Kornel Morawiecki (1941-2019)

Kornel Morawiecki urodził się 3 maja 1941 r. w okupowanej przez Niemców Warszawie. Jego rodzice, Michał i Jadwiga, pobrali się niedługo przed wybuchem wojny. Pod jej koniec urodziła się siostra przyszłego twórcy Solidarności Walczącej - Zofia, a w 1953 r. brat Ryszard.


Kornela Morawieckiego kształtowało dorastanie w zrujnowanej Warszawie, obserwowanie ludzi pokiereszowanych przez wojnę, patriotyczne tradycje rodziny a także zamiłowanie do literatury, w tym szczególnie do polskiej poezji. Wielokrotnie wspominał również rolę odegraną w tym czasie przez niektórych nauczycieli i księży. Wszystko to wzbudzało w nim  pragnienie służby. Jego wyrazem stał się wybór kierunku studiów. Morawiecki zamierzał zostać lekarzem, nie udało mu się jednak dostać na warszawską Akademię Medyczną.


Podjął wówczas decyzję, która wpłynęła na całe jego życie - został studentem fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Ze stolicą Dolnego Śląska pozostał związany do końca życia. Poza nauką pociągały go górskie wędrówki i żeglarstwo. W duszpasterstwie akademickim poznał dawnego kapelana Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - ks. Stanisława Kluza. Dzięki niemu poznał wydane przez paryską "Kulturę" pisma Simone Weil. Myśl tej filozof i mistyczki wywarła na nim duże wrażenie.


W duszpasterstwie Kornel Morawiecki poznał Jadwigę. Mimo sporej różnicy wieku para szybko zdecydowała się na ślub - pan młody miał zaledwie 18 lat. Rok później na świat przyszła ich córka Anna, później urodziły się Marta i Magdalena, która ku rozpaczy rodziców po kilku miesiącach zmarła. W 1968 r. w rodzinie pojawił się syn Mateusz (Kornel sam odbierał poród), a pięć lat później jako ostatnia - Maria.


Po ukończeniu studiów Morawiecki został asystentem na Uniwersytecie Wrocławskim, pracował w Instytucie Fizyki Teoretycznej, w 1970 r. obronił pracę doktorską. Trzy lata później przeniósł się do Instytutu Matematyki Politechniki. Niezależnie od pracy naukowej i dydaktycznej wciąż pochłaniał ogromne ilości książek, prowadził ożywione dyskusje na rozmaite tematy. Stopniowo dojrzewało w nim przekonanie o konieczności zaangażowania się w sprawy społeczne.


Przełomem stały się wydarzenia Marca '68. Morawiecki uczestniczył w posiedzeniu Rady Wydziału Fizyki, Matematyki i Chemii, która jako jedyna we Wrocławiu przyjęła uchwałę wyrażającą solidarność ze studentami i protest wobec poczynań władz. Wraz z grupą przyjaciół wykonał (metodą odbitek fotograficznych) i kolportował ulotki wzywające do protestu w czasie pochodu pierwszomajowego. Kończyło je wezwanie: "Dajmy wyraz naszym żądaniom prawdy, wolności, poprawy warunków bytu. Bo nie ma chleba bez wolności!".
Kolejne ulotki rozpowszechniano po interwencji wojsko Układu Warszawskiego w Czechosłowacji (sierpień 1968 r.), samospaleniu Jana Palacha (styczeń 1969 r.), w pierwszą rocznicę wydarzeń marcowych i w Grudniu '70. Wszystkie sygnowano nazwą (nieistniejącego w rzeczywistości) Komitetu Studentów Uczelni Wrocławia. Teksty pisał Morawiecki, lider grupy. Członkowie grupy Morawieckiego malowali też napisy na murach. Mimo tak dużej aktywności SB nie wpadła na ich trop.


