Marszałek Mannerheim w Polsce – historia nieopowiedziana

Dzieje Polski i Finlandii w XIX stuleciu noszą w sobie nieco podobieństw i wiele różnic. Świadczy o tym zestawienie dwóch postaci kojarzonych z niepodległością obu krajów i jej obroną przed nowym wcieleniem rosyjskiego imperializmu: Józefa Piłsudskiego i Carla Gustafa Mannherima. Cóż jednak poza tym – i jeszcze rokiem urodzenia (1867) – może łączyć lojalnego poddanego Mikołaja II z zawodowym rewolucjonistą?


Ponieważ Mannerheim, w wieku 14 lat osierocony przez matkę i porzucony przez ojca, sprawiał kłopoty wychowawcze, krewni oddali go do Fińskiego Korpusu Kadetów w Hamina. Relegowano go stamtąd w 1886 r. za „oddalenie się z jednostki bez pozwolenia przełożonych”. Nie bez protekcji rodziny w roku 1887 wstąpił do Mikołajowskiej Szkoły Kawalerii w Petersburgu. Ukończył ją dwa lata później z dziesiątą lokatą. Spadek o osiem pozycji był efektem pijackiego sporu z przełożonym, który kwestionował sens autonomii Finlandii w obrębie Imperium.


Carl Gustaf Mannerheim w roku 1919

W latach 1889-1890 Mannerheim służył w Kaliszu w szeregach Aleksandrowskiego Pułku Dragonów. W pamiętniku jedynie wspomina o tym przydziale. Nic dziwnego – to miasto liczyło wówczas zaledwie kilkanaście tysięcy mieszkańców, a Mannerheim jeszcze w szkole mikołajowskiej postanowił, że nie będzie już nigdy pić ponad miarę...

Raz jeszcze pomogła rodzina, ułatwiając przeniesienie do prestiżowego petersburskiego Kawaler-gwardyjskiego Pułku Jej Wysokości Marii Fiodorownej, cesarzowej-wdowy po Aleksandrze III. Żołd młodszego oficera był tam jednak – jak w całej armii – marny, a trzeba było na własny koszt sprawić sobie paradne mundury i żyć na odpowiedniej stopie. Szczęśliwie udało się Mannerheimowi w 1892 r. zawrzeć korzystne małżeństwo, które na jakiś czas ustabilizowało jego finansową pozycję.

Służbę w kawalergardach i w administracji cesarskich stajni przerwał ochotniczy udział w wojnie z Japonią w Niżyńskim Pułku Ułanów. Kolejne lata to podróż przez Azję Środkową i Mongolię do Chin – zadanie bardziej wywiadowczo-dyplomatyczne niż globtroterskie.

W styczniu roku 1909, po prawie dwudziestu latach, Mannerheim powrócił do Priwislinskiego Kraju. Objął dowództwo 13. Włodzimierskiego Pułku Ułanów w Mińsku Mazowieckim, zwanym wówczas Nowomińskiem, dwa lata później – Lejb-Gwardyjskiego Pułku Ułanów Jego Wysokości, stacjonującego przy warszawskich Łazienkach, a po kolejnych dwóch latach – Samodzielnej Brygady Kawalerii Gwardii.

 

Warszawa w dobie Mannerheima

 

Warszawa była pod względem zaludnienia trzecim miastem Imperium, po Moskwie i Petersburgu. W roku 1882 liczyła 382 tys. mieszkańców, w roku 1914 było ich już blisko 900 tys., nie licząc wojsk rosyjskich, których liczebność rosła z 17 tys. w 1892 do 50 tys. po 1905 r. W całym Przywiślu obowiązywał stan wojenny. Rewolucja 1905-1907 zaowocowała starciami z policją i terrorem, za czym stał Józef Piłsudski i jego PPS-Frakcja Rewolucyjna. Rozprężenie władz rosyjskich dobiegło kresu wraz z mianowaniem generał gubernatorem Georigija Scalona de Coligny, powinowatego Mannerheima, który wsławił się represjami tyleż energicznymi, co brutalnymi. Nic więc dziwnego, że i Scalon znalazł się na celowniku PPS-Frakcji Rewolucyjnej, ale przeprowadzony nań w sierpniu 1906 r. zamach się nie powiódł.


