Rozmowa z red. Piotrem Zarembą o Janie Olszewskim

Jan Olszewski był jednym z najważniejszych świadków polskiej historii. Jego życie to dzieje najlepszej części polskiej inteligencji po II wojnie światowej – mówi Piotr Zaremba, historyk, dziennikarz i publicysta.

Jakie doświadczenia życiowe doprowadziły Jana Olszewskiego do działalności opozycyjnej w PRL?

Piotr Zaremba: Jego historia jest bardzo ciekawa. Miałem z nim w ostatnich latach dość intensywne kontakty, ponieważ pisałem książkę „Zgliszcza” dotyczącą pierwszych lat po wojnie, a jego historia była podstawą jednego z wątków tej książki. 

Jeszcze w czasie wojny, właściwie jeszcze jako dziecko, Olszewski był członkiem Szarych Szeregów. Miał piętnaście lat w momencie, kiedy skończyła się wojna. Po wojnie jako licealista zaangażował się w działalność młodzieżówki Mikołajczykowskiego PSL-u – to właśnie jeden z wątków mojej książki. Była to opozycja legalna, ale prześladowana przez komunistów. Miał za sobą takie przygody jak kolportowanie po Warszawie „Gazety Ludowej”, czyli gazety PSL-u, był także ścigany przez ubeków i milicjantów. 

Z kolegami rozdawał również ulotki przed wyborami w styczniu 1947 r. Ten moment skutkował dylematami w jego życiu. Józek Łukaszewicz, jego najbliższy przyjaciel, kolega z ławki w Liceum im. płk. Leopolda Lisa Kuli na Pradze Północ, po przegranych przez PSL wyborach został wyrzucony ze szkoły i poszedł do lasu, był partyzantem. Olszewski mówił Łukaszewiczowi, aby nie szedł do lasu. Uważał, że należy czekać na wojnę światową, nie przelewać krwi na darmo. To zresztą ciekawy przyczynek do dyskusji o Żołnierzach Wyklętych. W 1948 r. Łukaszewicz został schwytany, a rok później skazany na śmierć i stracony. Olszewski stracił przyjaciela, mając dziewiętnaście lat. To wydarzenie ukształtowało go na całe życie. Wszystkie jego późniejsze decyzje były tym zdeterminowane. 

Ukończył studia prawnicze, ale już w 1955 r. był dziennikarzem gazety „Po prostu”, która coraz bardziej była krytyczna wobec stalinizmu i tego, co robiły władze komunistyczne. Był współautorem głośnego artykułu wzywającego do tego, aby ludzie Armii Krajowej znaleźli swoje miejsce w polskim życiu publicznym, a nie byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii. W tej gazecie jednym z redakcyjnych kolegów Jana Olszewskiego był Jerzy Urban. Nie wybrali tej samej drogi, bo Urban poszedł w zupełnie innym kierunku. 

Już później Olszewski korzystał ze swoich umiejętności dziennikarskich, pisał artykuły, ale raczej publicystyczne, komentatorskie. Był publicystą politycznym. W latach siedemdziesiątych powstało środowisko polityczne - Polskie Porozumienie Niepodległościowe. Byli oni autorami problemowych artykułów, a jednym z tych autorów był właśnie Jan Olszewski. Jako publicysta pojawiał się i później, choć coraz bardziej sporadycznie. 

Jednak głównym przedmiotem jego działalności i drogą życiową był zawód adwokata, prawnika. Korzystał z każdej okazji, by stawać przed sądem i bronić ludzi, którzy byli represjonowani przez władze komunistyczne. 

Jak wyglądała działalność opozycyjna Jana Olszewskiego?

Piotr Zaremba: Olszewski angażował się właściwie we wszystkie inicjatywy o charakterze niezależnym czy opozycyjnym wobec władzy – Klub Krzywego Koła, a w latach siedemdziesiątych w zorganizowaną opozycję; podpisywał również listy przeciwko zmianie konstytucji PRL. 