Na początku lat 70. młody wykładowca wydzierżawił pół hektara ziemi w Pęgowie, wiosce położonej w pobliżu Obornik Śląskich. Postanowił samodzielnie wybudować na niej dom letniskowy, co przy braku funduszy było nie lada wyzwaniem. Budulcem stały się belki z wyburzanych kamienic. Dom powstawał z pomocą znajomych i przyjaciół. Przy okazji dyskutowano, prowadząc długie rozmowy przy ognisku. Zwyczaj ten kontynuowano po zakończeniu budowy "Kornelówki". W ten sposób poszerzał się krąg ludzi otaczających Morawieckiego, darzących się wzajemnym zaufaniem, wielu z nich towarzyszyło mu później w działalności podziemnej.
W miarę zaostrzania się kryzysu PRL coraz częściej tematyka rozmów związana była z polityką. Kornel Morawiecki kolportował pojawiającą się bibułę, zbierano pieniądze na pomoc dla represjonowanych i podpisy pod listami protestacyjnymi. W 1979 r. gospodarz "Kornelówki" razem z przyjaciółmi przygotował na powitanie Jana Pawła II w Ojczyźnie biało-czerwony transparent z napisem "Wiara/Niepodległość". Wraz z nim towarzyszyli Ojcu Świętemu w pamiętnej mszy na placu Zwycięstwa w Warszawie. Gdy w Częstochowie transparent przechwycili funkcjonariusze SB, wykonano nowy.


W tym czasie Kornel Morawiecki był już postacią dobrze znaną we wrocławskim środowisku opozycyjnym. Nic więc dziwnego, iż poproszono go o przejęcie kierownictwa redakcji "Biuletynu Dolnośląskiego", wydawanego w "drugim obiegu" przez Klub Samoobrony Społecznej. Nowy redaktor naczelny szybko zorganizował sprawną sieć druku i kolportażu. Po raz kolejny wykazał się także umiejętnością nawiązywania kontaktów i zdobywania zaufania. Do działalności wciągał nowych ludzi, w tym wybranych studentów i współpracowników z uczelni.
Równie szybko ujawniła się też różnica poglądów z przedstawicielami warszawskich salonów opozycyjnych. Gdy w grudniu 1979 r. wojska sowieckie najechały Afganistan, Morawiecki pojechał do Warszawy, by zorganizować szerszy protest polskiej opozycji. Pomysł ten uznano jednak za zbyt radykalny. W tej sytuacji redakcja "Biuletynu Dolnośląskiego" wraz z dolnośląskim Klubem Samoobrony Społecznej wydała oświadczenie potępiające agresję.


Wiosną 1980 r. zorganizowano dużą akcję kolportażu ulotek wzywających do bojkotu "wyborów" do Sejmu PRL. Szczególne znaczenie miała jednak działalność redakcji "Biuletynu Dolnośląskiego" w sierpniu 1980 r. Wydrukowano wówczas ulotki z treścią postulatów gdańskich, które Morawiecki wraz ze współpracownikami rozkładał w tramwajach i autobusach. Nie ulega wątpliwości, że akcja ta przyczyniła się do wybuchu strajku we Wrocławiu 26 sierpnia 1980 r.


W sposób naturalny redaktor "Biuletynu Dolnośląskiego" włączył się w tworzenie i działalność NSZZ "Solidarność". Został wybrany delegatem zarówno na zjazd regionalny, jak i krajowy. Nie zaniedbywał jednak regularnego wydawania pisma. Nowe możliwości wykorzystał do jego rozwoju, zachowując jednak zasady konspiracji, zwłaszcza w kwestii druku (kolportaż w tym czasie prowadzono praktycznie jawnie).
Przed I Krajowym Zjazdem Delegatów w "Biuletynie" ukazało się posłanie moskiewskiej grupy opozycyjnej, określającej się jako komitet założycielski Wolnych Związków Zawodowych w ZSRR. Ten numer pisma Morawiecki kolportował wśród delegatów. Swoistą odpowiedzią na list zza wschodniej granicy było Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej, przyjęte przez zjazd 8 września.


