4 czerwca powinniśmy świętować. Rozmowa z prof. Wojciechem Roszkowskim

Jak to się stało, że 4 czerwca doszło do tych częściowo, ale jednak, wolnych wyborów?

Dość skomplikowana formuła wyborów 4 czerwca została ustalona przy okrągłym stole. Zadecydowano, że zostanie utworzony senat, do którego wybory będą całkowicie wolne. Natomiast wybory do sejmu miały się odbyć w dwóch kuriach tzn. kuria partyjno-rządowa miała objąć 65 proc. mandatów, a 35 proc. było przeznaczonych dla strony społecznej. Arytmetyka zakładała, że zgromadzenie narodowe, które miało być połączeniem Sejmu i Senatu powinno wybrać prezydenta większością zwykłą, co było tak obliczone, żeby strona rządowa miała decydujący głos ponieważ miała swojego kandydata, którym był Wojciech Jaruzelski.

Skąd wzięło się 35 proc.? Czy były jakieś negocjacje, żeby było więcej lub mniej dla strony społecznej?

Na pewno w rozmowach w Magdalence i przy okrągłym stole były pewne propozycje, ale ostatecznie obydwie strony zgodziły się na taki wariant. Strona komunistyczna zakładała, że nawet jeżeli strona społeczna przejmie senat to i tak dadzą radę przeforsować kandydaturę Jaruzelskiego, co zresztą się stało.

Niemałej części społeczeństwa nie podobał się okrągłostołowy kompromis?

Przeciwko okrągłemu stołowi i wyborom były organizowane demonstracje, nawet jeśli wzięły w nich udział setki czy tysiące ludzi to w skali kraju był to niewielki procent. Były osoby, które protestowały przeciwko okrągłemu stołowi oraz takiemu ułożeniu list strony społecznej po prostu nie głosując. Drużyna Wałęsy, reprezentacja komitetu obywatelskiego została dobrana na zasadzie pewnej konotacji. Nie było żadnych sił politycznych czy społecznych, które delegowałyby ludzi do tych list. Oczywiście z jednej strony można powiedzieć, że była to pewna uzurpacja, a z drugiej można pytać jak to się miało inaczej stać. Kto miał to wyłonić skoro nie było partii politycznych, a Solidarność już wtedy nie była jedyną siłą. Solidarność Walcząca protestowała ponieważ działacze z tej grupy nie znaleźli się na listach, ale również protestowali przeciwko okrągłemu stołowi. Byli radykalnie nastawni do zmian, chcieli przyśpieszyć bieg wydarzeń.

Jak wyglądała kampania wyborcza?

Oglądałem kampanię wyborczą z pewnym opóźnieniem poprzez prasę amerykańską, ale obrazy które później przyswoiłem były niesamowite. Słynny plakat z Garym Cooperem, który broni honoru stał się symbolem. Zapomina się, że był on tylko w Warszawie i tylko w niedzielę. Ale przeszedł do pamięci Polaków. Kampania rządowa miała ogromne środki i możliwości do działania, ale przyjęto wadliwą strategię. Na listach znalazły się dziesiątki mało znanych osób, które zwalczały się wzajemnie. Po stronie społecznej była tzw. drużyna Wałęsy i wiadomo było kto jest do zakreślenia. Po stronie rządowej głosujący nie wiedzieli czy kandydat jest działaczem związkowym, literatem czy nieznanym sekretarzem KW.

 Jak przebiegały wybory?

Strona komunistyczna wystartowała do tych wyborów w normalnych okręgach. Komuniści sądzili, że wybór tzw. listy krajowej będzie uwiarygodnieniem, ale wymagało to większości – 50 proc. plus jeden. Z listy krajowej tylko dwóch kandydatów uzyskało tę większość, natomiast cała reszta przepadła. Pojawił się problem: jak obsadzić mandaty, które miały być obsadzone z listy krajowej? Strona społeczna zgodziła się na zmianę reguł gry w czasie wyborów. Dzisiaj jest to bardzo chętnie krytykowane, jako niepotrzebne ustępstwo dające komunistom możliwość manipulowania ordynacją, a nawet wynikami. Wiadomo, że komuniści dokonywali takich manipulacji przez dziesięciolecia.

W tym czasie był Pan w Waszyngtonie…

Głosowaliśmy w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie na 16 ulicy, było dużo Polaków. Zostałem poproszony o komentarz przez „Głosu Ameryki”. Powiedziałem wtedy: „Spodziewam się dobrego wyniku, a następne wybory będą z pewnością w pełni wolne”.

To co mogło zmartwić to jednak słaba frekwencja

Frekwencja 62 proc. mogła dziwić i dziwi nadal. Historycy zastanawiają się do dziś dnia dlaczego 38 proc. osób zostało w domu. Myślę, że były dwa główne powody. Pierwszy to trudności życia codziennego. Ludzie byli zaabsorbowani zdobywaniem pożywienia i innych artykułów. Przypomnę, że sklepy były puste, a przed nimi ciągnęły się kolejki w oczekiwaniu na towar. Społeczeństwo było po prostu zmęczone. Pośród osób, które nie głosowały były osoby chcące w jakiś sposób zamanifestować swój sprzeciw. W państwie jest też zawsze pewna część osób mniej zainteresowana polityką, ale zmiany w Polsce dotykały właściwie każdego. Było tyle prób, że niektórzy pod koniec lat 80. nie bardzo wierzyli w jakiekolwiek zmiany. Niesłusznie.

Jaki był więc bilans tych wydarzeń?

4 czerwca jest przełomem bardziej niż okrągły stół, który był porozumieniem elit. Czerwcowe wybory to był czas kiedy poprzez kartę do głosowania przemówiło społeczeństwo. Można dalej snuć rozważania, dlaczego te zmiany później szły wolniej niż w innych krajach. Prawdziwie wolny Sejm zawiązał się dopiero w 1991 roku. Paradoksalnie mieliśmy ostatni nie z wolnych wyborów wybrany sejm wśród państw bloku wschodniego. W styczniu 1990 rozpadła się PZPR, a mimo to, rząd Mazowieckiego nie przyśpieszył zmian. Kiszczak i Siwiński byli ministrami kontrolując wojsko, sprawy wewnętrzne i służbę bezpieczeństwa. Dało im to możliwość niszczenia dokumentów, pozwalając na uwłaszczanie się różnych agentów i to niewątpliwie rzutowało na kształt transformacji w kolejnych latach.

4 czerwca powinniśmy świętować?

Absolutnie, 4 czerwca możemy uznać za datę przełomową, jeśli mówimy o transformacji. To jest powód do świętowania. Może z pewnym komentarzem, że to nie załatwiło wszystkiego ale zdecydowanie tak.

 

 

Prof. dr hab. Wojciech Roszkowski – profesor historii, były poseł do Parlamentu Europejskiego, kierownik pracowni Europy Środkowo-Wschodniej w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Absolwent wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. Wieloletni wykładowca Szkoły Głównej Handlowej i wielu uczelni w kraju i zagranicą. Przed 1989 r. związany z opozycją demokratyczną. Autor wielu prac i artykułów historycznych, w tym najpopularniejszego podręcznika historii najnowszej – serii „Historia Polski”.

ms

2019-06-04