Józef Piłsudski

Mannerheim przybył do Warszawy już po opadnięciu nastrojów rewolucyjnych, co jednak nie zmieniło wzajemnej niechęci pomiędzy rdzennymi mieszkańcami miasta a przybyszami ze wschodu. Był to efekt rusyfikacji, która wyrażała się także w architekturze, pomnikach, nazwach ulic.

 

Punkty styczności

 

Uwzględniając żołnierzy, u progu I wojny światowej Polacy stanowili nieco ponad 50% mieszkańców Warszawy, Żydzi – 1/3, a Rosjanie – około 9%. Wśród tych ostatnich było 50 tys. żołnierzy i 35 tys. innych osób, od urzędników, nauczycieli i kupców, po tragarzy i ulicznych sprzedawców morożennogo. Mannerheim daje we „Wspomnieniach” obraz podobny do innych pamiętnikarzy: Osobiste kontakty między Polakami i Rosjanami były nieliczne, nawet moje obcowanie z Polakami było traktowane podejrzliwie. Dało między innymi dowództwu żandarmerii powód do wysłania raportu do generała-gubernatora, gdzie jednak trafił do kosza. Potwierdzeniem braku kontaktów jest statystyka małżeństw między katolikami i prawosławnymi – 2045 na 70 tys. zawartych w Warszawie w latach 1902-1911.

Jednak mimo trwającej od 1866 r. depolonizacji, spis powszechny z 1897 r. wykazał, że w administracji, sądownictwie i policji zatrudniano 57% Polaków, 37% Rosjan i 3% Niemców. Rzecz jasna, wyższe i średnie stanowiska rezerwowano dla Rosjan. Okazało się jednak, że Rosji brakuje rezerw. Ponadto okresy ostrego kursu rusyfikacyjnego przetykane były rządami bardziej liberalnymi, obliczonymi na pozyskanie polskich poddanych.


Cerkiew św. Olgi w warszawskich Łazienkach - pułkowa świątynia jednostki, którą dowodził Mannerheim

Nawet po powstaniu styczniowym niemało Polaków podejmowało służbę w armii rosyjskiej, chociaż możliwości awansu nie były najlepsze. W 1912 r. 5% młodszych oficerów armii rosyjskiej było Polakami, a wśród generałów ich udział wynosił tylko 3%. Wśród protestantów (Niemcy, Finowie) odsetki te wynosiły odpowiednio 2,8% na niższych stanowiskach i 6,5% wśród generałów. Służba w armii rosyjskiej, podobnie jak pełnienie urzędu, były w niechętnie widziane przez polską opinię, choć ze względów praktycznych starano się stopniować „winę”.

Sfery, w których obracał się Mannerheim, również miały kilka przestrzeni styku: Klub Myśliwski, wyścigi konne i teatry. Od czasu do czasu dochodziło do zetknięcia polskiej elity arystokratycznej z Rosjanami na balach w Pałacu Namiestnikowskim, ale strona polska okazji takich unikała. Mannerheim uczestniczył zarówno w życiu rosyjskim w Warszawie, jak i w życiu polskiej elity. Jednoczesne funkcjonowanie w dwóch kręgach ułatwiał mu arystokratyczny status, narodowość oraz zamiłowanie do koni i polowań.

Naturalnym miejscem spotkań był Klub Myśliwski na ulicy Erywańskiej, dziś Kredytowej 7, gdzie bywała polska elita arystokratyczna, rosyjscy wyżsi wojskowi i dygnitarze cywilni. Pretekstem było zamiłowanie do polowań. Rozmawiano, jedzono, pito i grano w karty. Drugim miejscem spotkań był tor wyścigów konnych na Polu Mokotowskim, w 1887 r. ostatecznie umieszczonym na osi dzisiejszej ulicy Polnej, tuż obok kamienicy, w której mieszkał Mannerheim (Marszałkowska 2).