W tym czasie Morawiecki od dawna był już inwigilowany przez SB. Publikacja posłania, a także apeli skierowanych do żołnierzy sowieckich spowodowały rozpoczęcie także postępowania karnego. 14 września, w przerwie między dwiema turami zjazdu, wrocławski opozycjonista został zatrzymany. W jego obronie wystąpił rektor Politechniki, a także regionalne władze Solidarności. Pod groźbą strajku Morawiecki został zwolniony. W rozpoczętym wkrótce procesie odpowiadał z wolnej stopy. Sprawa nie zakończyła się przed wprowadzeniem stanu wojennego.


Nocą z 12 na 13 grudnia dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności Kornel Morawiecki uniknął internowania. Natychmiast rozpoczął organizowanie oporu przeciwko wojskowej juncie. Dzięki ukrytym zasobom redakcji "Biuletynu Dolnośląskiego" już 14 grudnia możliwe stało się wznowienie pisma regionu dolnośląskiego Solidarności - "Z Dnia na Dzień". Struktury organizowane przez Morawieckiego stały się, zwłaszcza po spacyfikowaniu strajków, podporą Regionalnego Komitetu Strajkowego NSZZ "Solidarność" Dolny Śląsk. Wydawane regularnie pismo było znakiem, że związek żyje.


Morawiecki z pasją tworzył struktury podziemne, szczególnąwagę przywiązując do rozbudowy sieci drukarni i kolportażu. Szybko rozpoczęto także przygotowania do emisji podziemnych audycji radiowych. Stopniowo narastało jednak napięcie z liderem Regionalnego Komitetu Strajkowego (RKS), Władysławem Frasyniukiem. Główną osią sporu były kwestie związane z taktyką walki z komunistami. Przewodniczący regionu był zwolennikiem organizowania regularnych, choć krótkotrwałych strajków. Morawiecki uważał zaś, że przyczyniają się one do strat (liderzy protestów mogli być łatwo wykryci i aresztowani), opowiadał się zaś za wezwaniem do demonstracji. Początkowo obaj byli zwolennikami budowy silnych, scentralizowanych struktur podziemnych, z czasem jednak Frasyniuk zaakceptował koncepcję bardziej rozproszonej konspiracji, co zaogniło konflikt. Redaktorem "Biuletynu" wstrząsnęły opublikowane w kwietniu 1982 r. tezy Prymasowskiej Rady Społecznej, wzywające do zawarcia ugody z władzą kosztem ogromnych ustępstw ze strony Solidarności.
Ostatecznie, po naradzie ze swoimi współpracownikami, Kornel Morawiecki zdecydował się powołać nową organizację - Solidarność Walczącą (SW). Już sama jej nazwa wskazywała na charakter nowego ugrupowania. Drukarzom i kolporterom pozostawiono wolną rękę - mogli pozostać przy RKS lub przyłączyć się do nowej struktury. Już po kilku dniach ukazało się nowe pismo, również nazwane "Solidarność Walcząca".

Otwierał je tekst, stanowiący odpowiedź na tytułowe pytanie "Dlaczego walka?". Widać w nim rękę lidera SW:
"– Aby zwyciężyć.
– Aby obronić najsłabszych i tych, którzy cierpią nędzę, głód i więzienie.
– Aby przywrócić zdeptane prawa obywateli i narodu.
– Aby nie dać się zniewolić.
– Aby być wiernym tradycji ojców i dziadów: „za waszą i naszą wolność”.
– Aby pokazać światu, że złu i przemocy można i trzeba się przeciwstawić.
– Aby nie zatracać się w biernym oporze, lecz wspomagać go czynem.
– Aby doprowadzić do sprawiedliwej społecznej ugody.
– Aby dać świadectwo naszej godności.
– Aby żyć."