Nie był radykałem w sensie metod, w swoim programie nigdy nie zalecał frontalnej konfrontacji z PRL. Raczej doradzał umiar. Jako adwokat miał prawnicze nastawienie do metod uprawiania opozycji. Był także autorem opracowania dla opozycji, które pokazywało, jak należy się zachowywać wobec Służby Bezpieczeństwa – opozycjoniści mieli korzystać z pewnych uprawnień, które były zapisane nawet w ówczesnym prawie peerelowskim. Można powiedzieć, że był legalistą, ale szukającym szczelin wolności, dróg działalności niekontrolowanej przez władze komunistyczne. 

W latach osiemdziesiątych był oczywiście działaczem, lub może bardziej doradcą, ekspertem „Solidarności”, a po 1989 r. politykiem prawicy. Jego droga była bardzo konsekwentna – właściwie od nastolatka do późnej starości kierował się, co może zabrzmieć górnolotnie, wizją wolnej Polski. 

Czy Jan Olszewski przewidywał możliwość upadku komunizmu, czy tylko złagodzenie jego formy?

Piotr Zaremba: Wszystkie teksty Olszewskiego z lat siedemdziesiątych zakładały dążenie do niepodległości. To nie była wizja zakładająca jedynie poprawianie socjalizmu. Jednocześnie był zawsze dosyć umiarkowany, jeśli chodzi o formy działania. W jego wizji dojścia do niepodległości nie było miejsca na odwołanie się do gwałtownej drogi.

To nastawienie wykorzystywał również w czasie działalności w „Solidarności”, m.in. wygłaszając po wydarzeniach w Bydgoszczy w 1981 r. bardzo poruszające i osobiste przemówienie, w którym odwoływał się do swoich doświadczeń z Powstania Warszawskiego…

Piotr Zaremba: W czasie „Solidarności” był ekspertem kościelnym i akceptował pragmatyzm episkopatu. „Solidarność” w ogóle była ugrupowaniem próbującym pokojowo zmieniać system. To nie miała być droga ulicznych wystąpień. W dyskusjach o tym, co „Solidarność” powinna zrobić w czasie stanu wojennego, była przecież opcja, żeby wywołać strajk generalny, który de facto doprowadziłby do starć. Olszewski był jednak zdania, że powinno się czekać, a nie odwoływać się do gwałtownych metod. Dla niego, podobnie jak dla innych ekspertów kościelnych, Wiesława Chrzanowskiego czy Andrzeja Stelmachowskiego, była to droga niebezpieczna. Olszewski cały czas podkreślał, żeby unikać przelewu krwi. 

Myślę, że to nastawienie ukształtował w nim czas pierwszych lat po wojnie i ruchu cywilnego oporu wobec władzy komunistycznej. Strata przyjaciela, którą wówczas poniósł, po sześćdziesięciu latach nadal wywoływała u niego drżenie głosu.

Po 1989 r. związał się z prawicą i stanął po stronie tych środowisk, które bardzo akcentowały suwerenność Polski. Równocześnie przywiązany do rodzinnej tradycji PPS-owskiej (jego krewnym był Stefan Okrzeja, sławny bojowiec z 1905 r.) akcentował obronę ludzi wykluczonych w procesie transformacji. Był sceptyczny wobec jej liberalnej wersji, zwracał też uwagę, że w Polsce korzystają na niej ludzie dawnego systemu, że niesprawiedliwości z czasów PRL są nadal utrwalane.

Dlaczego mając takie doświadczenie polityczne, jako premier nie doprowadził do poszerzenia zaplecza politycznego, co w efekcie umożliwiło odwołanie jego rządu?

