Konfederacja Polski Niepodległej – jawne wyzwanie rzucone komunistom

KPN była organizacją opozycyjną utworzoną jeszcze przed solidarnościową rewolucją 1980 r. Jedyną, która pod niezmienionym szyldem przetrwała do czasów III RP i w niepodległej Polsce wprowadziła własnych przedstawicieli do parlamentu.


„Cała ulica była obstawiona – już na 3 dni przed datą 1 września [1979 r.] – samochodami Służby Bezpieczeństwa. Znaliśmy tych panów doskonale, już prawie kłanialiśmy się sobie wzajemnie na ulicy, ale tylko prawie… Na ulicy koło mojego domu, widać było np. ściskające się pary zakochanych… z mikrofonami kierunkowymi. Sceneria zupełnie jak z gangsterskiego filmu” – wspominał przed sądem okoliczności powstania Konfederacji Polski Niepodległej jej wieloletni przewodniczący Leszek Moczulski.

Moczulski, obok Andrzeja Czumy, był w tym czasie jednym z liderów Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Sam ROPCiO pozostawał zaś drugą po Komitecie Obrony Robotników siłą opozycji przedsierpniowej. Powstanie KPN miało te hierarchię zmienić. Jej twórcy uznali, że sytuacja dojrzała do tego, by w PRL zacząć jawnie mówić o braku polskiej suwerenności i niepodległości, uzależnieniu od Związku Sowieckiego i potrzebie budowy nowego państwa, a tym samym godzili się na szykany ze strony władz i represje Służby Bezpieczeństwa. Przed KPN-em w gronie opozycjonistów nikt tak głośno nie podnosił kwestii niepodległości. To jej członkowie jako pierwsi używali terminu „III Rzeczpospolita”.

Esbecy, wiedząc z wyprzedzeniem o tej inicjatywie, zdecydowali się prewencyjnie zamknąć na 48 godzin kilkunastu opozycjonistów. Do aresztu trafił m.in. Leszek Moczulski oraz wszyscy, którzy odwiedzili jego mieszkanie 31 sierpnia 1979 r. Nie powstrzymało to jednak planowanej akcji. Gdy po odprawionej w intencji poległych i pomordowanych podczas II wojny światowej mszy (w 1979 r. przypadała 40. rocznica wybuchu wojny) uformował się pochód zmierzający pod Grób Nieznanego Żołnierza, na jego czele znalazł się transparent o treści: „Konfederacja Polski Niepodległej – naszym dążeniem Wolność i Niepodległość”. Jedną z osób przytrzymujących go – zapewne nie znając jego treści – był… Adam Michnik, jeden z największych opozycyjnych krytyków Moczulskiego. Fakt ogłoszenia nowej organizacji opozycyjnej przypadł w udziale Ninie Milewskiej z Gdańska, która ogłosiła pod Grobem Nieznanego Żołnierza, że powstała właśnie pierwsza od trzydziestu lat jawna i niepodległościowa partia polityczna w całym bloku sowieckim.

Pod aktem założycielskim KPN podpisało się początkowo 35, a następnie 50 osób z całego kraju. W ówczesnych realiach stanowiło to pokaźną liczbą (dla porównania pod „Apelem do społeczeństwa i władz PRL” będącym początkiem KOR podpisało się czternaście osób). Niektórzy konfederaci figurowali pod pseudonimami. KPN zakładali głównie zwolennicy Leszka Moczulskiego wywodzący się z ROPCiO oraz środowisko wywodzące się z katolickiego Stowarzyszenia PAX, związane z postaciami Romualda Szeremietiewa i Tadeusza Stańskiego. W gronie tym znaleźli się także tajni współpracownicy SB czemu sprzyjała jawna formuła działalności KPN. Odegrali oni w kolejnych miesiącach i latach destrukcyjną rolę, nie doprowadzili jednak do rozbicia partii czy też kontrolowania jej przez SB.

