Polskie tradycje wielkanocne

Obchody Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych  przybierały w zależności od regionu Polski inne formy i oprawę. Wśród zwyczajów powszechnie znanych, były też takie, które kultywowano tylko w wybranych miejscowościach. Spróbujmy się bliżej przyjrzeć tej różnorodnej ludowej tradycji wielkanocnej.

Małopolskie pucheroki

W Niedzielę Palmową w niektórych małopolskich wsiach m.in. w Bibicach, Zielonkach, Tomaszowicach i Trojanowicach można zobaczyć chłopców z pomalowanymi na czarno twarzami,  ubranych w kożuchy i w wysokie stożkowate czapki z bibuły. Chłopcy wygłaszają śmieszne wierszyki i śpiewają piosenki, za co otrzymują drobne podarki.

Zwyczaj ten nazywany pucherokami wywodzi się od łacińskiego słówka „puer”, czyli „chłopiec” i odnosi się do dawnych kwest krakowskich żaków, którzy wygłaszali w kościołach żartobliwe oracje. Z czasem, kiedy zakazano chłopcom wystąpień w kościele, przenieśli się na podkrakowskie wsie.

W miejscowości Lednica Górna do dzisiaj można spotkać czarną usmoloną postać zwaną Siuda Babą. Ten ludowy zwyczaj związany jest ze słowiańskimi obrzędami wypędzania zimy. Według legendy, w świątyni pod Kopcową Górą ognia strzegła kapłanka, która wychodziła z niej tylko raz do roku na wiosnę, by poszukać swojej następczyni. Kiedyś panny przed Siuda Babą uciekały, teraz uważa się, że poczernienie twarzy to dobra wróżba, zwiastująca pomyślny rok a dla panien szybkie zamążpójście.

W samym Krakowie w Poniedziałek Wielkanocny można wybrać się na odpust i związany z nim targ świąteczny Emaus. Zwyczaj ten wiążę się z popularną niegdyś w Europie tradycją odwiedzania w drugi dzień świąt wielkanocnych kościoła znajdującego się poza miastem. Tradycja ta nawiązuje do spotkania zmartwychwstałego Jezusa z uczniami po drodze do biblijnej wsi Emaus.  

Początkowo krakowski Emaus był uroczystym spacerem mieszczan krakowskich, którzy nawiedzali Kościół św. Augustyna i św. Jana Chrzciciela sióstr Norbertanek, znajdujący się około półtora kilometra od bram średniowiecznego Krakowa. 

Pierwsza wzmianka o krakowskim odpuście pochodzi z rękopisu sekretarza legata papieskiego Giovanniego Paolo Mucantiego, który przebywał w Krakowie pod koniec XVI wieku:

W poniedziałek wielkanocny poszedłem oglądać kościół, który nazywają Emaus, gdzie zbiera się wielki tłum obojga płci. Wszystka młodzież i żacy zachowują dawny zwyczaj noszenia dnia tego różdżki wierzbowej, na której rozwinięte są bazie.

Z czasem krakowski Emaus przerodził się w ludową zabawę, rodzaj odpustu, w którym w XIX wieku brała udział znaczna część mieszkańców Krakowa. 

Co najmniej od XVII wieku we wtorek po świętach, który kiedyś był także dniem świątecznym, w Krakowie obchodzono rękawkę. Korzenie tego zwyczaju wiążą się z tradycją obchodzonych wiosną słowiańskich Dziadów. Po stoku kopca Kraka zamożni krakowianie zrzucali jajka, jabłka, pierniki a także pieniądze, które trafiały do rąk dzieci i biedniejszej ludności.

Później przeniesiono tradycyjną zabawę na górę św. Benedykta i połączona została z odpustem koło kościoła św. Benedykta na Krzemionkach.

Z Wielkim Piątkiem nieodłącznie związane są misteria Męki Pańskiej. Najsłynniejsze widowiska pasyjne odbywają się w Kalwarii Zebrzydowskiej. Opiekę nad tym misterium sprawują bernardyni, a poszczególne postacie ewangeliczne odgrywane są przez mieszkańców pobliskich wsi.

Podkarpackie Turki

Zwyczaj wystawiania w kościołach straży grobowej znany był  już w XVII wieku. W mniejszych miejscowościach straż pełnili żołnierze lub odświętnie ubrani mieszkańcy.

W niektórych rejonach kraju, na przykład na ziemi rzeszowskiej, strażnicy byli wyposażeni w egzotyczne turbany lub tureckie krzywe szable. Takich strażników nazywano turkami. Być może  zwyczaj ten  ma korzenie w czasach odsieczy wiedeńskiej. Według podań polscy żołnierze ubrani w zdobyczne tureckie stroje wrócili dopiero na Wielkanoc w 1684 r. Udali się wprost do kościoła chcąc podziękować Bogu za szczęśliwy powrót do rodzinnych miejscowości i zaciągnęli wartę przy grobie Chrystusa.

