Z prof. Janem Żarynem
rozmawia Ewa Zientara

Jak wiemy, obchody Millennium poprzedziło przygotowanie, czyli Wielka Nowenna. Jakie idee jej przyświecały?

Można powiedzieć, że program Wielkiej Nowenny narodził się w okresie internowania Prymasa Wyszyńskiego, a więc w bardzo trudnym czasie jego życia, gdy nie dane mu było spełniać funkcji sternika Kościoła w Polsce. To doświadczenie, pełne głębokiego bólu i cierpienia, wywołanego odpowiedzialnością za Kościół, a jednocześnie niemożnością normalnej pracy duszpasterskiej, wywołało jego osobiste zawierzenie Matce Boskiej. Dokonał tego w Stoczku Warmińskim. Jego wola oddania się per Mariam Soli Deo spowodowała powstanie programu duszpasterskiego, który miałby być konsekwencją jego własnych przemyśleń i doświadczeń, również w konfrontacji z bieżącą rzeczywistością polityczną, w której znalazł się Kościół w Polsce. Kiedy w 1956 roku zbliżała się uroczystość trzechsetlecia Ślubów Lwowskich Jana Kazimierza, Prymas Wyszyński nie zamierzał łączyć swojego osobistego zawierzenia i oddania Matce Boskiej ze świętem Kościoła w Polsce, które było przygotowywane przez pozostających na wolności biskupów Klepacza i Choromańskiego.
 
Na marginesie, warto wspomnieć, że w 1956 roku obchodzono także dwudziestą rocznicę Akademickich Ślubów Jasnogórskich oraz dziesiątą - przyjęcia aktu oddania się narodu Niepokalanemu Sercu Maryi. Z kolei rok 1955 był ogłoszony w Kościele powszechnym jako Rok Matki Boskiej. Dopiero przyjazd pani Marii Okońskiej i innych osób z grupy akademiczek "Ósemka" - za chwilę Instytutu Prymasowskiego - spowodował, że Prymas postanowił przygotować dokument, który byłby odnowieniem tych kazimierzowych ślubów z roku 1656.

Akt ten miał być ubrany w nowe słowa, nowe przeżycia i doznania, które wynikały z doświadczenia Prymasa i w ogóle z całej trudnej historii ostatnich lat narodu polskiego, poczynając od 1939 roku. Te nowe przyrzeczenia zostały następnie podane ludowi Bożemu 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze. Miały za zadanie włączyć Kościół w Polsce, wspólnotę wiernych, do przeżywania nie tylko samych uroczystości maryjnych, ale także konfrontacji między własnym życiem religijnym a tym, co rzeczywistość zewnętrzna narzuciła społeczeństwu. Stąd od początku to święto i przyrzeczenia miały wymiar zarówno religijny, duszpasterski, jak i społeczny, narodowy. Miała to być katecheza, która za cel stawiała sobie wyrwanie społeczeństwa ze stalinowskiego zakłamania, z atmosfery strachu. Niewątpliwie epoka stalinowska przyniosła załamanie pewnych standardów życia, powołała pokolenie inteligencji marksistowskiej, de facto zaś często zrelatywizowanej, poddającej się komunistom - z cynizmu czy też ze strachu - która spełniać miała cel władzy: utrzymywanie społeczeństwa w niewiedzy, w intelektualnym i moralnym letargu. Widać w wielu świadectwach, takich jak dziennik Tyrmanda z 1954 roku czy wspomnienia o Agnieszce Osieckiej i jej pokoleniu, w młodzieńczej twórczości Marka Hłaski, jak mocno tamta młodzież buntowała się przeciwko socrealizmowi i czerwonym krawatom, ale sama popadała w negację, nihilizm. Są też świadectwa opowiadające o funkcjonowaniu jedynie słusznego Związku Młodzieży Polskiej, likwidacji stowarzyszeń katolickich, ZHP, młodzieżowych organizacji samokształceniowych - w obozie w Jaworznie więziono niepokorną młodzież itd.

Była ona zatem w dużej mierze narażona na konieczność współżycia z kłamstwem stalinowskim. Nie można było od niego uciec w żadną własną i jednocześnie bezpieczną niszę. To wszystko musiało wywołać różnego rodzaju konsekwencje etyczne, w tym zachowania patologiczne, obronne. Program, który rodzi się 26 sierpnia 1956 w akcie odnowienia ślubów królewskich na Jasnej Górze, jest próbą odbicia się od tego dna, w formule: "Nie lękajcie się!".

