowieckiego na Polskę była aktem zjednoczenia ziem utraconych przez nich w wyniku traktatu ryskiego z 1921 roku. Dlatego pozytywnie postrzegają tę agresję, traktują ją jako święto narodowe. Inaczej jest w przypadku Ukraińców – większość z nich raczej negatywnie ocenia atak ZSRR na Polskę, co wynika z ich własnych doświadczeń. Po krótkim okresie ukrainizacji życia na południowo-wschodnich terenach Rzeczpospolitej, ludność ukraińska została poddana brutalnym represjom sowieckim. Szczególnie ucierpieli działacze ukraińskiego ruchu narodowego. Ukraińcy o tym pamiętają i podchodzą do tej agresji raczej negatywnie, chociaż uważają, że doprowadziła ona do wzrostu znaczenia ukraińskiej kultury.

MHP: Jakie konsekwencje pociągnęła za sobą agresja ZSRR na Polskę?

Marek Wierzbicki: W wyniku agresji na Polskę oraz inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej Związek Sowiecki znacznie poszerzył swoje terytorium. Część z zajętych przez niego ziem nigdy już do tych krajów nie wróciła. Mało tego, Stalin przejął nad niektórymi krajami kontrolę. Elity polityczne stawiające opór nowej władzy zostały wymordowane, a w ich miejsce stworzono nowe, podporządkowane ZSRR. W ten właśnie sposób Stalin pośrednio wcielił w życie plany ekspansji na Europę Środkowo-Wschodnią, uniezależniając ją od siebie na blisko pięćdziesiąt lat. To wszystko zaczęło się z chwilą agresji na Polskę.

MHP: Czy w jakiś sposób odczuwamy te konsekwencje również dziś?

Marek Wierzbicki: Zdecydowanie tak. Najważniejszą z nich widzimy spoglądając na mapę – 52% terytoriów utraconych przez Polskę już nigdy do niej wróciło. W dużej mierze były to ziemie od wieków ważne dla polskiej kultury i tożsamości. Ponieważ Związek Sowiecki znalazł się po stronie zwycięzców II wojny światowej, o ich odzyskaniu nie było mowy. Pojawiały się wprawdzie głosy wzywające do walki o ziemie utracone – po wojnie idee te szczególnie żywe były wśród polskiej emigracji. Były to jednak nadzieje bez szans spełnienia. Po upadku ZSRR i uniezależnieniu się Polski przyjęto koncepcje wyrażane przez red. Jerzego Giedroycia i środowisko paryskiej „Kultury”, mówiące o tym, że należy raczej zadbać o pojednanie z narodami Europy Wschodniej i uznać ich ambicje państwowotwórcze, niż walczyć o odzyskanie utraconych ziem. I tak też się stało. Pogodziliśmy się z utratą tych ziem, chociaż niewątpliwie był i nadal jest to ogromny cios. W wyniku tej agresji pewien ważny i wieloletni etap polskiej historii bezpowrotnie minął.

 

Rozmawiała Natalia Pochroń

 

Fot. Parada sowiecka we Lwowie 1939 r., Domena Publiczna

 

2022-09-21