Piotr Zaremba: Dyskutując o poglądach Olszewskiego, znajdujemy same piękne racje. Niewątpliwie jako premier był zbyt pryncypialny, o co spierał się z nim Jarosław Kaczyński, który uważał, że trzeba włączyć do rządu Unię Demokratyczną. Tylko wtedy ten rząd miał szansę na przetrwanie i uzyskanie większości, bo był on przecież mniejszościowy. 

Olszewski nie wierzył w trwałe porozumienie z Unią Demokratyczną, sądził, że ten rząd przetrwa, mając bezpośrednie poparcie społeczeństwa, że opozycja nie połączy się przeciwko niemu, aby obalić rząd. Wierzył, że większą rolę będą ogrywały racje, a nie czysto partyjne układy. Miał wizję stworzenia bloku ludowo-narodowego, wspólnie m.in. z KPN i z PSL, ale w tamtym Sejmie nie było na taki blok szans. 

To był oczywiście błąd. Warto jednak podkreślić, że jednym z jego najlepszych trafień było mocne postawienie na NATO i Unię Europejską – wtedy to jeszcze była to Europejska Wspólnota Gospodarcza. Takie nastawienie wcale nie było oczywiste – Lech Wałęsa, do pewnego stopnia także UD, reprezentowali inną, ostrożniejszą wobec Rosji, politykę. Środowisko wokół Jana Olszewskiego mówiło, aby odważnie zmierzać na Zachód i konsekwentnie realizować interesy narodowe razem z państwami zachodnimi. 

W sferze programowej Olszewski ma zasługi, natomiast w sferze taktycznej przegrał, ponieważ był zbyt wielkim idealistą. Wierzył, że w społeczeństwie polskim nastąpi odnowa moralna. To, że ponad rok po upadku rządu Olszewskiego do władzy doszedł SLD, czyli akurat ta opcja, z którą on bardzo mocno walczył, nie mieściło mu się w głowie.

Do upadku rządu Jana Olszewskiego przyczyniło się bezpośrednio ujawnienie zasobów archiwalnych z nazwiskami agentów komunistycznych służb…

Piotr Zaremba: Olszewski dał Antoniemu Macierewiczowi zadanie polegające na przejrzeniu materiałów archiwalnych MSW. Nie było wtedy IPN-u, więc to wszystko znajdowało się w dyspozycji rządu, resortu spraw wewnętrznych. Macierewicz miał prześwietlić uwikłania polityków. Już wcześniej były dokonywane takie działania, tylko że wtedy niczego nie ujawniano, ale korzystano sekretnie z tych informacji – robili to ludzie Wałęsy. 

Jeśli komórka, która się zajmowała przygotowaniem tej listy, popełniła jakieś błędy, to obciążały one szefa MSW Antoniego Macierewicza i jego funkcjonariuszy, a nie Jana Olszewskiego. Natomiast co do zasadniczego celu byli oni zgodni. Wywołało to ogromny wstrząs i on został wykorzystany przeciwko tej ekipie. Przedstawiano to w ten sposób, że oni posługują się teczkami, aby ratować swój rząd. Potem jednak próbowano uchwalić ustawę lustracyjną w czasie rządu Hanny Suchockiej, temat pojawił się nawet pod rządami SLD i PSL, chociaż nie od razu, ale u schyłku następnej kadencji, kiedy wreszcie uchwalono ustawę lustracyjną. Wstrząs wywołany w 1992 r. przez Olszewskiego i Macierewicza zakończył się przeprowadzeniem w jakiejś formie lustracji. 

Olszewski i Macierewicz kilkakrotnie się politycznie rozstawali, ale byli jednocześnie przyjaciółmi, w sferze celów ludźmi dość bliskimi sobie. Ich temperamenty były natomiast inne – Macierewicz to bardziej zdecydowany, nawet brutalny polityk, a Jan Olszewski raczej teoretyk, nie lubił kuchni politycznej. Stąd jako lider kolejnych ugrupowań nie okazywał się bardzo skuteczny. 