Ale oczywiście te przyrzeczenia dotyczące życia w zgodzie z Ewangelią, utrzymania godności życia - w tym nienarodzonych, rodziny, życia niezrelatywizowanego - miały być potem i zostały uszczegółowione w corocznych hasłach, stanowiących podstawę programu Wielkiej Nowenny. Program rozpoczął się 3 maja 1957 roku na Jasnej Górze od powtórzenia przyrzeczeń jasnogórskich z 26 sierpnia. Ponieważ ten dzień wypadł w piątek, Wielka Nowenna została rozpoczęta we wszystkich diecezjach i parafiach w najbliższą niedzielę, czyli 5 maja. Wtedy cała wspólnota wiernych, a także duchowieństwo dowiedzieli się, jaki program będzie realizowany. Prymas, za pomocą Instytutu Prymasowskiego, mieszczącego się wówczas na Jasnej Górze, przygotował bardzo dużo dokumentów wewnętrznych, które miały być przekazywane kapłanom - dziekanom i proboszczom - z zaleceniami dotyczącymi programów duszpasterskich na każdy rok. Zarówno kazania w kościołach, jak i katechezy na lekcjach religii czy też głoszone w ramach pielgrzymek miały nawiązywać do programu Wielkiej Nowenny. Był to więc program duszpasterski bardzo szeroki i stale wzbogacany.

Czy Wielka Nowenna nawiązywała do toczących się wówczas obrad II Soboru Watykańskiego?

To wszystko, co wiąże się z II Soborem Watykańskim, będzie olbrzymim uzupełnieniem Wielkiej Nowenny. Od momentu przygotowań do Soboru, a następnie kiedy stał się on faktem, czyli już na początku lat sześćdziesiątych, do programu Wielkiej Nowenny zaczęto wprowadzać elementy nauczania soborowego czy też dyskusji wokół Soboru. Chodziło o to, żeby wspólnota wiernych na bieżąco mogła odczuwać związek z tym wszystkim, co dzieje się w Rzymie. Oprócz "czuwań soborowych" - modlitw za biskupów biorących udział w Soborze - najbardziej charakterystyczne były Soborowe Czyny Dobroci w ostatnich miesiącach 1963 roku. Dzisiaj najbardziej kojarzą się nam one z postacią bł. księdza Władysława Findysza. Program polegał na tym, że księża proboszczowie zachęcali wiernych, aby przychodzili do kancelarii parafialnych i tam składali pisemne zobowiązania-oświadczenia, że w określonym czasie będą spełniać konkretne dobre uczynki: nie będą pić alkoholu, bardziej się zajmą wychowaniem swoich dzieci itd. Było to włączenie się swoim własnym czynem i postanowieniem w modlitewny zryw wiernych na rzecz sprawnego i owocnego przebiegu II Soboru Watykańskiego. Takich przedsięwzięć wpisujących się w ramy Wielkiej Nowenny i związanych z wydarzeniami  Kościoła powszechnego było oczywiście dużo więcej. Prymas włączył do przygotowań także polską diasporę, mieszkającą i działającą na rzecz odzyskania niepodległości za żelazną kurtyną. Tam reprezentował prymasa najpierw abp Józef Gawlina, a po jego śmierci bp Władysław Rubin.

W maju 1957 roku, w pierwszym roku Wielkiej Nowenny, kardynał Wyszyński pojechał do Rzymu z dwiema kopiami obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Jedną zostawił w darze dla papieża Piusa XII, drugą, poświęconą przez tegoż papieża, przywiózł z powrotem do Polski. I ta kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej stała się właśnie pielgrzymem, jednoczącym wiernych wszystkich parafii polskich. Cała trasa peregrynacji kopii obrazu jest w szczegółach przygotowana przez Episkopat Polski, Komisję Maryjną i Komisję Duszpasterską, które przygotowywały cały program duszpasterski Wielkiej Nowenny. Obraz rzeczywiście jeździł po kraju, od parafii do parafii, od diecezji do diecezji, jednocząc wspólnoty wiernych, zarówno w skupieniu modlitewnym, jak i w świadectwie. To też było pewnym antidotum na czas stalinowski, czyli na całkowite ukrycie własnych poglądów, myśli i czynów, aby nie dać się aresztować, nie ulec donosicielom i funkcjonariuszom UB. Efektem tego zamrożenia dawania świadectwa była niewątpliwa atomizacja społeczeństwa, a program Wielkiej Nowenny i peregrynacja obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej miały niejako wydobyć społeczeństwo z marazmu, z wymuszonej skrytości czy też samozakłamania przestrzeni publicznej, rzekomo socjalistycznej.

