Pierwsze wybory w wolnej Polsce

W Europie tliły się jeszcze zgliszcza Wielkiej Wojny, a w Paryżu przygotowywano się do konferencji pokojowej, mającej ustanowić nowy porządek na całym kontynencie.


Na wschodzie bolszewicy nieśli pochodnie rewolucji, która swoją brutalnością miała przyćmić wszystko, co do tej pory znano. Ziemie polskie jeszcze kilka lat musiały czekać na zbawienny spokój, niezbędny dla budowy niepodległego państwa. Ale nie zważając na przeciwności, już w listopadzie 1918 r. w Warszawie podjęto decyzję o pierwszych wolnych wyborach powszechnych w II Rzeczpospolitej. Ich datę wyznaczono na 26 stycznia 1919 r.

U schyłku I wojny światowej w polskich miastach powstawały liczne ośrodki władzy. Spośród nich najsilniejszą pozycję zdobył sobie lewicowy Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej powołany 6 listopada 1918 roku w Lublinie, z Ignacym Daszyńskim na czele. Gdy jednak do stolicy powrócił z Magdeburga Józef Piłsudski, tak rząd lubelski, jak i warszawska Rada Regencyjna, złożyły cywilną władzę w jego ręce. To Komendant Legionów miał wytyczyć drogę, którą potoczą się dalsze losy odbudowywanej Rzeczpospolitej.

Zadanie było arcytrudne, bowiem Polacy byli ze sobą silnie skłóceni. Radykalne postulaty ekipy Daszyńskiego budziły niechęć dużej części społeczeństwa, a w danym Królestwie Polskim bardzo silną pozycję miała opozycyjna wobec socjalistów Narodowa Demokracja z Romanem Dmowskim na czele. Piłsudski – dawny lider niepodległościowych socjalistów – mógł narzucić swoją wolę, próbować rządzić po dyktatorsku. Zdecydował się jednak na zupełnie inne rozwiązanie.

Premierem pierwszego rządu II Rzeczpospolitej został Jędrzej Moraczewski, a jego podstawowym zadaniem stało się zorganizowanie wyborów powszechnych. Siłą rzeczy mogło dojść do nich tylko na terenach kontrolowanych przez rząd w Warszawie, ale była to decyzja o fundamentalnym znaczeniu – nie tylko symbolicznym. Niezwłoczna decyzja o wyborach stanowiła ważny sygnał dla mocarstw, przygotowujących się do konferencji w Wersalu. Piłsudski dawał do zrozumienia zachodniej opinii publicznej, że nowo utworzone polskie władze panują nad sytuacją: daleki jest im bolszewizm, a bliskie ideały demokracji parlamentarnej. Dla społeczeństwa akt wyborczy miał być czynnikiem trwale wiążącym je z odradzającą się państwowością.

Obywatele Rzeczpospolitej mieli poczuć się gospodarzami własnego państwa. Z kolei dla partii politycznych pierwsze wybory stanowiły rodzaj testu dla ich społecznego znaczenia. Bogate tradycje staropolskiego parlamentaryzmu były ważne, ale i anachroniczne. Kluczowe znaczenie miał bowiem parlamentaryzm nowoczesny, oparty na masowym poparciu społecznym. Fakt, że do jego narodzin dochodziło w warunkach niepodległego państwa miał kapitalne znaczenie.

Autorem ordynacji był sam Moraczewski. Jej założenia przedstawiono już 20 listopada na łamach „Kuriera Polskiego”. Już wówczas podkreślano, że będą one pięcioprzymiotnikowe, a więc równe, powszechne, proporcjonalne, bezpośrednie i tajne, a także że prawo głosu przyznane zostanie kobietom i mężczyznom, którzy ukończyli 21 lat. Na tle ówczesnego świata – zwłaszcza starych demokracji zachodnich – były to rozwiązania niezwykle nowoczesne, a powodem do słusznej dumy jest do dziś zwłaszcza uznanie praw wyborczych kobiet. Warto zaznaczyć, że w Polsce doszło do tego szybciej niż choćby w Niemczech, Austrii czy USA, nie wspominając o Wielkiej Brytanii czy Francji.