Solidarność Walcząca wezwała wrocławian do demonstracji 13 czerwca 1982 r. Zakończyła się ona sukcesem - tysiące manifestantów przez wiele godzin stawiało skuteczny opór ZOMO. Demonstracja pokazała, że Morawiecki trafnie wyczuwał nastroje społeczne - ludzie chcieli aktywnie wyrazić swój sprzeciw. SW szybko rozprzestrzeniała się na Dolny Śląsk, a wkrótce zaczęły powstawać oddziały w innych częściach Polski.
Źródłem powodzenia nowej organizacji był niewątpliwie jej charakter. Radykalny program, którego podstawą było odrzucenie komunizmu i otwarta deklaracja woli jego obalenia, ścisłe przestrzeganie zasad konspiracji czy przysięga, przyciągały rozczarowanych działalnością podziemia związkowego. Z drugiej jednak strony istotną rolę odgrywała osobowość lidera. Morawiecki łączył bezkompromisowość poglądów z otwartością na drugiego człowieka, okazywał innym zaufanie, jednocześnie wymagając ogromnego zaangażowania. Jego współpracownicy, podobnie jak on sam, gotowi byli poświęcić wszystko dla wspólnej sprawy.


Dzięki takiej postawie organizacja nie tylko rozwijała sie, ale przetrwała jedyną poważną "wpadkę" w 1984 r., gdy przypadkowo aresztowany działacz wydał wielu innych. Mimo braku większych funduszy (z Zachodu płynęły tylko niewielkie sumy zbierane przez przyjaciół Morawieckiego) SW stworzyła szeroką sieć drukarni, opartych głównie o technikę sitodruku, w której wyszkolono setki osób. Od czerwca 1982 r. istniało Radio Solidarności Walczącej. Po aresztowaniu Józefa Piniora SW podtrzymała istnienie RKS. Wspierano także inne organizacje, na przykład poprzez druk ich biuletynów.


Solidarność Walcząca głosiła potrzebę budowy Rzeczpospolitej Solidarnej, opartej o zasady demokracji i wolnego rynku, a jednocześnie troskę wspólnoty o najsłabszych. Wieszczono nadchodzący koniec komunizmu, a proces ten starano się wspierać poprzez "eksport" idei do innych państw bloku sowieckiego i wspieranie tamtejszej opozycji. W pełnej wersji program organizacji opublikowano w 1987 r., jego głównym autorem był Morawiecki.


Władze stopniowo zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie działalność Solidarności Walczącej. Do jej zwalczania kierowano coraz większe siły, by w 1986 uznać ją za głównego przeciwnika. Szczególną wagę przywiązywano do złapania Morawieckiego, którego legenda rosła wraz z każdym tygodniem skutecznego ukrywania się. Mimo oddelegowywania do Wrocławia znaczących sił z całego kraju, lider SW przez długi czas pozostawał nieuchwytny.


Dopiero złamanie zasad konspiracji - wizyta w "spalonym" lokalu - spowodowało, że 9 listopada 1987 r. Kornel Morawiecki został aresztowany wraz z Hanną Łukowską-Karniej. Po potwierdzeniu tożsamości przez jednego z byłych studentów został natychmiast przewieziony helikopterem do Warszawy i osadzony w więzieniu na Rakowieckiej. Początkowo zamierzano oskarżyć go (wraz z uwięzionym kilka tygodni później Andrzejem Kołodziejem) o terroryzm. Ostatecznie wybrano inny zarzut - przemyt, aby upokorzyć działaczy podziemia.
Głośny proces polityczny nie był jednak na rękę komunistycznym władzom, przekonującym Zachód, że w PRL zachodzą istotne zmiany. Użyto podstępu - sfingowano dokumentację rzekomej śmiertelnej choroby Kołodzieja. Jako jedyną szansę leczenia wskazano wyjazd na Zachód. Warunkiem był równoczesny wyjazd Morawieckiego do Włoch, któremu obiecano możliwość powrotu. Kiedy jednak pojawił się kilka dni później (3 maja 1988 r.) na lotnisku w Warszawie, został ponownie deportowany.