Ale jest i drugi rodzaj peregrynacji - także Polacy pielgrzymują na Jasną Górę. Pielgrzymki jasnogórskie od 1957 roku są znowu świetnie przygotowywane i wkomponowane w program Wielkiej Nowenny. W każdym roku modlono się wokół kolejnego problemu czy kolejnej frazy przyrzeczenia z 26 sierpnia 1956 roku - o życiu, o miłości, o młodzieży, o Kościele, w końcu o Matce Kościoła.

Wszystko odbywało się według pewnych schematów, odżyły tradycyjne pielgrzymki stanowo-zawodowe, choć ze względu na czas, w którym się odbywały, nabrały nowego charakteru. Mam na myśli szczególnie warszawską pieszą pielgrzymkę, ze swoimi licznymi grupami, w szczególności grupą siedemnastą, czyli młodzieżową, najbardziej dynamiczną, rozwijającą się. Wraz z młodzieżą szli na Jasną Górę ojcowie paulini, rozmaici działacze katoliccy z wykładami, którzy swoimi przemyśleniami dzielili się z młodymi. Oczywiście tradycja Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej sięgała początku XVIII wieku, a rozwinęła się szczególnie w latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy to według świadectwa uczestników na Jasną Górę zdążało każdorazowo kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Z drugiej strony były tak zwane pielgrzymki stanowe czy stanowo-zawodowe, rozbite na bardzo autentyczne środowiska. Chodziło o to, żeby różne wspólnoty mogły się integrować, także dyskutować na bliskie im tematy. Były więc pielgrzymki nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek, akademików - w maju każdego roku, a także na przykład więźniów Auschwitz, więźniarek z Ravensbrück, dzieci pierwszokomunijnych, żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie żyjących w kraju, a niegdyś służących pod gen. Władysławem Andersem. Przykładowo prawnicy w 1957 roku idą na Jasną Górę pod hasłem refleksji nad tak zwaną ustawą o przerywaniu ciąży, która weszła w życie w poprzednim roku. To był rzecz jasna olbrzymi problem etyczny dla prawników, również dla lekarzy i pielęgniarek. Nota bene władze komunistyczne uznały wcześniejsze spotkanie opłatkowe środowiska adwokackiego z 1957 roku z udziałem Prymasa za spotkanie polityczne, podczas którego kontestowano obowiązujące prawo. Rozważano, co wyznacza normy etyczne: prawo stanowione czy Ewangelia? Oczywiście w niezwykle hermetycznym świecie, narzucającym formułę ateistycznego państwa, trzeba było mieć siłę wspólnoty, żeby potem w swoich środowiskach zawodowych zdobyć się na odwagę dania świadectwa; przeciwstawić się na przykład akcji dekrucyfikacyjnej - usuwania krzyży z budynków publicznych: szkół, szpitali itp. i pozostać w zgodzie z własnym systemem wartości. Pielgrzymki miały wzmocnić ten sposób myślenia.

Jak wyglądały obchody Millennium?

Władze chciały zburzyć cały system przygotowań do Wielkiej Nowenny, jak i później roku milenijnego. Przejawem tej walki będzie oczywiście atak na autorów Listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 18 listopada 1965 roku. Jednym ze skutków tego listu będzie to, iż władze komunistyczne nie wydadzą paszportu Prymasowi Wyszyńskiemu i przez cały rok 1966 nie będzie on mógł opuszczać Polski. To jest o tyle istotne, że Millennium chrztu Polski obchodził cały Kościół powszechny, łącząc się niejako z historią narodu polskiego i jego świętem. Tego komuniści wyraźnie nie chcieli przyjąć do wiadomości. Kościół Prymasa Wyszyńskiego łamał zasady systemu jałtańskiego, oparte na trwałości walki ideologicznej między Wschodem i Zachodem, na żelaznej kurtynie, a w węższym zakresie - na podtrzymywaniu w narodzie słusznych skądinąd pretensji do Niemców i strachu przed rewizją zachodnich granic. Millennium nie mogło oczywiście zniszczyć podziału Europy, ale obchody miały przypomnieć, że żyjemy w świecie podzielonym z powodu polityki komunistycznego imperium, że mamy tysiącletnią tradycję chrześcijaństwa, które łączy nas z całym kontynentem europejskim. Śladem tego myślenia było wpisanie obchodów milenijnych w historię Kościoła powszechnego i równocześnie przeżywanie Millennium przez emigrację związaną z parafiami polskimi - Polskimi Misjami Katolickimi - rozrzuconymi po całym świecie.