Datę wyborów wyznaczono na ostatnią niedzielę stycznia 1919 roku – dzień głosowania przypadł na 26-tego miesiąca. Zapisy ordynacji zakładały ponadto przyznanie biernego (choć nie czynnego) prawa wyborczego wojskowym. Jeden poseł miał przypadać średnio na 50 tysięcy mieszkańców. Ordynacja stała się prawem dzięki dekretowi o wyborach do Sejmu Ustawodawczego, który 28 listopada ogłoszony został przez Tymczasowego Naczelnika Państwa.

Bardzo istotne znaczenie miał załącznik do ordynacji wyborczej, określający mapę wyborczą kraju. Okręgi wyborcze wyznaczono bowiem na obszarze Królestwa Polskiego i Okręgu Białostockiego (34 okręgi wyborcze, 241 mandatów), Śląska Cieszyńskiego (2 okręgi wyborcze, 11 mandatów), Galicji (10 okręgów wyborczych, 69 mandatów); Galicji Wschodniej (13 okręgów wyborczych, 93 mandaty) a także zaboru pruskiego (11 okręgów wyborczych, 112 mandatów). Nie wszystkie te tereny znajdowały się faktycznie pod polską kontrolą w styczniu 1919 r. Tym ważniejsze okazało się znaczenie polityczne tej mapy. Uznanie Śląska Cieszyńskiego za teren, na którym miały być przeprowadzone wybory do polskiego Sejmu, stało się jednym z pretekstów, dla których wojska czechosłowackie zdecydowały się na zbrojne zajęcie tego obszaru. Inwazja czechosłowacka rozpoczęła się 23 stycznia 1919 roku, skutkiem czego wybory na terenie Śląska Cieszyńskiego nie doszły do skutku. Z kolei część okręgów wyborczych wymienionych w dekrecie Tymczasowego Naczelnika Państwa nigdy nie znalazła się w granicach II Rzeczpospolitej. Można tu wspomnieć o należących do Niemiec okręgach takich jak Opole, Olsztyn, Bytom czy Gdańsk, który później proklamowano Wolnym Miastem

W efekcie, głosowanie przeprowadzono jedynie na większości terenów Królestwa Polskiego oraz w Małopolsce Zachodniej. Nie oznacza to jednak, że Pomorze, Wielkopolska, Śląsk oraz Kresy Wschodnie nie były w ogóle reprezentowane w Sejmie Ustawodawczym. Najpierw, w ich imieniu występowało kilkudziesięciu dawnych polskich deputowanych do Parlamentu Rzeszy oraz austriackiej Rady Państwa. Następnie zaś, sukcesywnie, przeprowadzano kolejne wybory uzupełniające. Już w marcu 1922 roku, po przyłączeniu do Polski Wilna, włączono w skład izby jeszcze dwudziestu posłów na Sejm Litwy Środkowej. W ten sposób w Sejmie Ustawodawczym znalazło się ostatecznie 442 posłów.

Moraczewski zakładał, że przyjęta ordynacja doprowadzi do ideowego starcia między największymi obozami politycznymi na poziomie wizji i koncepcji programowych, a prowadzone przez nie spory ideowe będą kontynuowane już z ław sejmowych. Srodze się pomylił. Choć w ożywionej kampanii wyborczej nie brakowało silnych sporów, to sprowadzały się one w wielu wypadkach do dyskredytacji przeciwników i mało wyszukanej demagogii. Możliwość skorzystania z biernego prawa wyborczego wzbudziła więc duże zainteresowanie kandydatów. Sprzyjał temu zapis wymagający od kandydata do Sejmu zebrania przynajmniej 50 podpisów mieszkańców danego okręgu. Zwłaszcza dla mieszkańców dawnego zaboru rosyjskiego pierwsze powszechne wybory były prawdziwą szkołą demokracji. Wybory do rosyjskiej Dumy, organizowane przed I wojną światową, bardzo odbiegały bowiem od demokratycznych standardów.