Czy działalność polityczna Olszewskiego zakończyła się wraz z nieudaną próbą rejestracji jego kandydatury do Senatu w wyborach parlamentarnych w 2007 r.?

Piotr Zaremba: W sensie technicznym - tak. On próbował się odnaleźć w różnych ugrupowaniach. W 2001 r. został wybrany z listy Ligi Polskich Rodzin, ale nie był w stanie zachować jedności z tymi politykami. To się skończyło oczywiście wypchnięciem go z polityki. Na jego opcję nie było zapotrzebowania.

Natomiast wiemy, że jego niektóre wizje zostały przyjęte przez PiS. W tym sensie takie honorowanie Olszewskiego przez Jarosława Kaczyńskiego było w jakiejś mierze szczere. Kaczyński w 1992 r. był w konflikcie z Olszewskim, który doprowadził do rozłamu w Porozumieniu Centrum. Natomiast w latach późniejszych, kiedy Olszewski wyszedł już z bieżącej polityki, Kaczyński przyznał, że być może Olszewski miał rację w wielu sprawach, choćby w tym, że chciał rządzić w oparciu o blok ludowo-narodowy, a nie w porozumieniu ze środowiskami liberalnymi. Olszewski stał się dla PiS-u autorytetem. 

Chociaż warto podkreślić i to, że w ostatnich latach miał niezależne stanowisko. W sprawie tzw. reformy sądów jednak wsparł prezydenta w wecie. Jako prawnik nie akceptował pewnych rozwiązań, które PiS zawarło w tym bardzo radykalnym prawie. 

Olszewski był bardzo proukraiński, a ta postawa wywodziła się jeszcze z czasów opozycji. To był kurs polskich niepodległościowych intelektualistów w stylu Giedroyciowskim. Dla Olszewskiego niezależna Ukraina był wartością. Jego drogi z częścią prawicy się rozeszły, bo polski obóz rządzący jest wobec Ukrainy coraz bardziej sceptyczny, a Olszewski uważał, że warto nawet przełknąć niesympatyczne zjawiska, np. kult Bandery na Ukrainie, w imię tego, że silna i niezależna Ukraina jest na wschodniej flance Polski wartością. W tych sprawach był odrębny i niezależny. Myślę, że dla niektórych pozostał wyznacznikiem i autorytetem. 

Jakie są pana osobiste wspomnienia związane z Janem Olszewskim?

Piotr Zaremba: Przeprowadziłem z nim kilka wywiadów, w różnych okresach. Pamiętam go z kolejnych Sejmów, bo byłem tzw. dziennikarzem politycznym. On mi wtedy imponował jako człowiek, który przy wszystkich taktycznych błędach, jakie popełnił, zachował bardzo pryncypialną i godną postawę. Pozostał polskim inteligentem – także z wadami i śmiesznostkami. Zawsze nosił np. mocno zniszczoną teczkę. Słynął z niej jako adwokat i nie wyrzekł się tego zwyczaju jako partyjny lider, poseł.

Dla mnie osobistym doświadczeniem były przede wszystkim ostatnie lata - moment, kiedy się z nim kontaktowałem, pisząc książkę o pierwszych latach po II wojnie światowej. Przeprowadziłem z nim kilka rozmów, które dotyczyły jego przyjaciela. Zadedykowałem mu swoją powieść „Zgliszcza” poświęconą oporowi przeciwko komunie w latach 1945-1947. Bardzo cieple reagował na ten kontakt, chciał po prostu pewne rzeczy opowiedzieć. Mówił o tym, jak wiele ryzykował on i jego koledzy, ale pamiętał nawet, na co chodzili razem do kina. Myślę, że te wywiady będą czytane jako źródło historyczne, bo on był bardzo ważnym świadkiem historii. Jego życie to dzieje najlepszej części polskiej inteligencji po II wojnie światowej.

 

Rozmawiała Anna Kruszyńska

Fotografia w tle: Jan Olszewski, domena publiczna.

2019-02-11