Obecnie turki pełnią nadal straż przy grobie m.in. w Radomyślu nad Sanem. W niedzielę po rezurekcji odbywa się często wojskowy przemarsz kolorowo ubranych turków po wsi, podczas którego obchodzą gospodarstwa i składają  mieszkańcom życzenia.

Śląski śmiergust

Dawniej na Śląsku, żeby uchronić się przed powodziami i innymi klęskami, z poświęconych palemek robiło się krzyżyki, które w Wielki Czwartek zostawiano na polach, aby uchroniły uprawy przed gradem i szkodnikami. Podczas tej czynności trzeba było zachować milczenie, bo inaczej zbiory mogły być nieudane.

Śmiergust to inny stary wielkanocny zwyczaj kultywowany do dziś w miejscowości Wilamowice. Przypomina on obecną w innych rejonach Polski tradycję oblewania panien wodą w Poniedziałek Wielkanocny, ale ma swoją własną oprawę.

Pierwszy raz ten zwyczaj opisał nauczyciel i badacz lokalnego folkloru Józef Latosiński w Monografii miasteczka Wilamowic z 1909 roku: „(…) W drugie święto Wielkiejnocy, popołudniu, przebierają się młodzieńcy za dziewczęta, a dorosłe dziewczęta za młodzieńców, czasem w maski i wśród dźwięków harmonii obchodzą domy lejąc wodą przechodniów; obchód ten zowie się „śmirgust”. (…)”

Do dzisiaj w Lany Poniedziałek lub w wigilię tego dnia przebierańcy oblewają wodą młode dziewczyny na rynku w Wilamowicach.

Śmierguśnicy, którymi są najczęściej młodzi mężczyźni, przebrani są w stroje uszyte z resztek kobiecych różnobarwnych ubrań. Na twarzach noszą maski a na głowach kapelusze z kwiatami z bibuły, co ma symbolizować zbliżającą się wiosnę.

Co ciekawe, w innym rejonie Polski ‒ w Dobrej koło Limanowej, można było spotkać dziady śmigustne czyli maszkarony z maskami zrobionymi ze skóry, które chodzą po domach w poszukiwaniu młodych panien aby je porwać i … wrzucić do rzeki.

Kurek dyngusowy na Mazowszu

Tradycje wielkanocne były szczególnie bogate na Ziemi Łowickiej były a część z nich jest kultywowana do dziś, szczególnie wśród starszych osób. Po poświęceniu palmy i przyniesieniu jej do domu trzeba było konieczne zjeść jednego wierzbowego kotka. Wierzono, że chronią one od bólu gardła, głowy czy bólu brzucha. W koszyczku ze święconką w Łowiczu i jego okolicach znajdowały się potrawy, których nie było w innych regionach: tzw. trzęsionka, czyli galareta z zimnych wieprzowych nóżek, prostokątne drożdżowe placki wielkanocne czy masło. Pisanki ozdabiano specjalnie przygotowanymi na ten cel  kolorowymi łowickimi wycinankami z papieru. Na Mazowszu tworzono także wydmuszki oklejone rdzeniem sitowia i kolorową włóczką, co tworzyło piękne ornamenty. Kolejnym zwyczajem, który przetrwał do dzisiejszych czasów jest tradycja obchodzenia przez mężczyzn pól należących do wsi w nocy z niedzieli na Poniedziałek Wielkanocny. Podczas tej procesji mężczyźni niosą chorągiew i wtykają w przydrożne miedze gałązki palm wielkanocnych, co ma zapewnić urodzaj.

W Poniedziałek Wielkanocny na Mazowszu w chodzono z kurkiem dyngusowym. Początkowo był to żywy kogut,który symbolizował siłę odradzającej się przyrody, później zastąpiono kogutem drewnianym czy ulepionym z gliny lub upieczonym z ciasta. Kogut był przewożony przyozdobionym dwukołowym wózkiem  przez chłopców, którzy obchodzili z nim całą wieś. Odwiedzali z kurkiem każdego gospodarza i zbierali  „dyngus” ‒ świąteczne potrawy i pisanki.

Pogrzeb żuru na Kujawach

Niegdyś bardzo rygorystycznie przestrzegano czterdziestodniowego postu, podczas którego nie jedzono nie tylko mięsa ale także często nabiału i cukru.