Klub Myśliwski w Warszawie - zdjęcie współczesne

Nie wiemy nic na temat zainteresowań przyszłego marszałka Finlandii teatrem, ale teatr, operetka i balet cieszyły się w owych czasach dużym powodzeniem. Teatr był miejscem, gdzie swobodnie rozbrzmiewać mogło słowo polskie (choć oczywiście cenzurowane), ale rosyjscy wojskowi chodzili tam raczej dla aktorek. Bardziej kosmopolityczne były opera, operetka i szczególnie ulubiony przez Rosjan balet.

 

Nić porozumienia

 

Wspominając służbę w Warszawie, Mannerheim pisał: Polacy przyjmowali mnie, mimo mojego stanowiska służbowego, bez uprzedzeń. Jako Fin i zdeklarowany przeciwnik rusyfikacji w moim własnym kraju, ze zrozumieniem myślałem o uczuciach Polaków i ich poglądach na sprawy, które uznać można by za drażliwe. Nigdy więc nie rozmawiałem z nimi o polityce. Oni także nie łamali tego niepisanego prawa…

Mannerheim nie był pierwszym Finem w szeregach armii rosyjskiej na ziemiach polskich, ale jego stosunek do Polaków i ich narodowych aspiracji różnił od tego, co myśleli jego rodacy służący tu wcześniej.

Jeśli pominąć wyczyny fińskich hakapelitów podczas wojen Rzeczypospolitej ze Szwecją w XVII wieku, do pierwszego spotkania polsko-fińskiego na polu bitwy doszło w czasie powstania listopadowego. Fiński Batalion Strzelców Gwardii, którym dowodził pułkownik Anders Edvard Ramsay, uczestniczył w walkach nad Narwią, bitwie pod Ostrołęką i w szturmie Warszawy. Jeden z polskich pamiętnikarzy, Stanisław Jabłonowski, opisuje wymianę zdań z dwoma oficerami wziętymi do niewoli pod Długosiodłem. Nasza ojczyzna jest mała i odległa, a Moskwa – wielka i tak bliska, że czujemy jej oddech na naszych plecach, wobec czego, czy nam się podoba czy nie, musimy wypełniać nasze rozkazy co do joty – tłumaczyli, uzasadniając odrzucenie propozycji wstąpienia w szeregi powstańcze. Polacy brali swych rozmówców za Szwedów, dając tym samym dowód niezrozumienia różnicy pomiędzy dziejami polskimi i fińskimi. Dziwili się też, dlaczego służyli temu samemu reżimowi, który niegdyś wypowiedział wojnę ich własnemu krajowi.

O ile rozbiory Rzeczypospolitej oznaczały likwidację niedawnego mocarstwa i podporządkowanie jego dużej części odwiecznemu wrogowi, o tyle rok 1809 miał dla Finów, w tym dla mówiącej po szwedzku elity, inne znaczenie. Choć Finowie uważali swych wschodnich sąsiadów za barbarzyńców i odwiecznego wroga, to przejście pod ich skrzydła wydawało się racjonalne, gdy Szwecja nie była w stanie obronić swej wschodniej prowincji. Szwecja od czasów Jana III Wazy traktowała Finlandię jako swą część integralną, źródło dochodów dla skarbu i teatr powtarzających się w XVIII stuleciu wojen ze wschodnim sąsiadem. Tymczasem Aleksander I zaoferował nowym poddanym autonomię – niezbyt precyzyjnie określoną, ale realną.

Ten sam pragmatyzm przyświecał pułkownikowi, a potem generałowi Ramsayowi, obrońcy Ekenäs (Tammisaari) przed angielskim desantem w 1854 r. oraz Sewastopola. W 1862 r. Ramsay znów zawitał do Królestwa Polskiego, tym razem jako naczelny dowódca wojsk rosyjskich. Pełnił swą funkcję tylko do marca 1863, a powodem ustąpienia były kłopoty zdrowotne. Jego miejsce zajął Fiodor Berg, wprawdzie Inflantczyk, ale pełniący wcześniej funkcję namiestnika Finlandii, obrońca Sweaborga w 1854 r. Udział w tłumieniu powstania styczniowego wzięło więcej Finów. Wszyscy oni powtórzyliby z przekonaniem słowa oficerów wziętych do niewoli nad Narwią. Byliby zapewne jeszcze bardziej przekonani do swych racji, w roku 1863 autonomia Wielkiego Księstwa została bowiem rozszerzona. Zapowiedź periodycznego zwoływania sejmu w przyszłości czyniła z Finlandii monarchię konstytucyjną w unii personalnej z Rosją. Nic dziwnego, że na centralnym placu Helsinek stanął – i stoi do dziś – monument Aleksandra II.