Pobyt na Zachodzie Morawiecki wykorzystał do spopularyzowania Solidarności Walczącej. Spotkał się z wieloma znaczącymi politykami, szczególnie w Wielkiej Brytanii i USA. Przyjął go także papież i władze RP na obczyźnie (prezydent Kazimierz Sabbat odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski). Dzięki nawiązanym kontaktom SW po raz pierwszy otrzymała większe wsparcie.


Kiedy w sierpniu 1988 r. ponownie w Polsce wybuchły strajki, Morawiecki korzystając z cudzego paszportu powrócił do kraju. Ponownie stanął na czele Solidarności Walczącej, która stała się najpoważniejszym krytykiem toczonych wówczas przez część opozycji rozmów z władzami PRL. Morawiecki uważał, że system komunistyczny chyli się ku upadkowi i trafnie oceniał, że władzom zależy przede wszystkim na jego podtrzymaniu. Wzywał, aby komunizm obalać, a nie podtrzymywać. SW zbojkotowała wybory czerwcowe, a w lipcu zorganizowała szereg demonstracji przeciwko wyborowi Wojciecha Jaruzelskiego na urząd prezydenta PRL.


Początkowo Solidarność Walcząca cieszyła się wzrostem liczby sympatyków, zwłaszcza wśród radykalnie nastawionej młodzieży. Powstawały nowe struktury, pojawiały się kolejne pisma. Wkrótce jednak okazało się, że dalsza działalność w konspiracji zmniejsza szanse na zaistnienie na budującej się scenie politycznej III RP. W tej sytuacji w lipcu 1990 r. Kornel Morawiecki zakończył ukrywanie się, podjął nieudaną próbę startu w wyborach prezydenckich i powołał Partię Wolności. Jej udział w wyborach parlamentarnych w 1991 r. zakończył się niepowodzeniem, podobnie jak kolejne próby Kornela Morawieckiego zdobycia mandatu w parlamencie.
Solidarność Walcząca i jej twórca zostali zepchnięci na margines i skazani na zapomnienie. Proces jego przełamywania rozpoczął się w 2007 r., gdy Instytut Pamięci Narodowej zorganizował obchody 25-lecia powstania organizacji. Duże grono jej członków zostało wówczas odznaczone przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Sam Morawiecki odmówił wówczas przyjęcia odznaczenia, uważając, że Solidarność Walcząca powinna być uhonorowana Orderem Orła Białego. To najwyższe polskie odznaczenie otrzymał dopiero kilka dni przed śmiercią.


W 2015 r. Kornel Morawiecki został wreszcie wybrany posłem. Jako Marszałek Senior zainaugurował obrady Sejmu VIII kadencji. Podobnie jak wiele innych swoich wystąpień publicznych, także to przemówienie rozpoczął od poezji. Przytoczył słowa anonimowego poety z lat stanu wojennego: „Niosę Ciebie Polsko, jak żagiew, jak płomienie,/ Gdzie Cię doniosę – nie wiem”. Mówił o obowiązku służby, o odpowiedzialności nie tylko za Polskę, ale także za Europę i świat, o podstawowych wartościach: dobru i prawdzie, wolności i sprawiedliwości. Mimo, że w kolejnych latach był niezwykle aktywnym politykiem, to właśnie te słowa, wraz z wciąż aktualnymi tekstami pisanymi w podziemiu, stanowią dziś Jego testament.

Łukasz Kamiński - autor jest historykiem specjalizującym się w najnowszej historii Polski,  doktor nauk humanistycznych, pracownik naukowy Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 2009–2011 dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, następnie do 2016 prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Fot. Kadr z filmu "Mój 4 czerwca"/prod. MHP 2019

2019-10-02