W kampanii wyborczej powszechnie wyrażano nadzieję na opiekuńczą i wyraźnie aktywną rolę państwa w rzeczywistości niepodległej II RP. To od aparatu państwowego miała zależeć przyszłość handlu i przemysłu oraz to jak szybko kraj powstanie ze zniszczeń wojennych. Bardzo wiele mówiono o sprawach bytowych – sytuacja ekonomiczna w jakiej znajdowali się Polacy była dramatyczna. Nic też dziwnego, że to właśnie służby państwowe miały poskromić drożyznę, zapewnić pracę i bezpieczeństwo. Najbardziej charakterystycznym rysem kampanii wyborczej przed wyborami ze stycznia 1919 roku było jednak to, że stała się ona plebiscytem za przemianami, które przyniosły rządy Tymczasowego Naczelnika Państwa Piłsudskiego oraz pierwszego „prezydenta ministrów” Jędrzeja Moraczewskiego. I jakby nie oceniać ostatecznych wyników wyborczych, ten plebiscyt wypadł pomyślnie.

Dość niespodziewany okazał się natomiast obraz polskiego społeczeństwa. Na terenie zaboru austriackiego porażkę ponieśli lojalistyczni konserwatyści, od pół wieku sprawujący władzę w autonomii galicyjskiej. Z kolei w byłej Kongresówce poparcia nie znaleźli zwolennicy porozumienia z państwami centralnymi. Najwięcej głosów – ponad 41 procent – zdobył Narodowy Komitet Wyborczy Stronnictw Demokratycznych – prawicowy sojusz wyborczy utworzony przez endecję oraz jej koalicjantów.. Na drugim miejscu uplasowało się umiarkowanie lewicowe PSL „Wyzwolenie” z poparciem wynoszącym blisko 23 procent.

Wybory zakończyły się natomiast prawdziwą klęską Polskiej Partii Socjalistycznej. Pomimo tego, że należała ona do najaktywniejszych ugrupowań niepodległościowych, zdołała zdobyć zaledwie 9 procent głosów. Był to szok, bo krótko przed wyborami lider PPS Mieczysław Niedziałkowski stwierdzał wprost, że: „Zasługą, której nikt nie może odjąć Polskiej Partii Socjalistycznej jest, że jako dawna i silnie zorganizowana partia, o jasnej wypracowanej doktrynie politycznej i społecznej, skierowała początkową budowę państwowości polskiej na drogę demokracji parlamentarnej”. Socjaliści dość powszechnie wyrażali też oczekiwanie, że kobiety – wdzięczne za udzielenie im głosu – ulokują swoje sympatie polityczne po stronie lewicy. Stało się jednak inaczej – większość kobiecych głosów oddano na prawicę.

Z państwowotwórczego punktu widzenia, wybory z 26 stycznia 1919 r. okazały się sukcesem. Frekwencja wyniosła ponad 70 procent uprawnionych do głosowania. W niektórych okręgach przekraczała nawet 90 procent, natomiast w żadnym z okręgów nie spadła poniżej 60 procent. Świadczyło to o wielkiej determinacji polskiego społeczeństwa i stanowiło symboliczne podkreślenie podmiotowości politycznej, której konsekwentnie odmawiali Polakom zaborcy. Ignacy Daszyński, choć niewątpliwie rozgoryczony brakiem społecznego poparcia, musiał pochwalić frekwencję wyborczą jako dowód na potrzebę samostanowienia przez obywateli Rzeczpospolitej. - To instynktownie odczuł naród cały i dlatego w takich masach poszedł do urny wyborczej; nie zawiodła także kobieta, której po raz pierwszy dano możliwość zrobienia użytku z prawa głosowania. Partia nasza zadowolona jest z tłumnego udziału kobiet w głosowaniu – choć w wielu wypadkach kobieta głosowała przeciw nam – gdyż tu nie chodzi o chwilową naszą korzyść, lecz o to, by naród żył, wykonując swe prawo, by sejm opierał się na milionach – mówił.

Od początku poważnym problemem była natomiast stosunkowo niewielka liczba przedstawicieli mniejszości narodowych w Sejmie. Zmniejszało to ich identyfikację z niepodległą Polską, którą wielu uważało za „państwo sezonowe”. Była to konsekwencja tego, że ordynacja wyborcza wyraźnie faworyzowała etniczny element polski. „Taka ordynacja utopiła Żydów polskich, którzy rozpyleni po całym kraju w miastach, w bardzo niewielu miejscach mogli się dostać do sejmu. Było ich niepomiernie mało, bo tylko dziesięciu” – komentował po latach Stanisław Cat-Mackiewicz.