Polityka pragmatyzmu świeciła tryumfy.

Sytuacja uległa zmianie w czasach, w których Mannerheim zawitał ponownie do Przywiślańskiego Kraju, i to właśnie spowodowało, że był on traktowany przez polską socjetę inaczej niż Rosjanie. Sam też miał większe zrozumienie dla polskich dylematów politycznych.

Po śmierci Aleksandra II w 1881 r., rządy jego syna Aleksandra III upłynęły pod znakiem rosnącego znaczenia konserwatystów i szowinistów wielkorosyjskich. Aleksander III odrzucił projekt wprowadzenia w Rosji konstytucji, uznając za niedorzeczność, by car samowładny „przysięgał jakiemuś bydłu”. Mikołaj II był podobny, choć brakło mu ojcowskiej konsekwencji.

W Rosji rozpoczęła się dyskusja o konieczności silniejszego związania z nią Finlandii. Wyrazicielem tego poglądu był generał-gubernator Finlandii w latach 1898-1904 Michaił Bobrikow. Zmiany zapowiadał manifest lutowy z 1899 r., mówiący o ograniczeniu autonomii. Protest podpisany przez ponad 500 tys. obywateli miała przedstawić carowi delegacja 500 mieszkańców Finlandii, nie dopuszczono jej jednak przed oblicze władcy. Choć reformy nie były konsekwentnie wprowadzane w życie, to już same zapowiedzi spowodowały, że 6 czerwca 1904 r. generał gubernator Bobrikow został zastrzelony przez urzędnika Senatu Eugena Schaumana, syna generała-lejtnanta armii rosyjskiej.

Polityka kompromisu osiągnęła kres.

Drugi okres ucisku rosyjskiego przypadł na lata 1907-1917, a więc w czasie pobytu Mannerheima w Warszawie.

 

1919 – znowu w Warszawie

 

Mannerheim do końca dochował wierności carskiej Rosji. Odszedł z wojska w roku 1917. Stanął na czele samorzutnie tworzących się oddziałów białych, które po krwawej wojnie domowej ostatecznie ugruntowały niepodległość Finlandii, ogłoszoną 4 grudnia 1917 r. Od grudnia 1918 r. do czerwca 1919 pełnił urząd regenta i odegrał kluczową rolę w procesie uznania nowego państwa przez mocarstwa zwycięskiej Ententy. Złożywszy urząd po przegraniu wyborów prezydenckich, Mannerheim udał się w podróż zagraniczną, w trakcie której załatwiał ważne dla Finlandii sprawy oraz usiłował wpłynąć na politykę mocarstw względem rosyjskiej wojny domowej.

Jesienią 1919 r. przybył do Warszawy. Spotkania z dawnymi znajomymi z Klubu Myśliwskiego nie wyczerpały programu wizyty. W Belwederze jego rozmówcą był Józef Piłsudski zachowujący się bez pompy, prosto i naturalnie […]. Prawie natychmiast zaczęliśmy rozmawiać o najbardziej aktualnym dla nas obu problemie rosyjskim. Tak jak Finlandia nie zamierzała wspierać planującego ofensywę na Piotrogród generała Judenicza, tak i Polska nie miała interesu w pomaganiu Armii Ochotniczej generała Denikina. Uznawany przez nich za regenta admirał Kołczak stał twardo na stanowisku niepodzielności terytorium Rosji, obejmującego zarówno Wielkie Księstwo Finlandii, jak i dawny Kraj Przywiślański.

Historia zatoczyła koło, a drogi fińskiego kompromisu i polskiej irredenty zbiegły się jednym punkcie.

 

Michał Kopczyński

2013-06-18