W styczniu 1966 roku zaczęły się obchody milenijne w Watykanie. Nie mógł na nie przybyć Prymas, ale za to uroczyście otworzył je papież Paweł VI. W ceremoniach brali udział oczywiście ci polscy biskupi i kapłani, którzy byli w Rzymie. Przybyło tysiące delegatów z różnych stron świata i Europy, delegacji katolickich, emigracji polskiej. Profesor Oskar Halecki wygłosił po łacinie wspaniałą przemowę, charakteryzując związki historii Polski z Kościołem. To była pierwsza odsłona obchodów milenijnych w Kościele powszechnym. Władze wszystkich państw, w których była polska misja katolicka, parafia czy społeczność katolicka, starały się też uroczyście przeżyć obchody milenijne - na przykład 3 maja 1966 roku uczcił je prezydent USA.

W Polsce obchody zaczynają się w kwietniu 1966 roku w kolebce państwowości polskiej, czyli w Gnieźnie i Poznaniu, tam gdzie Mieszko miał byś chrzczony. Centralnym miejscem obchodów jest oczywiście Jasna Góra - w dniu 3 maja 1966, czyli w dzień Matki Boskiej Królowej Polski, a jednocześnie rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Ta data podkreśla jedność historii narodu polskiego i Kościoła w Polsce, współżycie w symbiozie, we wzajemnym uzupełnianiu się i wspieraniu. W tym dniu na Jasnej Górze, mimo olbrzymich sprzeciwów władz, gromadzi się tłum około dwustu, może trzystu tysięcy ludzi. Paweł VI nie mógł przybyć na te uroczystości, ponieważ Władysław Gomułka i jego ekipa nie wpuścili go do Polski. Papież do końca oczekiwał, że władze jednak wyrażą zgodę na jego przyjazd. Wszystko było przygotowane, w tym dar papieski - złota róża. Nota bene przybyła ona do Polski, ale dużo później, kiedy papieżem został Jan Paweł II i mógł ten dar osobiście przekazać Jasnogórskiej Pani.

2 maja 1966 roku Paweł VI zdecydował się uroczyście uczynić Prymasa Wyszyńskiego swoim legatem. Kardynał Wyszyński przewodził więc uroczystościom milenijnym na Jasnej Górze jako legat papieski. Pod szczytem zgromadził się tłum, obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej został wyniesiony z kaplicy na mury i zaprezentowany wiernym. Tam została zmieniona "koszulka". Oczywiście ta peregrynacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej także odbywała się według bardzo szczegółowo wymyślonej koncepcji. Znowu - jak 26 sierpnia 1956 roku - wszystkie stany miały nieść Matkę Boską na szczyt i z powrotem do kaplicy, a więc kapłani i siostry zakonne, kobiety i mężczyźni, młodzież męska i żeńska, zakonnicy i inteligencja katolicka. Przez zmieniające się warty, które niosły obraz Matki Boskiej, w tym wydarzeniu w sposób symboliczny uczestniczyło całe społeczeństwo. Następnie Prymas Wyszyński wygłosił oczywiście piękną homilię. Głównym punktem programu był akt oddania Polski w macierzystą niewolę Maryi za wolność Kościoła Chrystusowego. Przyrzeczenie składał Prymas Wyszyński, powtarzała je cała zgromadzona rzesza wiernych.

Jak obchody Millennium oceniał ich pomysłodawca, czyli Prymas Wyszyński, czy spełniły one jego oczekiwania?

