Szastanie losem 3 milionów ofiar musi wzbudzić sprzeciw.

Piotr Cywiński, Dyrektor Muzeum Auschwitz, komentuje tekst w „The New Yorker”


- Artykuł Mashy Gessen z najnowszego wydania tygodnika The New Yorker przywitał Pan z niedowierzaniem. Dlaczego?

Tekst opublikowany w The New Yorkerze zawiera tyle kłamstw i przeinaczeń, że trochę wierzyć mi się nie chce, by był to zbieg okoliczności. Gdy rzecz dotyczy Zagłady, to każda próba zniekształcenia prawdy historycznej jest bardzo niebezpieczna. Dotyczy to wszelkich form negacjonizmu, rewizjonizmu i zakłamywania prawdy historycznej.

- Głównym tematem tekstu są jednak historycy którym wytoczono w Polsce proces…

Gdy czytam lead, który wielkimi literami mówi, że „to exonerate the nation of the murders of three million Jews, the Polish government will go as far as to prosecute scholars for defamation” [„dla uwolnienia od winy narodu, który jest odpowiedzialny za zamordowanie trzech milionów Żydów, polski rząd posunie się nawet do ścigania naukowców za oszczerstwa”], to w mniejszym stopniu mam ochotę zauważyć, że proces do którego się odnosi Masha Gessen, jest pozwem prywatnym procedowanym na bazie prawa cywilnego, do której to formy ochrony każdy ma prawo. Zdecydowanie najbardziej szokujące jest założenie, że to naród (jednoznacznie wskazany w tym samym zdaniu, mówiącym o polskim rządzie) jest odpowiedzialny za wymordowanie 3 milionów Żydów.

- Te oskarżenia uważa Pan nie tylko za pozbawione podstaw, ale też obraźliwe.

Historia była bardzo złożona, ale sprowadzanie całej Polski do dziejów kolaborantów, szmalcowników, donosicieli czy morderców jest kłamstwem historycznym. Nie wiem, jaka jest wiedza Mashy Gessen o II wojnie światowej i przebiegu Holokaustu, ale tak jak nie wypowiadam się w kwestii fizyki kwantowej, na której się nie znam, tak i ona powinna zamilknąć, jeśli ma tylko tyle do powiedzenia. Inaczej zwyczajnie neguje istnienie sprawców, którzy wprowadzili w Niemczech ustawy norymberskie, napadli zbrojnie na wiele państw Europy, dokonali ustaleń na konferencji w Wannsee, pozamykali Żydów w gettach, głodzili, okradali, wywozili całymi rodzinami do Kulmhof, do Bełżca, do Sobiboru, do Treblinki, do Auschwitz-Birkenau i wielu innym miejsc zbrodni. Owszem – były przypadki denuncjacji, kolaboracji czy wręcz mordów dokonanych na Żydach przez Polaków. Tego nikt nie podważa. Ale tak lekkomyślne szastanie losem 3 milionów ofiar wzbudzić musi jedynie sprzeciw. W tym przypadku obraża ofiary Zagłady, obraża wielu Ocalałych, na dwa tygodnie przed Yom ha-Shoah… Ale także obraża ostatnich żyjących amerykańskich weteranów, którzy z ogromnym poświęceniem parli na Berlin, a nie na Warszawę.

- A zatem, w warstwie historycznej, Masha Gessen mija się z prawdą?

Bez wątpienia. I prawdziwy dziennikarz, zawodowy komentator, powinien wiedzieć, że gdy pisze takie kłamstwa jak w powyższym cytacie, to tym samym niszczy prawdę. W treści swego artykułu Masha Gessen w kilku miejscach zauważa miejsce nazistowskich Niemiec w dziejach Holocaustu, ale czyni to jakby od niechcenia. Tymczasem większość czytelników zauważy i zapamięta lead. Temu służą leady. Przynajmniej w uczciwym dziennikarstwie.

Dr Piotr M. A. Cywiński - polski historyk mediewista, działacz społeczny, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, współtwórca i prezes Fundacji Auschwitz-Birkenau.
 

 

Grafika: Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Birkenau), widok z rampy wewnątrz obozu, 1945
Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha / CC-BY-SA 3.0

2021-03-27