Na Kujawach wraz z końcem postu z ulgą żegnano niektóre potrawy.  W Wielki Piątek wśród przyśpiewek wynoszono z domu i zawieszano na wierzbie wyciętego z drewna lub tektury śledzia, a gar wypełniony żurem zakopywano w ziemi lub wylewano. Po takim symbolicznym pogrzebie żuru i powieszeniu śledzia zabierano się za przygotowanie świątecznych wielkanocnych potraw.

Przywołówki to kujawski wielkanocny zwyczaj sięgający początków XIX wieku. Polegał on na przywoływaniu młodych dziewcząt przez chłopców. Mieszkańcy Szymborza (dziś dzielnicy Inowrocławia) spotykali się na placu, a  młodzieńcy wspinali się na jakieś podwyższenie i wygłaszali wierszyki dotyczące miejscowych panien.

Kujawy słynną także z kraszanek, czyli pisanek barwionych na jeden kolor i ozdabianych cienkim dłutem w unikalne wzory. Nazwa pochodzi od słów krasić czyli barwić, bo kraszanki to jajka gotowane w barwnym wywarze, dawniej uzyskiwanym z łupin cebuli, kory dębu, soku z buraka czy pędów młodego żyta.

Jałowiec na Kaszubach

Na Kaszubach podczas śmigusa-dyngusa nie oblewano się wodą,  ale smagano się gałązkami jałowca bądź brzozy po nogach i łydkach.  Co ciekawe słowo śmigus pierwotnie oznaczało właśnie uderzenie gałązką. Woda jednak pojawia się także w kaszubskich tradycjach wielkanocnych, bo wierzono, że kąpiel w rzece lub jeziorze w jeden ze świątecznych dni ma uchronić przed chorobami przez  kolejny rok.  Żeby tak się jednak stało, nie wolno było oglądać się za siebie w drodze powrotnej do domu ani z nikim wtedy nie rozmawiać.

Podlaskie bitki-wybitki

Na Podlasiu uroczystość święcenia palm wielkanocnych nazywano Wierbnicą.  Po powrocie z kościoła istniał zwyczaj uderzania wierzbowymi palemkami  domowników,  wypowiadając słowa: „Nie ja biję, wierzba bije”, co miało zapewnić zdrowie. Istniało również wierzenie, że całoroczne trzymanie w domu poświęconych gałązek gwarantuje rolnikom udane plony. Nadal popularna w tym rejonie jest gra jajkami w bitki-wybitki. Polega ona na tym, że dwie osoby stukają się wzajemnie ugotowanymi jajkami. Wygrywa ten, który stłucze jajko przeciwnika jako pierwszy. Zwycięzca zabiera oba jajka i sprawdza swe umiejętności z kolejną osobą.

Wileńskie palmy

Na Kresach na tydzień przed Palmową Niedzielą gospodynie nie piekły chleba, dopiero w Wielkim Tygodniu zabierały się do wypieków. Na Wielką Sobotę "paska" (chleb) musiała być gotowa, wypiekano ją z mąki razowej, pszennej i żytniej, czasem gryczanej, częściowo na drożdżach, częściowo na zakwasie. Niesiono ją do kościoła razem z pisankami i chrzanem do święcenia. Następnego dnia każdy dostawał kawałek święconego chleba, także zwierzęta.                            

W domu ziemiańskim podczas świątecznego posiłku biały obrus przystrojony często był zielonym widłakiem, którego pędy wcześniej zrywano w okolicznych lasach. Na tak ustrojonym stole po porannej mszy rezurekcyjnej jadało się m.in. pieczone prosię z malowanym jajkiem włożonym w ryjek.

Zarówno wśród katolików, jak i prawosławnych powszechny był zwyczaj zwany wołoczebne. Oto drugiego dnia Świąt Wielkanocnych starsi chłopcy chodzili po wsiach i dworach i podchodząc po okna śpiewali „Wesoły nam dziś dzień nastał” lub inne wielkanocne pieśni. Gospodarz w podziękowaniu ofiarowywał im coś ze świątecznych przysmaków.

Na dawnych Kresach wciąż popularna jest, podobnie jak na Podlasiu, gra jajkami w bitki. Typowo wileńskim obyczajem jest kaczanie jaj- czyli toczenie jajek po pochyło ustawionym drewnianym korytku w ten sposób, by trafić jak najwięcej jaj leżących na samym dole. 

Nie można też zapomnieć o słynnych palmach z Wileńszczyzny, które wyrabiane są z ponad pięćdziesięciu kwiatów i ziół zbieranych i suszonych w różnych porach roku.  Wileńskie palmy można nabyć m.in. podczas tradycyjnego jarmarku odpustowego Kaziuki, który od czterystu lat odbywa się w Wilnie i jest związany z osobą patrona tego miasta ‒ św. Kazimierzem Jagiellończykiem.

2020-04-08