Pierwsze, historyczne posiedzenie Konstytuanty odbyło się 10 lutego 1919 roku. Marszałkiem seniorem mianowano wówczas najstarszego z posłów, 85-letniego Ferdynanda Radziwiłła, który piastował tę funkcję do czasu wyboru marszałka Wojciecha Trąmpczyńskiego. Otwierając obrady Konstytuanty, Tymczasowy Naczelnik Państwa Józef Piłsudski zwracał się w ten sposób do posłów:

Półtora wieku walk, krwawych nieraz i ofiarnych, znalazło swój tryumf w dniu dzisiejszym. Półtora wieku marzeń o wolnej Polsce czekało swego ziszczenia w obecnej chwili. Dzisiaj mamy wielkie święto narodu, święto radości po długiej, ciężkiej nocy cierpień. W tej godzinie wielkiego serc polskich bicia czuję się szczęśliwym, że przypadł mi zaszczyt otwierać Sejm polski, który znowu będzie domu swego ojczystego jedynym panem i gospodarzem.

Komendant podkreślał konieczność ustanowienia własnego systemu prawnego:
„Obdarzeni dziś zaufaniem narodu, dać mu macie podstawy dla jego niepodległego życia w postaci prawa konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej. .Na tej podstawie utworzycie rząd, oparty o prawa, przez wybrańców narodu ustanowione. Prawa przez was uchwalone, będą początkiem nowego życia wolnej i zjednoczonej Ojczyzny. Polska, otoczona zewsząd przez wrogów, musi posiadać armię, która by mogła sprostać swoim ciężkim zadaniom”.

W błyskawicznym tempie przystąpiono do uporządkowania prawa. Już na pierwszym posiedzeniu Sejm zatwierdził ponad dwieście dekretów Tymczasowego Naczelnika Państwa. Zaledwie dziesięć dni później, 20 lutego 1919 r., posłowie przyjęli przez aklamację Małą Konstytucję, która przez ponad dwa lata określała organizację władzy w państwie polskim. Józef Piłsudski podał się do dymisji, tym samym uznając wyższość Sejmu nad sobą. Już z rąk posłów uzyskał funkcję Naczelnika Państwa, pozbawioną jednak dotychczasowych atrybutów dyktatorskich. Bezdyskusyjnie najważniejszym ciałem w państwie stał się bowiem Sejm Ustawodawczy. To jego wolę mieli realizować właśnie Naczelnik Państwa oraz Rada Ministrów. Piłsudski zachowywał samodzielność w sprawach armii i polityki zagranicznej, utracił zaś inicjatywę ustawodawczą i nie miał możliwości rozwiązania Sejmu.

Niestety, rozbicie partyjne i frakcyjne w Sejmie wpływało destrukcyjnie na funkcjonowanie odradzającego się państwa. Praktyka sejmowa lat 1919-1921 nie była krzepiąca: upadki kolejnych rządów w istocie powodowały destabilizację kraju. Dopiero w obliczu zagrożenia bolszewicką utworzono Rząd Obrony Narodowej pod przewodnictwem Wincentego Witosa, który funkcjonował nieco ponad rok.

Jednakże pomimo politycznego chaosu i fatalnej sytuacji ekonomicznej, Sejm Ustawodawczy 17 marca 1921 roku, po zaledwie dwóch latach prac, zrealizował swoją naczelną misję: uchwalił ustawę zasadniczą, która przeszła do historii jako Konstytucja Marcowa. Było to niezaprzeczalnym, ogromnym osiągnięciem i dowodem na to, że Polacy potrafią znaleźć porozumienie dla realizacji interesu narodowego. U źródła tego sukcesu, jak i u źródła II Rzeczpospolitej w ogóle, leżały wolne wybory z 26 stycznia 1919 r. – demokratyczna tradycja z której możemy być dumni.

Piotr Abryszeński

Historyk, pracownik Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.

 

Ilustracja w tle: Pierwsze posiedzenie Sejmu Ustawodawczego, 10 lutego 1919 r. Źródło: Kancelaria Sejmu

2019-01-24