Konfederatami zostawali najczęściej młodzi, radykalnie oceniający PRL i szukający wzorców w tradycjach przedwojennych, głównie piłsudczykowskich. W programie KPN wielu z nich widziało drogę do walki o wolność i niepodległość. „PRL – rządzona totalitarnie przez PZPR – stanowi współczesną formę zinstytucjonalizowanego władztwa rosyjskiego nad Polską. Dziś naród polski znów budzi się i prostuje przygięty niewolą kark. Wkraczamy w nową fazę naszych dziejów. Od nas – przede wszystkim – zależy, kiedy Polska odzyska niepodległość, a naród polski możność stanowienia o swoim losie” – głosiła deklaracja ideowa KPN. Dla osób lgnących do tej organizacji Komitet Obrony Robotników, NSZZ „Solidarność” czy – już po wprowadzeniu stanu wojennego – podziemie solidarnościowe były zbyt „miękkie”, wręcz ugodowe. KPN z kolei mówiła wprost o niepodległości i potrzebie walki (chociaż bez użycia przemocy) o nią. Odwoływała się także do etosu Armii Krajowej i przedwojennych tradycji co także zachęcało młodzież do wstępowania w jej szeregi.

Radykalizm celów spowodował, że okres solidarnościowej rewolucji z lat 1980-1981 liderzy KPN spędzili w więzieniach. W okresie wspominanym dziś jako „wolnościowy karnawał” konfederaci pozostawali wciąż represjonowanym środowiskiem opozycyjnym. Moczulskiego zamknięto z końcem września 1980 r., a pozostałych liderów ugrupowania – w kolejnych tygodniach i miesiącach. Proces który im wytoczono okazał się najdłuższym w historii PRL procesem politycznym, a paragrafy, z których ich oskarżano umożliwiały teoretycznie nawet skazanie ich na karę śmierci.

To w czasie legalnej działalności „Solidarności” Konfederacja, pomimo represji, zyskiwała na popularności. „Wtedy gdy zaczął się rozwój KPN uważałem, że w pierwszym roku powinniśmy osiągnąć ilość 2 000 członków, czyli tyle ile liczy ChSS [Chrześcijańskie Stowarzyszenie Społeczne – koncesjonowana organizacja polityczna katolików], w drugim roku tyle co PAX, czyli 20 000 członków, w trzecim roku 100 000 członków, czyli tyle ile liczy SD [Stronnictwo Demokratyczne– fasadowa partia podporządkowana komunistom], w czwartym roku 1% Narodu Polskiego czyli tyle ile liczy ZSL [Zjednoczone Stronnictwo Ludowe – fasadowa partia podporządkowana komunistom]. Ten mój «szaleńczy» program wyprzedzamy o rok. Nikt tego nie przewidywał. Nikt również nie jest w stanie określić dokładnie ilości członków KPNu w chwili obecnej, bo nasza partia rozwija się w pewnym chaosie. Powstają struktury o których stosowne kierownictwa nic nie wiedzą, a powinny […] w każdym razie ilość członków KPN przekracza wszelkie wcześniejsze wyobrażenia. Myślę, że skutkuje tu nie tylko sfera ideologiczna (hasła niepodległościowe), nie tylko program KPNu, nie tylko to, że utworzyliśmy na rok przed wydarzeniami lata 1980 r. legalną partię polityczną, ale także to, że siedzimy w więzieniu. Wszystko to kumuluje się i powoduje olbrzymi wzrost naszych szeregów” mówił na sali rozpraw Tadeusz Stański. O ile przesadzał co do skali rozrostu KPN, to popularność tej organizacji była bezsporna. Zaniepokoiło to sowieckie kierownictwo partii komunistycznej, a sam Leonid Breżniew osobiście naciskał kierownictwo PZPR by przestało się „guzdrać” z Moczulskim. Jednak do 13 grudnia 1981 r. rodzimi komuniści nie byli w stanie poradzić sobie z coraz odważniej rozpychającą się w przestrzeni publicznej Konfederacją.

KPN wyróżniała się na tle opozycji antykomunistycznej nie tylko niepodległościowymi hasłami. Nowością było przyjęcie przez nią formuły partii politycznej, z jasno wytyczonymi ciałami statutowymi, podziałem regionalnym i warunkami członkostwa. Organizowano (najczęściej rozbijane przez SB) spotkania kierownictwa, wydawano własną prasę (m.in. „Opinię” oraz „Gazetę Polską”) a także… usiłowano wystawić własnych kandydatów w wyborach.