Czytałem akta komisji Maryjnej i Rady Głównej Episkopatu Polski, gdzie z udziałem Prymasa Wyszyńskiego dyskutowano nad obchodami milenijnymi. Oceniano je w związku z interwencjami władz państwowych, jak i z punktu widzenia realizacji programu duszpasterskiego, który rzecz jasna był szczególnie analizowany. Trzeba powiedzieć, że ocena była jednoznacznie pozytywna. Prymas i Episkopat Polski uznali, że państwo komunistyczne, które zdecydowało się podjąć walkę z obchodami milenijnymi, przegrało ją na własne życzenie. Wspólnota wiernych bardzo mocno wsparła Prymasa i episkopat. Nie udało się odtrącić ludzi od Kościoła, a wręcz przeciwnie: im więcej było szykan, tym bardziej wierni w sposób zwarty stanęli przy Prymasie. Chociaż były moment załamania: pierwszy po interwencji milicji, SB i prokuratury na Jasnej Górze w lipcu 1958 roku, gdy zarekwirowano wydawnictwo i sprzęt drukarski Instytutu Prymasowskiego, drugi zaś po Liście biskupów polskich do biskupów niemieckich, kiedy propaganda komunistyczna po raz pierwszy i ostatni potrafiła w dużej mierze spowodować rozejście się wiernych z koncepcją Prymasa Wyszyńskiego. Ale trwało to tylko dwa tygodnie.

Pojawiały się też pytania dotyczące samego sensu obchodów milenijnych z punktu widzenia czysto religijnego. Niewątpliwie w sensie społecznym, historycznym, narodowym to wielkie święto spełniło swoje olbrzymie zadanie - odbiło społeczeństwo od dna epoki stalinowskiej. Można oczywiście dyskutować, czy ten sposób przygotowania do Millennium, czyli to, co zwolennicy "Kościoła otwartego" zarzucili zwolennikom "Kościoła ludowego", nie spowodował, że wierni bardziej skupili się na narzędziach, na przykład na przynoszeniu ziół na Jasną Górę, niż na refleksji dotyczącej trudnej nauki Kościoła, w tym mariologii. To było przedmiotem dyskusji. Pamiętam głos późniejszego kardynała Bolesława Kominka, który zastanawiał się, na ile to niechęć do władzy i potrzeba uczestnictwa w ceremoniale pchnęły wiernych ku Matce Boskiej, a na ile kryły się za tym potrzeby głębsze: chrześcijańska miłość do Niej i refleksja teologiczna. Drugie czasem pojawiające się pytanie dotyczyło ekumenizmu: w jakiej mierze umieszczenie w centrum obchodów Matki Boskiej stoi w sprzeczności z soborowym nauczaniem, które ma zbliżać katolików do innych wyznań chrześcijańskich, zwłaszcza do protestantów, którzy też są Polakami i z którymi należałoby prowadzić dialog ekumeniczny.

Ale w gruncie rzeczy te rozważania prowadzono na marginesie, ponieważ cała główna lawina sygnałów docierających do Prymasa Wyszyńskiego była zdecydowanie pozytywna: że ten program uzdrowił naród polski. I rzeczywiście, uważam, że jeżeli nie byłoby programu Wielkiej Nowenny i obchodów tysiąclecia chrztu Polski, nawała państwowego ateizmu mogłaby nas zatomizować i zmienić, zniszczyć naszą wewnętrzną świadomość i odrębność kulturową, w końcu odseparować od pokolenia Polski Walczącej. Ksiądz profesor Zygmunt Zieliński napisał kiedyś, że Wielka Nowenna i rok milenijny bez wątpienia stworzyły fundament dla pokolenia "Solidarności", które w 1980 roku wywołało strajki i stworzyło dziesięciomilionowy ruch. Nie przez przypadek ruch ten odwoływał się do symbolu suwerenności, czyli do znaku krzyża. Pojawienie się krzyża w zakładzie pracy stanowiło widomy znak, że gospodarzem przestaje być od tej pory podstawowa organizacja partyjna i rada zakładowa, a staje się nim Lud.

Prof. Jan Żaryn - profesor na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie - kierownik Katedry Historii Kościoła w Czasach Najnowszych, pracownik Instytutu Historii PAN, doradca prezesa IPN, b. dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN. Zajmuje się historią najnowszą, zwłaszcza dziejami Kościoła katolickiego w Polsce. Opublikował m.in.: Kościół w Polsce w latach przełomu (1953-1958): Relacje ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej (2000), Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce (1944-1989) (2003). Od 2015 r. senator RP. 

Ilustracja: prymas Stefan kardynał Wyszyński odprawiający mszę na wałach jasnogórskch w kulminacyjnym dniu obchodów Millennium 26 sierpnia 1966 r., Polona, CC-BY-NC.