Sytuację zmienił stan wojenny. Jawność działania a także inwigilacja ze strony SB doprowadziły do tego, że w pierwszych dniach stanu wojennego struktury KPN zostały zdziesiątkowane poprzez aresztowania i internowanie wielu działaczy. Do ośrodków odosobnienia trafiło 262 konfederatów, 14 aresztowano a 11 się ukrywało, usiłując stworzyć konspiracyjne komórki partii. Udawało się to z różnym skutkiem, wiele inicjatyw kończyło się wkroczeniem SB, aresztowaniami i wyrokami skazującymi. Konfederatów obawiano się wówczas także z powodu prezentowanego radykalizmu. W okresie gdy komuniści zdecydowali się na siłowe rozwiązanie kryzysu politycznego, obawiano się, że zwolennicy KPN mogą odpowiedzieć tym samym. Faktycznie zdarzały się grupy, które usiłowały gromadzić broń i przemocą odpowiedzieć na zbrodnie komunistów – kierownictwo KPN dalej stało na stanowisku prowadzenia działalności bez stosowania działań terrorystycznych. Nie uchroniło ich to przed dalszym uwięzieniem. W październiku 1982 r. czterech członków Rady Politycznej KPN skazano na kilkuletnie wyroki więzienia.

Uwolnieni na mocy amnestii z lipca 1984 r., od razu podjęli dalszą działalność opozycyjną. Nastąpił wówczas pierwszy rozłam w KPN: wystąpili z niej Romuald Szeremietiew, Tadeusz Stański i ich zwolennicy, tworząc Polską Partię Niepodległościową. Z kolei Moczulski, otoczony głównie przez działaczy młodszego pokolenia takich jak Krzysztof Król, Adam Słomka czy Dariusz Wójcik kontynuował działalność polityczną w ramach KPN, co ponownie zaprowadziło go do więzienia.

Obok Solidarności Walczącej, KPN była główną siłą opozycyjną sceptycznie oceniającą próby kompromisu pomiędzy opozycją a komunistami. Już w październiku 1987 r. Adam Michnik oburzał się: „nie jest prawdą to (…) że nie ma dziś w Polsce formacji, które otwarcie atakują reżim. Są takie formacje! Jest KPN, jest »Solidarność Walcząca«, są ci wszyscy, którzy nas – oczywiście nas – w kółko kopią za to, że my za miękcy jesteśmy, że nie walczymy o pełną niepodległość”. Jednak w momencie wyborów czerwcowych w 1989 r., KPN poszła inną drogą niż Solidarność Walcząca. Nie biorąc udziału w Okrągłym Stole zdecydowała się jednak wystawić własnych kandydatów. Korzystając z reglamentowanej demokracji, wciąż musiała się jednak mierzyć z represjami władz. SB wciąż prowadziła działania skierowane przeciwko niej, rozbijano np. wiece podczas których zbierano podpisy pod KPN-owskimi kandydatami i głoszono program partii.

Do sejmu kontraktowego nie wszedł żaden kandydat z list KPN, jednak znalazły się w nim osoby sympatyzujące z jej programem, a w Tarnowie z listy Komitetu Obywatelskiego senatorem wybrano Andrzeja Fenrycha, szefa lokalnych struktur Konfederacji. W kolejnych latach, gdy jej działalność była już legalna, stała się ona jedną z liczących się prawicowych partii politycznych, chociaż targaną licznymi konfliktami wewnętrznymi i kolejnymi rozłamami. Wcześniej zaś KPN-owcy dali się poznać z głośnych protestów przeciwko kandydaturze Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta, a także blokowania sowieckich baz wojskowych celem wymuszenia opuszczenia przez nich Polski.

Antykomunistyczny i niepodległościowy charakter ich działalności w ostatniej dekadzie PRL często był odbierany jako zbyt radykalny, domagający się nierealnych celów. Przykład blokowania baz Armii Czerwonej pokazał jednak, że domaganie się niemożliwego potrafiło przynieść efekt, nawet jeśli nieco później niż na to liczono.

 

Grzegorz Wołk, IPN

2019-09-02
Podobne materiały, które mogą Cię zainteresować: